Menu

profilki

Cecelia Ahern - Love,Rosie


Tytuł: Love, Rosie
Autor: Cecelia Ahern
Liczba stron: 511
Przekład: Joanna Grabarek
Wydawnictwo: Akurat
Kategoria: Romans

Jak zawsze kiedy jest taka opcja, informuję Was, że możecie obejrzeć filmik na temat tej książki na moim kanale :) Serdecznie zapraszam :) 


Rosie i Alex. Oboje mieszkają w tej samej miejscowości, razem chodzą do jednej klasy i spędzają wolny czas. Są nierozłączni. Jednym słowem przyjaciele. Przyjaciele, którzy będą musieli udowodnić światu, że odległość nie ma znaczenia. 
Alex wraz z rodzicami wyprowadza się z Irlandii na całkiem inny kontynent… do Ameryki. Czy to coś zmieni w relacji pomiędzy dwojgiem?
„Love, Rosie” to przedziwna książka i jeszcze nie miałam okazji czytać podobnej. Nie otrzymujemy na początku suchych informacji w stylu kto jak ma na imię, jak wygląda i jaką właściwie pełni rolę w opowiadaniu. Przez pierwsze kilkanaście stron przebrnęłam dosyć szybko i coś mnie zaniepokoiło. Gdzie jest narrator? Zapytałam samą siebie. Gdzie dialogi? Czemu cały czas mam strzępki listów, sms’ów, i szkolnych karteczek z wiadomością? Kiedy dowiem się czegoś konkretnego?! 
Pierwszym konkretem jaki odkryłam, po przewertowaniu wzdłuż i wszerz książki, to fakt, że nie ma w niej ani narratora, a tym bardziej dialogów, za to wszystkie pięćset stron usiane jest listami, sms’ami, wydrukami for internetowych i maili. Kiedy odkryłam ten zadziwiający mnie styl, w jakim została napisana książka, wróciłam do jej lektury. Nie przeszkadzało mi, że nie wiem kim jest ta Rosie i Alex oraz czemu czytam coś, co wbrew pozoru jest nieistotne dla całej historii. Po czasie odkryłam również, że to właśnie jest fabuła. Te błahe liściki nie wnoszące nic do życia, prosta wymiana zdań, to tak naprawdę historia dwojga przyjaciół przedstawiona w inny sposób. Bez obecności narratora. Jesteśmy świadkami ich życia, które z kartki na kartkę przemijało. Z pierwszej ręki dowiadujemy się co dzieje się w ich życiu na przełomie kilkudziesięciu lat i na podstawie tej korespondencji tak naprawdę poznajemy głównych bohaterów oraz ich bliskich. 

„To bardzo stresujące. Jakim cudem szesnastoletni (lub siedemnastoletni, jak w twoim przypadku) ludzie mają wiedzieć, co chcieliby robić przez resztę życia?”

„Love, Rosie” to książka, w której nic nie jest przerysowane. Otrzymujemy realistyczny obraz życia dwojga ludzi, którzy mogliby żyć we współczesnym świecie. Mają chwile radości, zwątpienia, smutku i euforii. Odnoszą sukcesy i porażki, a swoje odczucia i emocje przelewają na papier, dzieląc się wzajemnie swoimi spostrzeżeniami. To historia ludzi, którzy próbują odnaleźć sens własnego życia i nawet nie zdają sobie sprawy, że mają go na wyciągnięcie ręki.

„Spełnienie marzeń było cały czas na wyciągnięcie ręki. Po prostu nie sięgałam wystarczająco daleko”

Z zaciekawieniem czytałam tę historię, chcąc poznać jej koniec, który mogłoby się wydawać nastąpi wraz ze śmiercią postaci. Czułam się trochę, jakbym naruszała ich prywatność, czytając te wszystkie listy, maile i sms’y oraz inne możliwe sposoby korespondowania ze sobą ludzi.
To było naprawdę dziwne uczucie czytać tak skonstruowaną książkę, ale zarówno fascynujące doświadczenie. Uważam, że właśnie przez to, iż powieść została napisana w taki, a nie inny sposób, przeczytałam ją dosyć szybko, pomimo że liczy sobie pięćset stron. Przerażała mnie trochę ta perspektywa zwłaszcza, że tekst został napisany małymi literkami, jednak nie taki diabeł straszny jak go malują. „Love, Rosie” czytało się szybko i przyjemnie, a fabuła intrygowała. Mimo że nie fruwały tam smoki i nie spotkałam żadnego elfa czy krasnoluda historia domagała się jej przeczytania, co też uczyniłam.
Trochę nie spodobała mi się końcówka książki. W mojej opinii była niedokończona, jakbym za chwilę miała dowiedzieć się czegoś nowego, a tu klops. Koniec książki. Według mnie autorka nie postawiła kropki nad i. Pozostawiła otwarty wątek dzięki czemu, my czytelnicy możemy sobie dopowiedzieć jak cała historia się zakończyła. Ja wolałabym zamknięty wątek, zważywszy na to, że przez całą książkę usilnie chciałam się dowiedzieć jakie będzie zakończenie.
„Love, Rosie” to przyjemna lektura. Nie mam co do niej większych zastrzeżeń. Odprężająca, napisana w zaskakujący sposób, która w swój charakterystyczny sposób intryguje.
Lubisz w książkach fragmenty listów, sms’ów, maili, czy wiadomości z Facebooka? Ta książka jest dla Ciebie. Ja ze swojej strony mogę ją polecić innym bez wyrzutów sumienia, jako niezobowiązującą lekturę.


Moja ocena: Dobry

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytaj dalej...

Nina Reichter - Ostatnia spowiedź. Tom 3


Tytuł: Ostatnia spowiedź. Tom 3
Autor: Nina Reichter
Liczba stron: 370
Wydawnictwo: Novae Res
Kategoria: Romans

Już na samym wstępie mogę Was zapewnić, że ta część jest lepsza od drugiej, która w moim mniemaniu wyszła po prostu… słabo. Strony nie ociekają już wiecznie buszującymi w łóżku Ally i Bradinem, ale schodzą też na inne tematy. W tej części autorka nie skupia się głównie na nich. Mamy też wgląd na życie Toma, czy Bastiana i prawdę powiedziawszy ich obu jest mi cholernie szkoda. Trzeba przyznać, że twórczyni nie podarowała im życia jak z bajki, jeśli chodzi o sprawy miłosne.
Życie Ally i Bradina jest idealne. Zaczyna im się układać, wszystko cacy, aż tu nagle pojawia się Violet – była dziewczyna Czarnego. Przez swoją bezmyślność – bo nie uwierzę, że specjalnie – wyjawia ich romans, który w ogóle nie powinien się wydarzyć ze względu na zawarte w umowie Bradina wymogi. Do tego jest coś co Ally ukrywa przed swoim chłopakiem i boi się mu o tym powiedzieć, a zwykłe nieporozumienie przeistacza się w nienawiść. 
Przeczytałam wszystkie części „Ostatniej spowiedzi” i teraz z czystym sumieniem mogę napisać, że nie znalazłam w tej historii osób przesiąkniętych złem, z wyjątkiem managerki Violet. Nawet była dziewczyna Bradina w moim mniemaniu sprawiała wrażenie osoby, która po prostu zakochała się nie w tym facecie, w którym powinna, ale nie miała zamiaru burzyć jego nowego związku. Autorka nie oszczędzała bohaterów. Czytelników z resztą też. Miałam ogromną chęć zamordować Bradina, zastanawiałam się dlaczego Ally jest taka uparta i nie widzi po za nim świata. Na szczęście, które okazało się być równocześnie nieszczęściem, zakończenie mi się podobało, chociaż nie obyło się bez łez.

„Ale ja przy tobie już nie boję się wieczności.”

Miałam też wrażenie, że zostało napisane trochę na siłę, że czytam streszczenie albo sprawozdanie. To co działo się na końcu można by było rozpisać w jeszcze kilkudziesięciu stronach, dopracować lepiej, no ale taki był widocznie zamysł autorki.
Jeśli chodzi o ogół książki, to okładka trzeciej części jest moją ulubioną. Lubię kiedy postać z okładki odzwierciedla bohatera, a tu moim zdaniem dziewczyna ze zdjęcia to Ally. W końcu trzyma aparat. Tak jak w poprzednich częściach, w środku druga strona okładki ma piękny kolor, a rozdziały mają cudowną czcionkę, która zawsze mi się podobała. „Ostatnią spowiedź” czyta się szybko i przyjemnie. Czytamy dziesiątą stronę, a już za chwilę okazuje się, że jesteśmy na dwusetnej. 
„Ostatnia spowiedź” to trylogia, którą polecam osobom lubującym się w trójkątach (ona jedna ich dwóch, którego wybierze? ), polecam też tym, którzy chcą się odmóżdżyć tak jak ja i przeczytać coś interesującego, wciągającego, ale odbiegającego od gatunku w którym kręcą się na co dzień. Ta historia jest dla wszystkich. Pełna miłości, ale i intryg, o które nie trzeba długo w show biznesie. Świat życia gwiazd na scenie i za kulisami, gdzie dostęp mają tylko nieliczni. Czy chcecie wejść w ten świat? Ja spróbowałam i nie żałuję ani chwili spędzonej z tą książką. Ona wciąga, intryguje, nie da się przy niej nudzić. Polecam serdecznie.

Moja ocena: Bardzo dobry

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytaj dalej...

Licia Troisi - Dziedziczka smoka. Drzewo Idhunn. Tom 2


Tytuł: Dziedziczka smoka. Drzewo Idhunn. Tom 2
Autor: Licia Troisi
Liczba stron: 212
Przekład: Anna Gogolin
Wydawnictwo: Videograf II
Kategoria: Fantasy

„Dziedziczka smoka. Drzewo Idhunn” to druga część przygód Sofii, Lidji oraz profesora. Tym razem jednak dziewczyny i ich opiekun muszą się rozdzielić, by odnaleźć kolejnego smokończyka oraz owoc. O tyle o ile Lidja odnalazła się w towarzystwie jakim był cyrk, w którym spędziła większość swojego życia, o tyle Sofia wolałaby wyjechać wraz z profesorem do Budapesztu. Jednak czy mężczyzna znajdzie tam to, czego szukał? A może wszystko jest tak naprawdę w zasięgu wzroku, tylko trzeba uważniej się przyglądać? 
Po przeczytaniu pierwszej części, wiedziałam, że sięgnę po drugą, zwłaszcza, że okładka wręcz krzyczała do mnie „WEŹ MNIE!!!”. Historia Sofii, jest lekką i przyjemną lekturą, w której główną rolę pełnią wywerny i smoki. To była priorytetowa przyczyna, dlaczego sięgnęłam po tę książkę, ale nie tylko. Licia Troisi ma na swoim koncie trylogię „Wojen Świata Wynurzonego”, która mnie zachwyciła, więc stwierdziłam, że jeśli tamto było dobre to pozostałe opowiadania również muszą takowe być.
Jak wspomniałam już wcześniej, dziewczyny wyruszają w trasę wraz z cyrkiem, a profesor udaje się do Budapesztu. Sofia od samego początku nie czuje się dobrze w miejscu, do którego totalnie nie pasuje, zwłaszcza, że towarzysze namawiają ją do mini występu na scenie, który okazuje się (w jej oczach) totalną klapą. To właśnie od tego momentu, akcja powoli zaczyna się rozkręcać. Po kłótni w obozie Sofia oddala się od cyrku, by pobyć sama. W parku, który znalazła całkiem przypadkiem spotkała tajemniczą starowinkę, która wydawała się wiedzieć więcej niż mówiła. Ponadto nikt inny jej nie widział, co okazuje się w dalszym biegu wydarzeń.
Sofia wydaje mi się być w tej części bardziej pewna siebie. To taka pomocna dusza, która chce pomóc każdemu, kto w jej oczach tej pomocy jest godzien. Ma to związek z pewnym chłopakiem o mieniu Fabio, który zaprząta myśli dziewczyny i nie wiedzieć czemu nie chce z nich wyjść. To jedna z czołowych postaci w tej części i mocno wpływająca na dalsze losy naszych bohaterów. 
„Drzewo Idhunn” pomimo przyciągającej wzrok okładki wypadła w moich oczach gorzej od pierwszej części. Spodziewałam się czegoś lepszego, natomiast otrzymałam coś względnego i uzupełniającego, jednak dającego pewne perspektywy przy czytaniu trzeciej części, która już czeka na mnie na mojej półce.
To przyjemna, niezobowiązująca lektura, która przeniesie Was do świata magii wypełniona smokami ukrytymi w ciałach ludzi, którzy posiadają osobliwe zdolności.
Co prawda trochę gorsza od pierwszej części, jednak końcowo zapowiadająca dobrze kolejny tom. Ja na pewno się skuszę, a Wy?

Moja ocena: Dobry

Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (1,6 cm)
2. Czytam fantastykę
Czytaj dalej...

Podsumowanie sierpień 2016


Nie było podsumowania lipca, jednak sierpień postanowiłam już zrobić. Co za dużo przerwy to nie zdrowo, a trzeba też pokazać, że egzystuję i mam się dobrze i w ogóle, że tak szybko się mnie nie pozbędziecie. Pomyślałam, że te podsumowania to też takie zamknięcie się w jakimś schemacie i pewnie dlatego wychodzą mi one tak ociężale, jednak kilka suchych faktów mogę napisać :)


Przeczytałam 3 książki z czego tylko 1 doczekała się recenzji. Przemieniając to na ilość przeczytanych stron, w sierpniu ogarnęłam ich w ilości 1 229 co daje wynik średnio 40 stron dziennie. Tematycznie przeważała fantastyka (odkryłam Amerykę!) W sierpniu 1 osoba ze mną niestety nie wytrzymała psychicznie i uciekła z grona obserwowanych więc obecnie jest Was 114 dobrych duszyczek <3 Nowości na mojej półce to książka "Złodzieje snów" autorstwa 
Maggie Stiefvater oraz magazyn Be Active 



Największym zainteresowaniem w sierpniu cieszył się post o wymiance książkowej u Dominiki
zaś szerokim łukiem omijaliście recenzję książki Jacka Izworskiego - Węzeł światów.
Jeśli chodzi o gry to w sierpniu szalałam z najnowszym Tomb Raiderem, skakałam do Perfect World i standardowo ogrywałam się w gierkach na Facebooku.

Sierpień był miesiącem, w którym zdecydowanie większą część czasu przesiedziałam na You Tubie.
Prześledziłam "Grę o Booktube" organizowaną przez Maję K. odnalazłam kanał przecudownego Vroobelka, ponadto  nałogowo zaczęłam oglądać Dragon Ball - moje top 1 z dzieciństwa, przy którym do dziś hihram się jak opętana i ryczę przy każdej pierdółce. 


Z ogłoszeń luźnych i odbiegających ściśle od książek, to w sierpniu miałam lekkie podłamanie jeśli chodzi o pracę, ale o tym napiszę kiedy indziej, kupiłam sobie w końcu telefon, który nie muli kiedy wysyła się miliardowego sms'a i nie trzeba czekać godziny, aż na powrót się ogarnie. Zakupiłam również Windowsa 10, ponieważ rok temu kupiłam nowy komputer a jego system trzeba było aktywować ponownie po roku. Próbowałam, ale przy końcu się zdenerwowałam i kupiłam nowy...
Brałam udział w wymiance książkowej, o której możecie poczytać tu na blogu jak i posłuchać i pooglądać na moim kanale na You Tube.
Zostałam szczęśliwą (nawet nie wiecie jak szczęśliwą) posiadaczką bluzy z Dragon Ball, o której zawsze marzyłam i chciałam takową mieć. No i mam! W końcu :) W dalszym ciągu próbuje wymyślić jakiś sposób na systematyczne czytanie Waszych blogów oraz oglądanie zasubskrybowanych kanałów na You Tubie i jeśli już przy tym drugim stoimy, to w sierpniu udało mi się nagrać dla Was dwa filmiki na swój kanał oraz niedawno, świeżynka, ma zaledwie dzień, także serdecznie Was zapraszam zarówno tu na bloga do czytania jak i na kanał do, wydaje mi się lżejszej wersji przedstawiania czegokolwiek :)






Jeśli chodzi o ogłoszenia parafialne na nadchodzące dni, to mam ukończone pisanie recenzji "Love, Rosie" i zastanawiam się czy chcielibyście mieć ją również w wersji filmowej. Jestem również na końcu książki "Dziedziczka smoka" autorstwa Lici Troisi. W dalszym ciągu szukam jakiejś dobrej duszy, która nie potrzebuje książki "Magia parzy" - Ilony Andrews i byłaby skłonna mi ją odsprzedać za NORMALNĄ cenę.
I nie pogniewałabym się jakbyście podrzucili mi jakiś pomysł na pozbycie się lenistwa. To strasznie upierdliwe uczucie, które nie pozwala robić mi kompletnie nic :D chociaż na prawdę bym chciała coś kreatywnego porobić :D To tyle jeśli chodzi o podsumowanie :) mam nadzieję, że taka forma Wam się podobała i do szybkiego zobaczenia :)



Czytaj dalej...

Ilona Andrews - Magia krwawi



Tytuł: Magia krwawi
Autor: Ilona Andrews
Liczba stron: 436
Przekład: Dominika Schimscheiner
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Kategoria: Fantasy

Dla zwolenników video recenzji, zapraszam na mój kanał :)

Jakimś dziwnym trafem książki, które należą do moich perełek znajduję totalnie przez przypadek, a w najgorszym razie przypadkiem i niedokończone. Ta książka, tak samo jak powieść autorstwa Henrego Neffa, o której pisałam wcześniej jest właśnie taką niedokończoną pozycją, jednak znajduje się w o wiele lepszej pozycji. Czemu? Wydawnictwo Fabryka Słów ruszyło do przodu z kontynuacją co ucieszyło nie tylko mnie ale wielu innych, którzy mieli tę przyjemność zapoznać się z cyklem o Kate Daniels.
Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak ciekawie dopracowanym bohaterem jak Kate Daniels. To temperamentna kobieta wywijająca swoim mieczem Zabójcą kiedy zajdzie taka potrzeba. Mająca spore doświadczenie w walce z potworami zagrażającymi ludziom, zaś najbardziej urzekł mnie jej cięty język, którego nie szczędzi przy spotkaniach z Władcą Bestii czy Saimanem. Kate to ta z gatunku „ostrych babek”, których nie powinno się denerwować, bo można dostać mieczem w cztery litery.
O czym jest czwarta część cyklu o Kate Daniels? Po Atlancie grasuje osobnik, który nie ma problemu, by zabić zmiennokształtnego, wampira czy kogokolwiek. Oczywiście nikt nie ma zielonego pojęcia kim, a nawet czym jest to coś, co robi tyle zamieszania, a tam gdzie zamieszanie tam i Kate.
Dziewczyna małymi krokami dochodzi do odkrycia kim jest tajemniczy osobnik siejący postrach w mieście. Właśnie to podoba mi się w twórczości małżeństwa Ilony i Gordona Andrews – możliwość odkrywania tajemnicy stopniowo. Nie mamy wszystkiego podane na tacy, musimy trochę pokombinować, pomyśleć… zarówno my jak i główna bohaterka wielokrotnie podejrzewamy nie tych co trzeba i sami błądzimy, szukając odpowiedzi. Kate to nie dziewczyna w czepku urodzona. Jak każdy z nas odnosi porażki, ma uczucia, wzloty i upadki przez co w moich oczach staje się bardziej rzeczywista niż powinna, biorąc pod uwagę, że to powieść fantasy.
Widać, że autorzy mają pomysł na historię. Sięgają do mitologii i wierzeń dzięki czemu prócz ciekawej fabuły mamy też możliwość podszkolenia się w legendach i mitach. Ciekawym doświadczeniem są „słowa mocy”, które w tej części wystąpiły i dowiedzenie się jak wpływają na główną bohaterkę.

„Litery eksplodowały, wypalając się w moim umyśle. Słowo mocy. (…) Świat rozmył się w krwawej mgle. Słowo mocy zabijało mnie. Pochwyciłam je, usiłując przebić się przez jego zaporę. Bolało. Boże, jak bolało.”

To dosyć zatrważające przeżycie i gdybym mogła zobaczyć w tym momencie swoją minę wyglądałabym pewnie jak po zjedzeniu cytryny i uderzeniu się młotkiem w palec… Mrużenie oczu te sprawy, wykrzywiona buzia :D
Ponadto bardzo cenię sobie dobry humor w książce, lubię zarówno pomarzyć, pozwolić wyobraźni działać, ale i pośmiać się z byle czego, trochę się odmóżdżyć. Autorzy zadbali również i o to.

„Zatrzasnęłam drzwiczki przed nosem pudla. – Zostań.
- A to kto? –Derek kiwnął na samochód.
- Twój zastępca (…)
- Zastąpiłaś mnie wygolonym pudlem?
- Ma obłędne zalety. (…) Umie rzygać i sikać jednocześnie, a na dodatek nie stroi sobie żartów z mojego auta.”

Ta część nieco się różni od pozostałych. Widać, że główna bohaterka spoważniała, zaczęła bardziej siebie cenić i znać swoją wartość. Nie pozwala sobą pomiatać i pragnie być traktowana przez innych tak, jak każda inna dziewczyna. Jej relacje z Curranem ulegają zmianie. Oczywiście dalej skaczą sobie do gardła, ale w inny sposób niż dotychczas. Poznajemy również historię Władcy Bestii zanim został… Władcą właśnie i jest to jeden z moich ulubionych momentów w książce. Powrót do korzeni sprawia, że jeszcze bardziej poznaję postać i mogę spojrzeć na nią z innej perspektywy.
„Magia krwawi” jest czwartą częścią przygód o Kate Daniels i aż boję się pomyśleć co będzie w kolejnych sześciu! (kiedyś na Facebooku, zapytałam wprost ile przewidują części i dostałam odpowiedź, że dziesięć)
Ta książka jest dla osób, które lubią fantastykę, akcję gdzie leje się krew, a główny bohater nie jest ze stali i również odnosi rany. Ta książka powinna (aczkolwiek nie musi) spodobać się osobom, które lubią mieszankę fantasy, akcji, dobrego humoru i szczypty romantyzmu, a fabuła nie kończy się na trzech książkach, a na (jak w tym przypadku podobno) dziesięciu!
Bardzo polecam zapoznanie się z tym cyklem chociażby z samego względu poznania Kate. To naprawdę oryginalna osoba o wielu sprzecznościach, której nie spotkałam w żadnej innej książce. 
Mam nadzieję, że Fabryka Słów nie poprzestanie na piątym tomie, który wydała w tym roku. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne części, ponieważ ta historia zasługuje na rozgłos.

Moja ocena: Celujący

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytaj dalej...

Fantazyjny Alfabet Stronicowy - Wrzesień


Literka na miesiąc wrzesień to: W
Zgłoszenia przyjmuję pod tym postem

Spis osób biorących udział w wyzwaniu i ich recenzje:

1. Oxfordka
2. martucha180
3. addictedtobooks
4. Kamilla
5. Daria S


Klasyfikacja według liczby przeczytanych stron:

1. martucha180 - 790 (styczeń) + 282 (luty) + 994 (marzec) + 1 317 (kwiecień) + 309 (maj) + 1 305 (czerwiec) + 879 (lipiec) + 1 343 (sierpień) = 7 219
2. Daria S - 2 056 (kwiecień) + 1 066 (maj) + 920 (czerwiec) + 464 (lipiec) + 878 (sierpień) = 5 384 + 56 + 256 + 124 
3. Kamilla - 330 (marzec) + 294 (kwiecień) + 354 (maj) + 291 (sierpień) = 1 269
4. addictedtobooks - 473(styczeń) + 352 (czerwiec) = 825
5. Oxfordka - 490 (marzec) = 490


Dotychczasowe literki:
Styczeń: F
Luty: I
Marzec: N
Kwiecień: D
Maj: E
Czerwiec: H
Lipiec: U
Sierpień: L
Wrzesień: W
Czytaj dalej...

Jacek Izworski - Węzeł światów. Dwa światy Tom 1

Tytuł: Węzeł światów. Dwa światy (Tom 1)
Autor: Jacek Izworski
Liczba stron: 282
Wydawnictwo: Dziewięć Muz
Kategoria: Fantasy


Książka przeleżała na mojej półce rok, aż w końcu po nią sięgnęłam. Czy było warto? Tutaj mam już mieszane uczucia. Z jednej strony była nie w moim guście, z drugiej zaś miała w sobie coś takiego, że byłam ciekawa ciągu dalszego, no ale od początku.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, więc mamy przedstawioną sytuację oczami głównego bohatera. Jest nim chłopak o imieniu Mirek, który pewnego dnia razem najbliższą sobie rodziną, jest świadkiem powstania czegoś na wzór wrót do innego świata, z których wyłaniają się postacie. Kobieta wraz z dziewczynką i zwierzęciem oraz mężczyzna, który do nich strzelał. Całe to wydarzenie jest opisane w bardzo prosty i chciałoby się napisać bez emocjonalny sposób. Mirek relacjonuje, jak jego ojciec zabił tego mężczyznę po czym padł jak kawka, tracąc przytomność. Kto nie zemdlał? Oczywiście dzieci. Przybysze z innego świata są nieufni i wystraszeni do tego jedna z nich umiera od zadanych ran. Znaleźli się w całkiem nowym wymiarze i potrzebują pomocy, którą Mirek ochoczo im oferuje, co pociąga za sobą wiele kolejnych wydarzeń. Podróż za granicę, przejście do innego świata, czy poświęcenie jakiego musiał się podjąć chłopak to najbardziej skrócona wersja tego co dziać się będzie w tej książce. Oczywiście nie mam zamiaru niczego Wam ułatwiać i streszczać co się wydarzyło.

‘’Węzeł światów” nie powalił mnie na kolana. Szczerze był jedną z tych książek, które chciało się przeczytać i jak najszybciej o nich zapomnieć, jednak nie do końca. To co czułam, czytając tę pozycję jest czymś co nie zdarza mi się nazbyt często. Albo książkę kocham, albo jej nie znoszę lub jest dla mnie neutralną odskocznią od gatunkowo ulubionych treści. W tym przypadku opowieść nie mieściła się w żadnych granicach. Dobijał mnie styl w jaki książka została napisana. Męczył mnie strasznie ten, jak na mój gust, bez emocjonalny opis wydarzeń, które gdyby naprawdę się przytrafiły, człowiek opisałby używając miliona wykrzykników, epitetów takich, że nic tylko oczy wznieść ku niebu, zaś tutaj?... stoicki spokój, poker face i tak wszystkie dwieście osiemdziesiąt dwie strony tekstu, który robił z mojego mózgu papkę. Nie wiem czy wiecie, ale moja łepecyna nie jest przystosowana do tekstu, w którym brak emocji. Ponadto, mimo że jest to pozycja fantastyczna, nie mogłam nie zauważyć jak wiele, na mój gust, sytuacji jest niemożliwych. Oczywiście biorąc pod uwagę opcje, że żyje się w normalnej rodzinie i nie chcę tu nikogo urazić jeśli takie rzeczy są uznawane za normalne u kogoś, ale na Boga… czy jakiś rodzic przyjmuje ze spokojem wiadomość, że ich własne NIEPEŁNOLETNIE dziecko właśnie zabookowało sobie i swojemu MŁODSZEMU rodzeństwu bilet przelotu z Polski do Rosji? Nie no, spoko… lećcie kochane dzieci, co wam się może złego stać? Ugryzło mnie też to, że każdy problem jaki dzieciaki napotkały na drodze był pokonywany prawie, że za pstryknięciem palców… Zwierzak wygląda jak tygrys i nie wpuszczą go do samolotu? Spoko! Mam znajomego weterynarza, wystawi odpowiednie dokumenty! Musimy polecieć do Rosji, by przedostać się do innego świata? Nie ma problemu, mój znajomy mieszka w Rosji, przenocuje nas. Ktoś jest ranny? Poczekaj mój kumpel jest lekarzem… o kurcze, mam bardzo starą taśmę, na której jest coś nagrane. Doprawdy? Zaniosę to do kolegi z klasy, który posiada sprzęt sprzed wojny gdzie bez problemu odsłuchamy co tam jest nagrane… Gdybym ja miała wszędzie takie wtyki, to nie siedziałabym we własnym pokoju i nie pisała Wam o tej książce, a leżała plackiem na łóżku gdzieś na terytorium Oxfordu… ALBO NIE!!! Jak szaleć to szaleć! Wylegiwałabym się na plaży w Kalifornii pijąc soczek z palemką… to znaczy… teraz bym spała, bo inna strefa czasowa, ale wiecie o co chodzi. Podsumowując. Pierwszy raz, czytając coś fantastycznego tak często zwracałam uwagę na fakty, które wydawały mi się być nie do ogarnięcia. Kłóciły się z moim rozumowaniem tak bardzo, że kiedy czytałam książkę myślałam – „da fak?” 

Wydaje mi się, że na razie piszę tylko to, co nie przypadło mi do gustu. Czy znalazłam jakieś plusy? Pewnie nie wiele to da jeśli napiszę, że czcionka była dopasowana i miało się wrażenie, że pozycję zjem w przeciągu jednego dnia. (oczywiście mogłabym to zrobić, ale mój mózg chyba by się musiał resetować przez następny miesiąc) Ponadto, mimo że autor uraczył mnie tak mdłym narratorem i tam gdzie ja wstawiłabym po trzy wykrzykniki, on użył kropki, to ciekawiło mnie co wydarzy się na kolejnej stronie, kolejnych dwóch stronach czy kolejnych pięćdziesięciu. Jestem na tyle zaintrygowana, że sięgnę po drugą część, jak takową dostanę w ręce. 

Nie ukrywam, że autor ma łep jak sklep. Wymyślił całkiem nowy świat, stworzenia, które go zamieszkują, wykreował system polityczny, potrawy… Nowy Świat! Jednak chciałabym się w niego wgłębiać naturalnie, tutaj zaś Mirek o wszystko pyta i na talerzu dostaje odpowiedź co i jak. Mam wrażenie, że wiele ciekawostek było po prostu zbędne lub na tym poziomie lektury mało ważne, by rozpisywać się o nich bez końca, a tu tak własnie jest. Czułam się trochę jakbym zajrzała do notatek autora na podstawie, których miał powieść napisać, innymi słowy, miałam nieodparte wrażenie, że tylko on coś z tego rozumie, mi zaś pozostało rozdziawienie buzi i kulturalne spytanie – „ ale że o co cho?”.

Co zabawne, ja nadal chcę przeczytać kontynuacje tej opowieści i to jest właśnie paradoks tego całego mojego bazgrania. Ta książka sprawia, że ja CHCĘ przeczytać jej drugą część, chociaż robi z mojego mózgu sieczkę, a narrator duchowo mnie krzywdzi tym swoim bezpłciowym podejściem do sprawy… Sam z resztą tak powiedział. 


No tak… tylko pozory. Taki przykład: Na moich oczach nieznajomy mężczyzna ukręcił kark mojemu psiakowi, następnie jednym pociągnięciem zrobił dziurę w brzuchu, gołą ręką wyciągając na wierzch flaki. Patrzyłem na to, zastanawiając się co mam zrobić. Teraz gdy to opisuje, można przyjąć, że bezczynnie stałem i się gapiłem, ale to tylko pozory.

NIECH MNIE KTOŚ ZAMORDUJE! Albo tego chłopca, co opisuje całą historię. Gdyby nie on, uważam, że pozycja byłaby naprawdę warta przeczytania, a tak, mogę Wam jedynie napisać, że takowa istnieje, a czy po nią sięgniecie to już Wasza sprawa i oczywiście na Wasza odpowiedzialność.

Moja ocena: Dostateczny

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytaj dalej...
Literacka fantazja © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka