Menu

profilki

Wiera Szkolnikowa - Namiestniczka. Księga 1



Tytuł: Namiestniczka. Księga 1
Autor: Wiera Szkolnikowa
Liczba stron: 824
Przekład: Rafał Dębski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Kategoria: Fantasy

„Namiestniczka” to dosyć obszerna pozycja i mogłoby się wydawać, że na ośmiuset stronach można wykreować naprawdę dobry świat, a tu proszę… to dopiero pierwsza księga z trzech, które też nie należą do chudzinek.

Nie ukrywam, że książki, w których występuje wielu głównych bohaterów, niejednokrotnie sprawiają mi pewną trudność. Często gubię się kto kim jest, do czego zmierza i jaka jest jego rola w całokształcie powieści. Tym razem oprócz tego, doszła jeszcze zawiłość językowa niczym u Tolkiena. Nie ma tutaj Zosi czy Asi, a wymyślne imiona, które nader często mieszałam, co nie ułatwiało mi zrozumienia lektury. 

„Namiestniczka” jest to książka w zasadzie o wszystkim. Znajdziemy tutaj miłość, intrygę, wojny, trudne wybory czy politykę. To historia o Imperium Anryjskim, którym włada namiestniczka właśnie. To kobieta związana z królem Eilanem, który według legendy zamienił się w posąg, aby pewnego dnia znowu powrócić. Fabuła toczy się w momencie, kiedy władzę obejmuje Enrissa. Nie ma jej czego zarzucić. To kobieta silna, odważna, stanowcza i wie do czego dąży.
Wydaje mi się, że cała fabuła książki ma na celu jedno – zdobycie tajemniczej księgi, która ma sprowadzić na świat zagładę. Enrissa koniecznie chce być w posiadaniu tego woluminu, jednak nie jest to takie łatwe. Wpierw trzeba księgę odnaleźć, sprawdzić gdzie była, kto ją czytał… tutaj na pomoc namiestnicze przychodzi jej osobisty sekretarz, który co nie co namiesza w jej życiu. Po szczegółowym śledztwie sekretarza, Enrissa zarządzi przeszukanie każdej biblioteki u wszystkich władców królestw należących pod władzą namiestniczki. Będzie to strzał w dziesiątkę, jednak odzyskanie księgi wcale nie będzie takie proste – nawet jeśli władczyni wyda nakaz zabrania woluminu, zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał to utrudnić. 

Los każdego bohatera jest w pewien sposób powiązany. Jedni darzą się sympatią, inni nieufnością, jeszcze inni najchętniej by się pozabijali. 

Czy Enrissa wejdzie w posiadanie księgi? Jakimi przepowiedniami uraczy nas jeszcze autorka? By poznać odpowiedź na te pytania, musicie sami sięgnąć po „Namiestniczkę”.
Według mnie książka jest za gruba. Bez problemu najważniejsze aspekty fabuły dałoby się zmieścić w 400, góra 500 stronach, a nie rozpisywać się na 800. Przez to powieść w głównej mierze straciła w moich oczach, gdyż niemiłosiernie się dłużyła, a gdy sobie uświadomiłam, że to dopiero pierwszy tom, to przeszły mnie dreszcze na myśl, co jeszcze autorka wymyśliła, że nie starczyło na to miejsca w tej części. 

Oczywiście musiałam polecieć na okładkę, a że książka była z gatunku fantasy, to tylko podsyciło moją ciekawość. Co prawda nie skreślam tej pozycji. Jest względną lekturą, którą można się zainteresować, jednakowoż szału nie ma, dupy nie urywa. Minie sporo czasu (i stron) zanim wczuje się w świat wykreowany przez autorkę i pewnie gdyby nie ta plątanina i połamane imiona, czytałoby mi się „Namiestniczkę” o wiele przyjemniej. Jestem ciekawa dalszych losów Enrissy, która niejednokrotnie wkładała palec w mrowisko. Ciekawa jestem również losów innych bohaterów, zwłaszcza tych z rodziny Aellinów, nad którymi ciąży specyficzna przepowiednia? Klątwa? Jak zwał tak zwał, jednak od kilku pokoleń zawsze rodzą się tam bliźnięta. Z chęcią sięgnę po kolejne części „Namiestniczki” i podzielę się z Wami swoją opinią na ich temat, tymczasem sami zdecydujcie, czy chcecie wejść w świat wykreowany przez Wiere Szkolnikową czy jednak ominąć szerokim łukiem.

Moja ocena: Dostateczny 

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
1. Czytam fantastykę 
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (5 cm)
3. Czytam opasłe tomiska
Czytaj dalej...

Fantazyjny Alfabet Stronicowy - Grudzień


Literka na miesiąc grudzień - J
Zgłoszenia przyjmuję pod tym postem

Spis osób biorących udział w wyzwaniu i ich recenzje:

1. Oxfordka
2. martucha180
4. Kamilla
5. Daria S


Klasyfikacja według liczby przeczytanych stron:

1. Daria S - 2 056 (kwiecień) + 1 066 (maj) + 920 (czerwiec) + 464 (lipiec) + 878 (sierpień) + 1 417 (wrzesień) + 1 668 (październik) + 1 794 (listopad) = 10 263
2. martucha180 - 790 (styczeń) + 282 (luty) + 994 (marzec) + 1 317 (kwiecień) + 309 (maj) + 1 305 (czerwiec) + 879 (lipiec) + 1 343 (sierpień) + 34 (wrzesień) + 768 (październik) + 1 762 (listopad) = 9 783
3. Kamilla - 330 (marzec) + 294 (kwiecień) + 354 (maj) + 291 (sierpień) + 208 (listopad) = 1 477
4. addictedtobooks - 473(styczeń) + 352 (czerwiec) = 825
5. Oxfordka - 490 (marzec) = 490


Dotychczasowe literki:
Styczeń: F
Luty: I
Marzec: N
Kwiecień: D
Maj: E
Czerwiec: H
Lipiec: U
Sierpień: L
Wrzesień: W
Październik: O
Listopad:
Grudzień: J
Czytaj dalej...

List do Was ode mnie

Witam Was serdecznie. Pomyślałam, że czas najwyższy coś tu naskrobać. Sumienie mnie gryzie, że siedzę tu tak cicho i się do Was nie odzywam, ale najnormalniej w świecie jestem leniwa, by cokolwiek napisać... no i przy okazji choróbsko mnie dopadło. 
Moja prawa dziurka nosa i gardło serdecznie Was wszystkich pozdrawiają.
Na recenzję czekają dwie książki:
  • Wiera Szkolnikowa - Namiestniczka
  • Leslye Walton - Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender 
Mam jeszcze w planie małą reaktywację kanału na You Tube. Nic specjalnego, jednak chciałabym to nowe coś wprowadzić w nowym roku, który już niedługo.
Troszkę się u mnie działo. Październik nie należał do miesięcy zbyt kolorowych. Mam za sobą firmowe pożegnania; swoje osobiste jak i jednego z kolegów. Nie oszukujmy się. W Polsce kokosów zwykły robol nie zarabia, a ja się do takowych zaliczam. Niestety niektórym nie starcza na życie i muszą iść o krok dalej, by po prostu godziwie żyć... taki kraj... ale i pewnie takie czasy.

Byliśmy świadkami premiery Harrego Pottera. Mam już swój egzemplarz, ale nie ruszę go prędzej póki sama go nie wylosuje. Wiecie... mam do przeczytania ze swoich półkowych zasobów 34 pozycje i każdą chciałabym zacząć już teraz, natychmiast, jeszcze dziś... niezdecydowana postanowiłam zawierzyć losowi i tak oto napisałam na kartce liczby od 1 do 34. losowo kładę takową karteczkę na każdą z książek, której nie przeczytałam, potem otwieram stronę losowe.pl i losuję jedną liczbę, następnie szukam jej na karteczce. Książka z wylosowaną karteczką jest przeze mnie czytana. Po "Osobliwych i cudownych przypadkach Avy Lavender" traf padł na "Zbieg okoliczności" autorstwa Katarzyny Pisarzewskiej. Także wiecie czego będziecie mogli spodziewać się w bliskiej - mam nadzieję - przyszłości.

Muszę się Wam przyznać, że chyba po raz pierwszy w swoim życiu zasmakowałam czegoś takiego jak jesienna depresja, czy jak to się zwie. (Widzicie? nawet dobrego określenia nie znam, bo mnie się takie rzeczy nigdy nie imały więc miałam je głęboko w du*** ) Mam huśtawki nastroju. W jednej chwili się chichram, a za moment mam ochotę się rozpłakać. Raz jem za stu, kolejnego dnia nie potrafię przełknąć nawet gryza bo mnie na mdłości bierze. Jestem niczym ogień i woda; jak dzień i noc... który zmienia się co minutę. I te właśnie huśtawki są też rezultatem tego, że nic tu nie piszę. Nie mam najmniejszej ochoty czasem z nikim gadać. Nie mam potrzeby łączyć się ze światem, pisać o czymś na co nie starcza mi sił, ale głęboko wierzę, że wychodzę na prostą. Modlę się o to, bo nie przywykłam do takiego zachowania u siebie i jest to tak męczące, że sama na siebie potrafię mieć nerwy. Oczywiście mogłabym na upartego znaleźć "zalety" tych humorów. Czemu napisałam słowo zalety w cudzysłowie? Ponieważ ubyło mi około 5kg, a z tego co się orientuję to powinnam lekko ważyć powyżej 60 lub gdzieś w tych granicach, no ale jeżeli mi ubyło to teraz tak pi razy drzwi mogę mieć na wadze 53-54 kg (bo dobijałam do 60 ) no nie ważne.

Dziękuję Bogu, że mimo swojego rozhuśtanego poczucia humoru ukończyłam opowiadanie do czwartego już tomiku organizowanego przez Magdalenę Kordel. (w którym biorę udział bo edycji było więcej). 

Co mogłabym Wam jeszcze napisać... Egzystuję. Wsiąkłam w świat You Tube'a. Może nie tyle w  swój własny co innych, a zwłaszcza ludzi zajmujących się tematyką komputerową, grami i wszystkim co z tym związane. 
  • Izak
  • Remigiusz Maciaszek
  • Ziemniak
  • CTSG
  • Seto
  • Mikuna
  • Nexos
Mogłabym o nich zrobić filmik i pewnie kiedyś poopowiadam o nich trochę, ale póki co, nie zapowiada się, bym nagrywała cokolwiek. Być może z mojej strony otrzymacie coś na Boże Narodzenie, ale nie obiecuję. Zobaczę jak to z moimi planami wyjdzie, a chciałabym zaznaczyć, ze ostatnio czego sobie nie zaplanuje to gówno z tego wychodzi... no ale zobaczymy. 

Wiecie, że Linkin Park będzie w Polsce? No bo ja wiem. Ale się nie cieszę. Jeśli chcecie wiedzieć czemu to mój post z poprzedniego roku, na pewno Wam wyjaśni czemu tym razem to już mi totalnie wisi. [klik]
Piję sobie herbatkę i nosem podciągam. Czuję, że będę miała gardło zawalone...
 
Także reasumując.  Żyję. Książki czytam. Oglądam filmiki na You Tube. Raz mam pod górkę, raz mam z górki z humorem. Napisałam opowiadanie do tomiku. Choróbsko mnie dopadło. Mam pewien koncept na swój kanał na You Tubie, ale o tym w innym poście może. 
No i to chyba tyle.  Mam nadzieję, że niebawem zawitam tutaj z recką lub czymkolwiek, ale chociaż moje sumienie się trochę uspokoiło kiedy do Was napisałam. Wiecie, że żyję. Kto doczytał do końca ten miSZCZ! Zostawiam Was ze swoją facjatą z lipca tego roku i całym swym książkowym dobytkiem, który no... rozrósł się :)
 
Czytaj dalej...

Fantazyjny Alfabet Stronicowy - Listopad


Literka na miesiąc listopad to: R
Zgłoszenia przyjmuję pod tym postem

Spis osób biorących udział w wyzwaniu i ich recenzje:

1. Oxfordka
2. martucha180
Rhianna i żelazne psy - David Lucket (103 stron)
- Rogoziński Alek  - Jak cię zabić, kochanie? (400 stron)
- Rogoziński Alek - Ukochany z piekła rodem (272 stron)
- Rudnicka Olga - Granat poproszę (336 stron)

- Rok z kocicą Izabelą - Ewa Nowak (64 stron)
- Czerwińska-Rydel Anna - Wielki Karol i mały Lolek. O Janie Pawle II (32 stron)
- Robot Robert - Zofia Stanecka (48 stron)
- Ryan Jeanne - Nerve (295 stron)
- Rowicki Piotr - Klątwa Herhora (212 stron)


3. addictedtobooks
4. Kamilla
 -  Rok w Prowansji -  Peter Mayle  (208 stron)


5. Daria S
- Reich Marta - Morderstwo i cała reszta (848 stron)
- Remy - Katy Evans (340 stron)
- Rewako Pola - Chilli (304 stron)
- Rook Ann. - A miało być tak pięknie (302 stron)


Klasyfikacja według liczby przeczytanych stron:

1. Daria S - 2 056 (kwiecień) + 1 066 (maj) + 920 (czerwiec) + 464 (lipiec) + 878 (sierpień) + 1 417 (wrzesień) + 1 668 (październik) = 8 469 + 848 + 340 + 304 + 302 +
2. martucha180 - 790 (styczeń) + 282 (luty) + 994 (marzec) + 1 317 (kwiecień) + 309 (maj) + 1 305 (czerwiec) + 879 (lipiec) + 1 343 (sierpień) + 34 (wrzesień) + 768 (październik) = 8 021 + 103 + 400 + 272 + 336 + 64 + 32 + 48 + 295 + 212 +
3. Kamilla - 330 (marzec) + 294 (kwiecień) + 354 (maj) + 291 (sierpień) = 1 269 + 208 +
4. addictedtobooks - 473(styczeń) + 352 (czerwiec) = 825
5. Oxfordka - 490 (marzec) = 490


Dotychczasowe literki:
Styczeń: F
Luty: I
Marzec: N
Kwiecień: D
Maj: E
Czerwiec: H
Lipiec: U
Sierpień: L
Wrzesień: W
Październik: O
Listopad: R
Czytaj dalej...

Krystyna Kuhn - Gra. Dolina



Tytuł: Gra. Dolina
Autor: Krystyna Kuhn
Liczba stron: 296
Przekład: Robert Rzepecki
Wydawnictwo: Telbit
Kategoria: Thriller

Ta książka przeleżała dosyć sporo czasu na mojej półce i oto nadeszła chwila, by po nią sięgnąć. Przed rozpoczęciem czytania „Gry” nie zaglądałam na inne recenzje i nie czytałam opinii innych ludzi. Jakże ogromne było moje zdziwienie, że czytelnikom nie spodobała się ta opowieść na tyle, by dawać jej najniższe noty. Oczywiście ma ona swoje wady, ale według mnie zalety też posiada. „Grę” czytało się szybko i przyjemnie. Historia została napisana językiem prostym i nieskomplikowanym.

Co zaś się tyczy fabuły… ta książka ma potencjał, fabuła jest interesująca, jednak uważam, że twórczyni pogmatwała niepotrzebnie sprawę. Główną bohaterką jest Julia. Dziewczyna, która z bratem jedzie do szkoły położonej gdzieś w Kanadyjskich Górach Skalistych, odłączona od cywilizacji w miejscu gdzie nikt by ich nie znalazł. Wydawać by się mogło, że to zwykła szkoła jednak brat Julii od razu po przyjeździe chce stamtąd jak najszybciej uciec, twierdząc, że to złe miejsce. Tak naprawdę całą książkę miałam wrażenie, że główni bohaterowie wiedzą więcej niż czytelnik, który ma się sam domyśleć o co chodzi. Niestety w moim przypadku ja nie pojęłam o co biega i tak naprawdę chcąc ogarnąć co się dzieje jeszcze bardziej się pogmatwałam. Dopiero kiedy książka naprawdę zbliża się ku końcowi, sytuacja wydaje się powoli klarować. Julia, która ciągle wspominała w myślach swoją przeszłość, że nikt nie może się o niej dowiedzieć, dopiero w końcowych stronach dodaje dlaczego jest to taka tajemnica. Właśnie kiedy „Gra” dobiega końca, ta dziewczyna niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki zaczyna wszystko wyjaśniać… No może prawie wszystko.

Są momenty gdzie w jednej chwili Julia idzie sama koło jeziora, a za chwilę pojawia się tam koleżanka, z którą rozmawia. Co zabawne za chwilę ta koleżanka znika, a Julia nie wie gdzie się podziała bo ulotniła się niczym powietrze w balonie. Strasznie się gubiłam w tych momentach i chcąc zrozumieć o co chodzi, musiałam cofać się o kilka linijek wyżej. 

Zakończenie również wydaje mi się być dziwne i niedopowiedziane. Ni z dupy w środku chaszczy Julia i jej rówieśnicy odnajdują grób i to nie byle jaki grób, który totalnie nie trzyma się kupy, albo to ja już zwariowałam. Ta książka ma chyba w sobie coś psychicznego, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Momentami miałam wrażenie, że główna bohaterka ma rozdwojenie jaźni. W jednej chwili rozmawiała z koleżanką, a w drugiej panicznie się jej bała. 

Całość książki wyszła w moim odczuciu dosyć dziwnie, aczkolwiek autorka miała plan i to dosyć ciekawy, ale nie potrafiła go wcielić w życie. Nie będę pisać, że książka jest zła, tragiczna i najlepiej kijem jej nie dotykać. Pomimo tych, według mnie, rażących błędów w pewien sposób mi się podobała i czytałam ją z zaciekawieniem, a czy Wy po nią sięgniecie to już Wasza indywidualna decyzja. Może sięgniecie, w końcu to nie tomiszcze a chudziutka książka, z drugiej strony może lepiej przeczytać co chudego i lepszego niż to… Tu musicie zdecydować sami.

Moja ocena: Dostateczny

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytaj dalej...

Podsumowanie wrzesień 2016

Zapraszam na podsumowanie września na You Tube :)

Czytaj dalej...

Fantazyjny Alfabet Stronicowy - Październik



Literka na miesiąc październik to: O
Zgłoszenia przyjmuję pod tym postem

Spis osób biorących udział w wyzwaniu i ich recenzje:

1. Oxfordka
2. martucha180



4. Kamilla
5. Daria S


Klasyfikacja według liczby przeczytanych stron:

1. martucha180 - 790 (styczeń) + 282 (luty) + 994 (marzec) + 1 317 (kwiecień) + 309 (maj) + 1 305 (czerwiec) + 879 (lipiec) + 1 343 (sierpień) + 34 (wrzesień) = 7 253 + 32 + 432 + 304 +
2. Daria S - 2 056 (kwiecień) + 1 066 (maj) + 920 (czerwiec) + 464 (lipiec) + 878 (sierpień) + 1 417 (wrzesień) = 6 801 + 86 + 368 + 288 + 272 + 32 + 96 + 526 +
3. Kamilla - 330 (marzec) + 294 (kwiecień) + 354 (maj) + 291 (sierpień) = 1 269
4. addictedtobooks - 473(styczeń) + 352 (czerwiec) = 825
5. Oxfordka - 490 (marzec) = 490


Dotychczasowe literki:
Styczeń: F
Luty: I
Marzec: N
Kwiecień: D
Maj: E
Czerwiec: H
Lipiec: U
Sierpień: L
Wrzesień: W
Październik: O
Czytaj dalej...

Cecelia Ahern - Love,Rosie


Tytuł: Love, Rosie
Autor: Cecelia Ahern
Liczba stron: 511
Przekład: Joanna Grabarek
Wydawnictwo: Akurat
Kategoria: Romans

Jak zawsze kiedy jest taka opcja, informuję Was, że możecie obejrzeć filmik na temat tej książki na moim kanale :) Serdecznie zapraszam :) 


Rosie i Alex. Oboje mieszkają w tej samej miejscowości, razem chodzą do jednej klasy i spędzają wolny czas. Są nierozłączni. Jednym słowem przyjaciele. Przyjaciele, którzy będą musieli udowodnić światu, że odległość nie ma znaczenia. 
Alex wraz z rodzicami wyprowadza się z Irlandii na całkiem inny kontynent… do Ameryki. Czy to coś zmieni w relacji pomiędzy dwojgiem?
„Love, Rosie” to przedziwna książka i jeszcze nie miałam okazji czytać podobnej. Nie otrzymujemy na początku suchych informacji w stylu kto jak ma na imię, jak wygląda i jaką właściwie pełni rolę w opowiadaniu. Przez pierwsze kilkanaście stron przebrnęłam dosyć szybko i coś mnie zaniepokoiło. Gdzie jest narrator? Zapytałam samą siebie. Gdzie dialogi? Czemu cały czas mam strzępki listów, sms’ów, i szkolnych karteczek z wiadomością? Kiedy dowiem się czegoś konkretnego?! 
Pierwszym konkretem jaki odkryłam, po przewertowaniu wzdłuż i wszerz książki, to fakt, że nie ma w niej ani narratora, a tym bardziej dialogów, za to wszystkie pięćset stron usiane jest listami, sms’ami, wydrukami for internetowych i maili. Kiedy odkryłam ten zadziwiający mnie styl, w jakim została napisana książka, wróciłam do jej lektury. Nie przeszkadzało mi, że nie wiem kim jest ta Rosie i Alex oraz czemu czytam coś, co wbrew pozoru jest nieistotne dla całej historii. Po czasie odkryłam również, że to właśnie jest fabuła. Te błahe liściki nie wnoszące nic do życia, prosta wymiana zdań, to tak naprawdę historia dwojga przyjaciół przedstawiona w inny sposób. Bez obecności narratora. Jesteśmy świadkami ich życia, które z kartki na kartkę przemijało. Z pierwszej ręki dowiadujemy się co dzieje się w ich życiu na przełomie kilkudziesięciu lat i na podstawie tej korespondencji tak naprawdę poznajemy głównych bohaterów oraz ich bliskich. 

„To bardzo stresujące. Jakim cudem szesnastoletni (lub siedemnastoletni, jak w twoim przypadku) ludzie mają wiedzieć, co chcieliby robić przez resztę życia?”

„Love, Rosie” to książka, w której nic nie jest przerysowane. Otrzymujemy realistyczny obraz życia dwojga ludzi, którzy mogliby żyć we współczesnym świecie. Mają chwile radości, zwątpienia, smutku i euforii. Odnoszą sukcesy i porażki, a swoje odczucia i emocje przelewają na papier, dzieląc się wzajemnie swoimi spostrzeżeniami. To historia ludzi, którzy próbują odnaleźć sens własnego życia i nawet nie zdają sobie sprawy, że mają go na wyciągnięcie ręki.

„Spełnienie marzeń było cały czas na wyciągnięcie ręki. Po prostu nie sięgałam wystarczająco daleko”

Z zaciekawieniem czytałam tę historię, chcąc poznać jej koniec, który mogłoby się wydawać nastąpi wraz ze śmiercią postaci. Czułam się trochę, jakbym naruszała ich prywatność, czytając te wszystkie listy, maile i sms’y oraz inne możliwe sposoby korespondowania ze sobą ludzi.
To było naprawdę dziwne uczucie czytać tak skonstruowaną książkę, ale zarówno fascynujące doświadczenie. Uważam, że właśnie przez to, iż powieść została napisana w taki, a nie inny sposób, przeczytałam ją dosyć szybko, pomimo że liczy sobie pięćset stron. Przerażała mnie trochę ta perspektywa zwłaszcza, że tekst został napisany małymi literkami, jednak nie taki diabeł straszny jak go malują. „Love, Rosie” czytało się szybko i przyjemnie, a fabuła intrygowała. Mimo że nie fruwały tam smoki i nie spotkałam żadnego elfa czy krasnoluda historia domagała się jej przeczytania, co też uczyniłam.
Trochę nie spodobała mi się końcówka książki. W mojej opinii była niedokończona, jakbym za chwilę miała dowiedzieć się czegoś nowego, a tu klops. Koniec książki. Według mnie autorka nie postawiła kropki nad i. Pozostawiła otwarty wątek dzięki czemu, my czytelnicy możemy sobie dopowiedzieć jak cała historia się zakończyła. Ja wolałabym zamknięty wątek, zważywszy na to, że przez całą książkę usilnie chciałam się dowiedzieć jakie będzie zakończenie.
„Love, Rosie” to przyjemna lektura. Nie mam co do niej większych zastrzeżeń. Odprężająca, napisana w zaskakujący sposób, która w swój charakterystyczny sposób intryguje.
Lubisz w książkach fragmenty listów, sms’ów, maili, czy wiadomości z Facebooka? Ta książka jest dla Ciebie. Ja ze swojej strony mogę ją polecić innym bez wyrzutów sumienia, jako niezobowiązującą lekturę.


Moja ocena: Dobry

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytaj dalej...
Literacka fantazja © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka