Brenna Yovanoff - Wyśnione miejsca


Autor: Brenna Yovanoff
Tytuł: Wyśnione miejsca
Liczba stron: 356
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Wydawnictwo: Moondrive
Kategoria: Lit. młodzieżowa

Kiedy byłam mała, zdarzało mi się, że śniłam o górze lalek Barbie. Wybierałam te najładniejsze i starałam się zabrać ze sobą jak najwięcej. Będąc troszkę starszą, miewałam sny o porozrzucanych pieniądzach, których nominały wzrastały, aż na ziemi zostawały jedynie same papierkowe, które łapałam garściami.  Teraz, gdy wyrosłam z lalek, a pieniądze (póki co) dostaję na wypłatę co miesiąc, moje sny to koncerty Linkin Park gdzie gadam z Shinodą, robię foty, drę ryja przy scenie. Nie ważne czy te sny są teraz, były za dzieciaka czy jakieś dziesięć lat temu. Każdy z nich był na tyle realny, bym uwierzyła, że dział się naprawdę lub spełni się w najbliższej przyszłości. Otwierałam oczy i błagałam świat, bym w swoich mocno zaciśniętych dłoniach miała te lalki, pieniądze i zdjęcie z chłopakami  z Linkin Park. Wiedziałam, że ściskam powietrze, ale co tam! Warto mieć nadzieję, że jednak jest inaczej.
Można powiedzieć, że główna bohaterka „Wyśnionych miejsc” nie miała z tym takiego problemu. „Można”, ale nie „trzeba” ponieważ… nie śpi, a jeśli jej się to udaje to nie są to zwyczajne sny.
Waverly to dziewczyna, którą każdy zna, jako tą popularną, dobrze się uczącą, mającą popularnych przyjaciół i nieskazitelny wygląd. Wszyscy widzą ją taką, jaką sama wykreowała, chociaż w głębi serca jest całkiem inna.
Na co dzień niedostępna, zapisana na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe, trzymająca się z osobami, których tak naprawdę nie do końca lubi, wieczorem zaś wrażliwa, pragnąca zrozumienia i bycia prawdziwą wersją siebie, a przede wszystkim  czująca się dobrze w towarzystwie osób, które za dnia  musi omijać szerokim łukiem, by nie zostać wykluczona z grona osób elitarnych i szanowanych.
Jej życie zaczyna ulegać zmianie kiedy po raz pierwszy budzi się z naprawdę krótkiego snu, a jej stopy umazane są błotem i oblepione liśćmi. Pamięta co jej się śniło, ale nie przyjmuje do wiadomości, że to mogło dziać się naprawdę. Przecież to był tylko sen. Ona cały czas była w swoim pokoju w łóżku. Nie możliwe by lunatykowała. Wychodzi do szkoły i udaje, że nic takiego się nie stało chociaż w głębi serca, gdzieś podświadomie chciałaby wrócić do miejsca, z którego się przebudziła.
Czeka na nadejście wieczoru, gdzie ponownie chciałaby wypróbować swój nowo odkryty patent na zaśnięcie. Udaje się. Ponownie widzi chłopaka, który na co dzień traktowany jest jak ktoś z gorszego sortu, nie warty uwagi. To właśnie przy nim otwiera się, chociaż on sam nie ma za przyjemnego życia.
Marshall, bo tak ma na imię owy chłopak, mieszka z rodzicami oraz siostrą. Ojciec choruje przez co stał się upierdliwym gburem dla każdego kto jest w zasięgu jego wzroku. Utrudnia życie żonie jak i dzieciom, wiecznie mu coś nie pasuje. Marshall nie potrafi go zrozumieć i być może dlatego większość swojego czasu spędza u brata, mieszkającego „na swoim” gdzie nadużywa alkoholu, ćpa, pali, a brat jeszcze go do tego namawia. Mało tego! Kiedy tylko Marshall chce przestać, ten nabija się z niego i wyzywa od nieudaczników oraz tchórzy, a co za tym idzie chłopak w końcu ulega namowom i ponownie odchodzi w nieświadomość własnych poczynań.
Właśnie w jednej z takich chwil Waverly ponownie spotyka Marshalla. Nie ma pojęcia czy to jest prawdziwe czy nie, ale w pewien sposób cieszy się, że znajduje się blisko chłopaka. Nie obchodzi jej, że Marshall jest naćpany, ani że śmierdzi fajkami. Próbuje nawiązać z nim kontakt, ten jednak, z resztą tak samo jak ona, jest przekonany, że to tylko jego wyobraźnia i tak naprawdę dziewczyna nie siedzi obok niego.
Oboje spotykają się jedynie właśnie poprzez sny Waverly, którą nie są tak naprawdę snem, chociaż dziewczyny nikt prócz niego samego nie widzi.
Jeśli mam się do czegoś doczepić to do pytania, które nurtuje mnie do dziś. Dlaczego Waverly potrafiła poprzez sen spotykać się z Marshallem? Jak nagle została właścicielką takich mocy i czy są one z nią nadal już po skończeniu książki, gdzie tylko możemy się domyślać co było dalej? Ten wątek, który w moim odczuciu jest jednym z głównych,  jest niedoprecyzowany.  Nic nie bierze się z powietrza, musi być jakaś przyczyna, zaś tutaj jej zabrakło.
Książka ta jest przyjemna w odczycie, rozluźniająca, nie wymagająca zbyt wiele myślenia… taki odmóżdżacz. Nie ma w książce niczego odkrywczego. Ona popularna, on wyrzutek społeczeństwa. Oboje się do siebie przyciągają, aczkolwiek dziewczyna ma pewne opory, zważywszy, że może stracić wszystko nad czym pracowała niemalże całe życie.
Jak dla mnie książka dobra na jeden raz. Przeczytać i odłożyć. Taka pauza pomiędzy pozycjami, naprawdę wartymi uwagi.
Nie chcę przez to Was zniechęcić do lektury, tylko dać do zrozumienia, że nie powinniście spodziewać się na niej cudów na kiju. Ona jest po prostu… ok.  Niezobowiązująca pozycja na letnie popołudnia.

Moja ocena: Dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Z radości robienia paczki do płaczu. Jak szybko może zmienić nam się humor.


Tak. Robiłam paczkę, bo biorę udział w wymiance książkowej u Dominiki. Tak. Jest to blog typowo książkowy, ale nie napisałam, że tylko i wyłącznie o książkach. Ten post właśnie zalicza się do tych inszych. Napiszę krótko jak na swoje możliwości. 

Tak, w planie było wstawienie recenzji, ale... ona poczeka. Nie zginie. Za to ktoś kogo darzyłam sympatią przez 14 lat dziś odszedł. Nie znał mnie, ja nie widziałam go nigdy na własne oczy, ale....

Chester Bennington nie żyje. 
Czuję się... nie wiem jak... smutna, zszokowana, zaryczana... ktoś oderwał kawałek mojego serca, mojej Ox.
Wiecie co? To był człowiek dzięki któremu poniekąd możecie czytać moje słowa. To był człowiek, dzięki któremu stwierdziłam, że... ej!  nie ma czegoś takiego jak "niemożliwe"! Jest tylko coś na co trzeba poczekać troszkę dłużej. Mój nick, który mi towarzyszy WSZĘDZIE! W każdym niemalże internetowym zakamarku nie zostałby stworzony, gdyby nie ten człowiek właśnie. Prawdopodobnie ja byłabym innym człowiekiem, w innym miejscu, z innymi znajomościami i zainteresowaniami. 
Chester miał z książkami pewnie tyle wspólnego co ja z graniem na gitarze... w końcu to muzyk. Nie pisał książek, czy je czytał? Nie wiem... 
Ale...
Dziękuję.
Niech Ci ziemia lekką będzie.
Bez odbioru :( 


Sarah J. Maas - Dwór cierni i róż



Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Dwór cierni i róż
Liczba stron: 524
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Wydawnictwo: Foksal
Kategoria: Fantasy


O autorce ostatnimi czasy jest naprawdę głośno. Jedni zachwalają jej książki z serii Szklanego Tronu, ja zaś dziś skupię się na pierwszym tomie, jak ja to mówię, dworów, a mianowicie na książce pt. Dwór Cierni i Róż.
Przede wszystkim chciałabym zwrócić uwagę na to, że książka w moich oczach wypadła dosyć baśniowo. Doszukałam się w niej Kopciuszka, oraz Pięknej i Bestii. Zwłaszcza tej drugiej, aczkolwiek autorka tak przemaglowała ten temat, że wyszło coś całkiem nowego.  Zauważyłam tam również pewne podobieństwa do Igrzysk Śmierci oraz cyklu Selekcji, czyli  perypetii Ami, mającej zostać żoną księcia Maxona.
Jak prezentuje się „Dwór Cierni i Róż”? Dobrze. Bardzo dobrze. Celująco już nie, ale zacznijmy od początku.
Nasza główna bohaterka to Feyra, która żyje można powiedzieć w nędzy wraz ze swoimi dwiema siostrami oraz ojcem. Codziennie wychodzi do lasu aby upolować jakieś zwierze, by po prostu przeżyć.  Zajeżdża trochę Igrzyskami i polowaniami Katniss, co nie? Chodzi na rynek gdzie sprzedaje czasem to co upoluje lub wymieni na inny produkt. Autorka przedstawia ją, moim zdaniem, jako taką służkę swoich sióstr i ojca co jest nawiązaniem do Kopciuszka. Dziewczyna poluje, zajmuje się domem, stara się by całej rodzinie żyło się lepiej. Ojciec zachowuje się jakby żył w innym świecie. Takie warzywko trochę. Jak nie musi to się nie odzywa, siostry zaś… Te to panny, które rąk nie mogą sobie pobrudzić. O ile Elaina jest w stanie to uczynić, ponieważ uwielbia ogród i rośliny, a  co za tym idzie musi się trochę piachem ubabrać, tak Nesta to taka wyrafinowana sucz myśląca tylko o sobie, nawet kosztem reszty członków rodziny. Liczy się tylko ona, jej potrzeby, jej zdanie, wszystko jej.  Nie widzi w tym nic złego, że jej siostra robi dla nich więcej niż one razem z ojcem wzięci. Jest to dla niej wręcz normalne zachowanie.
Sytuacja jednak ma się niebawem zmienić, kiedy Feyra zabija  ogromnego wilka. Nie mija zbyt wiele czasu, gdy w drzwiach ich chatki pojawia się pochodzący z wysokiego rodu Tamlin, który powołując się na Traktat pomiędzy krainami śmiertelników a Prythianem żąda zadośćuczynienia śmierci swojego… przyjaciela. Feyra zmuszona jest opuścić swój dom i razem z Tamlinem zamieszkać w krainach Fae do końca swojego życia.
Dziewczyna od zawsze uczona była, że stworzenia zamieszkujące krainy Fae są wrogo nastawione do śmiertelników.  Już podczas podróży do nowego domu, obmyślała jak z niego uciec, jak zabić potencjalnych napastników… po prostu jak wrócić do domu. Tymczasem dzieję się coś czego nigdy by się nie spodziewała, a jej pobyt w Prythianie przebiega w całkiem inny sposób niżeli sobie wyobrażała.
„Dwór Cierni i Róż” to książka pełna akcji, nowych, niepowtarzalnych w żadnej innej książce pomysłów, a przede wszystkim nieziemsko wciągająca. Na początku sądziłam, że to kopia Pięknej i Bestii – oszpecony przez maskę, której nie może zdjąć, Tamlin i więziona przez niego dziewczyna, w pałacu wręcz, z dostępem do ogrodu, tajemniczych komnat i mająca swobodę poruszania się po mieszkaniu gdzie tylko chce. Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego i  już zastanawiałam się dlaczego inni tak się nad tym rozczulają. Sekret tkwił w szczegółach. W pytaniach zadawanych przez Feyrę. Pomysłowości autorki na wykreowanie nowego świata, zasad rządzących się nim. Pod osłoną odgrzewanego kotleta kryła się porywająca historia o podstępnie schwytanym w pułapkę księciu, który potrzebował pomocy z zewnątrz, ale nie mógł o tym wprost powiedzieć.
Jeśli ktoś dalej zastanawia się czy warto przeczytać tę książkę, to ze swojego doświadczenia, mogę Wam ją polecić. Czyta się ją bardzo przyjemnie, szybko, fabułą jest wciągająca i oryginalna, a kto zaopatrzy się w kolejne tomy, to jest spore prawdopodobieństwo, że od razu się za nie weźmie.
Wspomniałam wyżej, że ta książka jest bardzo dobra, ale na ocenę celującą już się nie nadaje. Dlaczego? Główna bohaterka niemiłosiernie mnie irytowała. W głównej mierze najpierw coś robiła, a potem myślała o konsekwencjach. Zdarzało się też, że zmieniała zdanie jak rękawiczki, traktowała osoby, które w jakiś sposób były dla niej miłe, po chamsku. Ja rozumiem, że była tak wychowana, że wpajali jej iż wszyscy mieszkańcy Prythianu to zło wcielone, ale bez przesady.  Jeśli ktoś okazałby mi szacunek, nie traktowałabym tego kogoś z pogardą, jak kogoś gorszego. No i ta jej ciekawość. To ta cecha charakteru przez którą Feyra głównie wpadała w kłopoty. Chciałoby się tą dziewczyną wstrząsnąć, krzyknąć, żeby się ogarnęła…  nie wszystkie jej wybory mi się podobały, ale mam nadzieję, że w kolejnych tomach to się w pewien sposób zmieni.
Po za tym nie mam zastrzeżeń. Treść oryginalna,  okładka przyciągająca wzrok, wartka akcja… czego chcieć więcej? Na pewno warto się zapoznać z tą pozycją i samemu przekonać się czy takie klimaty będą Wam odpowiadać czy nie. Ja cieszę się, że mogłam przeczytać „Dwór Cierni i Róż” i już niebawem zabiorę się za jego kontynuację.

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniu:

Forest Blackwood - Wojna Światła i Ciemności


Autor: Forest Blackwood
Tytuł: Wojna Światła i Ciemności
Liczba stron: 382
Wydawnictwo: AlterNatywne
Kategoria: Fantasy

Dla bardziej opornych przygotowałam filmik w iście rzepakowej scenerii. Zapraszam. 



Gdybym była autorem tej książki, jej tytuł nosiłby miano "Wojna Światła, Ciemności i Twoja czytelniku". Dlaczego tak? Ponieważ to były dla mnie spore zmagania z tą pozycją. Wojna z samym sobą, czy przeczytać raz, czy może wrócić kilka stron do tyłu i zrozumieć sens tego co się czyta. Wojna o cierpliwość, o wyrozumiałość. Wojna o chęci do czytania. 
Bardzo opornie szła mi ta książka. Jak po grudzie wręcz i często zadawałam sobie pytanie - dlaczego tak się dzieje. Czemu ta pozycja najnormalniej w świecie mi nie podchodzi. Znalazłam kilka powodów, ale zacznijmy od początku.

Autor miał w planie przedstawić nam siedem krain, gdzie każda różni się od pozostałych i skrywa swoje tajemnice. Niestety przejścia do nich zostały dawno temu pozamykane i mieszkańcy jednej nie wiedzieli o istnieniu drugich. Wszystko się zmienia, kiedy aniołowie postanawiają nieco zbliżyć się do mieszkańców wszystkich krain i ofiarują im "mechanizm" - zegar, który posiada elementy wszystkich znanych krain, pełniący funkcję informującą o ich istnieniu, oraz mapę, dzięki której ten mechanizm ma być odnaleziony.
Urządzonko zostaje przekazane archaniołowi Arahielowi, który ma je powierzyć komuś w krainie Draxban, ale czy tak się dzieje? W krainach panują bitwy pomiędzy dobrem, a złem. Pasterze, czyli najniżsi hierarchią aniołowie, zostają wysłani by walczyć z wiedźmami, które podstępem ich zwabiają i wykorzystują, co "owocuje" potomstwem w postaci demonów. Arahiel zaś zostaje pokonany. Ostatkiem sił wysyła mapę odnalezienia mechanizmu, do krainy Almegii i umiera.

W dalszej przyszłości pojawia się jeden z głównych bohaterów całej książki - Artis z Królestwa Draxban. To w jego posiadanie dostaje się mechanizm i od tego momentu zaczyna się główna akcja całej książki.

Czytając "Wojnę Światła i Ciemności" odczułam, że znaczna jej część zajęta jest opisem właśnie wojny pomiędzy dobrem, a złem. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby autor umiejętnie rozprowadził interpunkcję, lub jakoś bardziej wdrążył się w opis. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że czytam zdanie bez końca, które powoli przestaje mieć sens i jakiekolwiek znaczenie. To tak jakby ktoś podstawił mi pod nos zdanie:


"Twoja stara piła, leży w piwnicy."
Czy nie lepiej brzmi zdanie:

"Twoja stara piła leży w piwnicy."


Mam nadzieję, że rozumiecie. W książce zaś niejednokrotnie nie wiedziałam kto z kim rozmawia, jakim cudem z jednej krainy nagle znalazł się w drugiej, kto komu wbił miecz w plecy i czy to rycerze latali czy niedźwiedzie. Trochę to takie chaotyczne było...
Kolejnym mankamentem, który jednym przeszkadza, a innym nie jest "zmyślność" imion, miejscowości itd. O ile imię "Zai" zapamiętałam od razu, o tyle z "Elgjanem" miałam już problem. Bywało, że widząc jakieś imię po prostu je omijałam, bo nawet w myślach język mi się plątał i nie byłam w stanie tego szybko i sprawnie wypowiedzieć.

Skupmy się jednak na tym, czego było najwięcej, czyli na wojnie. Działo się dużo i autor nieźle napracował się nad tematem. Opisywał walki ze szczegółami wręcz, kto jak uderzał w jaką stronę się poruszył, czy jakich kto doznał obrażeń. Trochę ubolewam, że wykreował złą stronę tak słabiutką. Miałam wrażenie, że nie trzeba wielkiej armii, by wyplenić z krain demony, wiedźmy i wampiry. Wystarczył mały oddział, a potwory ginęły, mimo że byli to jacyś wyżsi rangą i w swoim otoczeniu siali postrach. Wojna była opisana pod kątem samej walki, ponieważ biorąc już pod uwagę bohaterów, ci kończyli swój żywot niesłychanie szybko. Wystarczyła jedna, góra dwie strony, by najsilniejsi padali jak muchy.

No i te wieczne przenoszenia się z jednej krainy w druga od tak... ja rozumiem. Teleporty, te sprawy, ale tutaj znowu kłania się styl pisania i przedstawiania sytuacji, który jak dla mnie, troszkę leżał i kwiczał.

Książka zapowiadała się na prawdę ciekawie. Zacierałam rączki, by jak najszybciej się do niej dorwać, no bo siedem różnych światów, fantastyczne zwierzęta, które swoją drogą były jedną z zalet tej pozycji. Rysie, lwy i niedźwiedzie były na prawdę fajnie opisane, posiadały własne unikatowe moce i przyjemnie czytało się książkę z ich udziałem. Niestety pierwsze 30 stron dało mi takiego kopa w tyłek, że wróciłam do pierwszej strony, by w ogóle zrozumieć co czytam. 

Nie mam pojęcia czym to było spowodowane, ale na prawdę opornie szła mi ta książka. Dodam jeszcze, że niejednokrotnie miałam wrażenie, że czytam coś na bazie Biblii. Przywykłam, że przy dialogach, zdania typu " powiedział uradowany", czy "odpowiedziała tajemniczo" zawsze znajdowałam po dialogu. Tutaj często i gęsto, zanim ktoś coś powiedział padało znamienite "rzekł" i to strasznie kojarzyło mi się z Biblią. 


"A to rzekłszy tchnął na nie i rzekł im: Weźmijcie Ducha Świętego."
-Ewangelia Św. Jana w. 22


Opinie na temat tej książki są różnorakie. Jedni ją polecają inni omijają szerokim łukiem. Ona nie była na prawdę taka mega, wybitnie zła, ale wrócić już raczej do niej nie wrócę. Gdyby była napisana w trochę bardziej prostolinijny sposób, to czytałoby się o wiele przyjemniej i wtedy mogłabym się skusić na ponowne przeczytanie jej, a tak to...
No cóż, mam nadzieję, że ci którzy są w posiadaniu tej książki znajdą w niej o wiele więcej dobrego niż ja i będą do niej wracać wielokrotnie. Ja niestety pasuję. 
Niemniej jednak za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu AlterNatywne!

Moja ocena: Dopuszczający
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Link do oficjalnej strony książki znajdziecie tutaj [KLIK]

J.K. Rowling - Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Autor: J.K. Rowling
Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je zaleźć
Liczba stron: 142
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski i Joanna Lipińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: Fantasy

Dla oporniejszych mam również film! Serdecznie zapraszam! 


"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" to jedna z trzech książek reaktywowanych jakiś czas temu przez Wydawnictwo Media Rodzina, będąca przyjemnym dodatkiem do Harrego Pottera i osadzona w jego świecie.
Jak sam tytuł mówi, głównym tematem książki są fantastyczne zwierzęta, jednak zanim o nich przeczytany, mamy wstęp gdzie dowiedzieć się można czym jest magiczne zwierzę,  jak wygląda koegzystencja pomiędzy nimi, a mugolami (czyt. osobami niemagicznymi) czy jakim cudem mugole ich nie widzą.
Po tym wstępie mamy iście podręcznikową wiedzę na temat niektórych zwierząt, ponieważ domniemam, że jest ich o wiele więcej niż te wymienione w książce. Są tu takie poznane w serii Harrego Pottera jak i te występujące w ekranizacji "Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć" gdzie głównym bohaterem był Newt Skamander - magizoolog i twórca tejże książki.
Przy każdym gatunku w nawiasie mamy jego anglojęzyczną nazwę, oraz klasyfikację Ministerstwa Magii określającą skalę niebezpieczeństwa danego zwierzęcia.
Książka ta, tak samo jak "Baśnie Barda Beedle'a" okraszona jest ilustracjami, które umilają czytanie tej pozycji oraz napisana jest dosyć sporą czcionką. Prawdę powiedziawszy, gdyby nie ona, to ta książka byłaby jeszcze chudsza niż jest teraz. Po odjęciu obrazków prawdopodobnie miałaby może z 50 stron tekstu.
Kolejnym podobieństwem jest fakt, że dochód z tej książki przekazany będzie dla fundacji "Lumos" oraz Comic Relief. Oprócz tego, że mamy przyjemność z czytania, to jeszcze wspieramy cele charytatywne. Takie dwa w jednym.
Okładka tym razem jest zielona ze złotymi dodatkami. W moim odbiorze jest na miejscu drugim zaraz po "Baśniach Barda Beedle'a" jeśli chodzi o te trzy dodatkowe książki. Nie zrobiła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Po głębszych domysłach zaś, doszłam do wniosku, że gdyby dodatków było cztery to każda okładka kolorystycznie przypasowana byłaby do jednego z domów Hogwartu.
"Baśnie Barda Beedle'a niebieskie - dom Ravenclaw,
"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" zielone - dom Slytherinu
"Quidditch przez wieki" czerwone - dom Gryfindoru
No i brakuje nam koloru żółtego czyli domu Hafflepuffu. Taka rozkmina z mojej strony.
Ogólnie rzecz biorąc, warto zaopatrzyć się w tę książkę. Jest to ciekawy dodatek do całego świata Harrego Pottera jak i również w komplecie z pozostałymi książkami wygląda na prawdę fajnie, a przy okazji możemy dowiedzieć się czegoś więcej na temat magicznych zwierząt, które nie wszystkie zostały ujęte w serii Pottera oraz w filmie o tym samym tytule.
Zaznaczyć też warto, że przed reaktywowaniem "Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć" książka ta była białym krukiem, a jej ceny na allegro czy innych stronach oscylowały między 50, a nawet 100 złotych. Warto zatem, póki jest taka możliwość, zaopatrzyć się w ten egzemplarz, by później nie musieć szukać gdzie się tylko da tej książki i płacić na prawdę holendarne sumy za bagatela 140 stron.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Czytam fantastykę
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu 1,5 cm

J.K. Rowling - Quidditch przez wieki


Autor: J.K. Rowling
Tytuł: Quidditch przez wieki
Liczba stron: 137
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: Fantasy

Dla oporniejszych mam również film! Serdecznie zapraszam! 

"Quidditch przez wieki" jest ostatnim z dodatków jakie przeczytałam i zajęło mi to - uwaga, uwaga... TAK! zajęło mi to dzień! :P tzn. nie cały, ale dzień!
Tak jak w tytule, książka ta jest o najpopularniejszym sporcie uprawianym przez czarodziejów, a mianowicie o Quidditch'u. 
Przede wszystkim mamy możliwość dowiedzieć się szczegółów początków tego sportu, jak powstał, skąd w ogóle pomysł na taką grę i jak przez wieki ewoluowała. Mamy wgląd do osobistych listów, w których głównym tematem jest Quiditch, poznajemy kilka ważniejszych reprezentacji tego sportu i mamy możliwość zdobycia informacji na temat jak wyglądał Quiditch na innych kontynentach nie tylko w Europie i czy wywołał równie wielki hype. 
Okładka tym razem czerwona, książka oprawiona w twardą okładkę przez co wydaje się bardziej grubsza niżeli jest i daje poczucie bardziej wytrzymałej.
Również z niej dochód zostanie przekazany na rzecz dwóch fundacji - Lumos oraz Comic Relief, co jest tylko kolejnym powodem by zaopatrzyć się w tę książkę.
Ponadto wydawnictwo stworzyło książkę na bazie takiej do wypożyczania z biblioteki. Na jednej z pierwszych stron widnieje tabelka, gdzie każdy uczeń Hogwartu wypożyczający tę książkę, podpisuje się, a obok widnieje data oddania pozycji. Dzięki temu można się poczuć niczym uczeń Hogwartu.
"Quidditch przez wieki" to lektura dla fanów tego sportu jeśli chcą się dowiedzieć czegoś więcej na jego temat. Ilustracje zawarte w tej pozycji niejednokrotnie przedstawiają np. wygląd złotego znicza, czy samego boiska, co pozwala wizualnie dowiedzieć się jak to wszystko wyglądało kilkaset lat przed narodzinami Pottera. Jest tu na prawdę dużo historii i szczerze podziwiam Rowling, że potrafiła tak obszernie wdrożyć się w świat czarodziejski, by móc posługiwać się wydarzeniami mającymi miejsce dawno, dawno temu. To dodaje tej pozycji realności.
Nic więcej nie jestem w stanie napisać o tej pozycji. Ja z przyjemnością ponownie zagłębiłam się w świat Harrego Pottera i dowiedziałam się kilku ciekawostek na temat najpopularniejszej gry czarodziejów. Uważam, że to dodatek must have dla fanów Pottera. Jeśli ktoś z Was zaznajomił się z tą pozycją to chętnie dowiem się co sami o niej sądzicie. Według mnie  jest ciekawym dodatkiem, mimo że Baśnie Barda Beedle'a zdecydowanie są moimi faworytami.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Przeczytam tyle ile mam wzrostu 1,5 cm
2. Czytam fantastykę 

J.K. Rowling - Baśnie Barda Beedle'a


Autor: J.K. Rowling
Tytuł: Baśnie Barda Beedle'a
Liczba stron: 135
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: Fantasy

Z wielką przyjemnością zapraszam Was również na filmik tejże książki!!!

Autorka znanego prawie każdemu Harrego Pottera jeszcze nie napisała czegoś co by mi się nie podobało. Wypowiadam się tu oczywiście o książkach, które przeczytałam, bo są też takie po które nie sięgnęłam. Nie będzie to zatem żadnym zaskoczeniem jeśli napiszę, że "Baśnie Barda Beedle'a należą do tychże perełek na mojej półce, do których z przyjemnością będę wracać.
Na tym mogłabym zasadniczo już skończyć ten post, ale pokuszę się o głębsze wdrożenie się w temat, tak byście wiedzieli czy warto zaopatrzyć się w taki cudowny egzemplarz (warto).
W tym jakże pięknie wydanym egzemplarzu mamy przyjemność przeczytać pięć baśni, z czego jedną zna każdy kto obejrzał lub przeczytał ostatnią część Harrego Pottera, a mowa tu o "Opowieści o trzech braciach". Każda z nich okraszona jest pięknymi rysunkami, które tylko upiększają tę książeczkę.
Jak na baśnie przystało, język jakim posługuje się autorka jest bardzo przystępny i przyjemny dla oka. Zdecydowanie można by było czytać te opowiastki własnym dzieciom. Jak dla mnie w żadnym razie nie odstają jakościowo od tych, które my sami znamy. Małe zastrzeżenia miałabym jedynie do "Włochatego serca czarodzieja", którego zakończenie jest dosyć... creepy. Jeśli ja robiłam szerokie oczy i rozdziawiałam buzię, to nie chcę sobie nawet wyobrażać jak zareagowałoby dziecko w wieku czterech, pięciu lat.
Zdecydowanie moją ulubioną baśnią jest "Fontanna Szczęśliwego Losu". Nieco przewidywalna, ale ukazująca też wiele dobrych cech charakteru, które każdy powinien pielęgnować, jakby chęć dzielenia się szczęściem z kimś innym i coś co czasem bywa dla niektórych trudne, a mianowicie nie zagarnianie dla siebie wszystkich dóbr jeśli sami mamy ich pod dostatkiem.
Każda baśń jest w pewien sposób inna. Są takie ze szczęśliwym zakończeniem, jak i dość nieprzyjemnym, ale też takie niosące głębszą naukę i te zwyczajne iście "mugolskie"
Co najważniejsze chyba, zakupując tę książkę wspieramy fundację Lumos, która walczy o to by do roku 2050 udało się zlikwidować placówki opiekuńcze i umożliwić przyszłym pokoleniom dorastanie w kochających rodzinach.
Szczególną uwagę chciałabym również zwrócić na okładkę. Jest jedną z piękniejszych jakie goszczę na swoich półkach. Oprawiona w twardą okładkę i uwydatniony pień drzewa, którego korzenie oplatają tytuł książki, daje nieziemski efekt.  Minimalizm, który w tym przypadku jest na prawdę piękny. "Baśnie Barda Beedle'a" wydane w 2017 to  jedno z tych wydań, obok których nie można przejść obojętnie.
Oprócz pięciu baśni, mamy również przy każdej opowiastce notatkę napisaną przez Albusa Dumbledore'a, który również zagłębia się w historię i przybliża nam jej powstanie, różne wydania oraz  ciekawe informacje, których nie znajdziemy nigdzie indziej.
Jeśli nadal nie jesteś posiadaczem tej książeczki, to czas najwyższy to zmienić. Bardzo przyjemna w czytaniu jak i pod względem treści, ale również jako pozycja do przeczytania dzieciom.
Z całego serca chciałabym Wam ją polecić i zachęcić do kupna, póki jeszcze jest możliwość i egzemplarze te nie stoją po 100 złotych na allegro.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Tanie księgarnie internetowe! Gdzie najlepiej kupować książki?


Buszowanie po księgarniach internetowych jest dla blogerów książkowych niczym chleb powszedni. Ja sama często z nich korzystam, a jeśli jest sposobność by kupić książki po obniżonej cenie to tym bardziej warto czasem przeszukać kilka księgarni na raz.
Przez ostatnie dwa dni na podstawie swojej listy "100 książek, które chciałabym przeczytać' [KLIK DO FILMIKU]  sporządziłam w Excelu "małe" obliczenia. Wybrałam księgarnie, z których sama najczęściej korzystam i dołożyłam do nich te, które osoby będące na grupie "KulturaniK42" wymieniali najczęściej. W ten sposób powstała mi lista ośmiu księgarni i na ich podstawie obliczyłam to co zaraz ujrzycie. 
W każdej z nich sprawdziłam cenę książki, (98 książek, ponieważ dwie nieopatrznie zdublowałam) wypisałam ją i oznaczałam od najtańszej ceny do najdroższej.
Czas zatem na wyniki.

Lista księgarni biorących udział w moich obliczeniach:
1. Matras
2. Aros
4. Dadada
5. Znak
7. Empik

Lista książek, ich ceny i porównanie cen:
(mam nadzieję, że po kliknięciu na zdjęcie będzie widać to mrowie)





Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych z Was może to być jeden wielki bełkot, dlatego spieszę z wyjaśnianiem.  Na zielono zaznaczyłam ceny książek, gdzie można je nabyć najtaniej, zaś ciemnym fioletem najdrożej. Najwięcej książek, które możemy znaleźć po niższej cenie znajduje się w Nieprzeczytane.pl (aż 55 pozycji z 98!) Najdrożej zaś wypadł Matras oraz Empik (po 17 książek)
Na drugim miejscu znajduje się, zaproponowana przez innych, księgarnia Czytam.pl, z której nigdy nie korzystałam, ale chyba czas to zmienić. Aż 26 pozycji z listy  miało drugą co do kolejności najmniejszą cenę za książkę.
Nie ukrywam, że zaskoczeniem był dla mnie Znak. Uplasował się na trzecim miejscu  i w życiu nie powiedziałabym, że lepiej wypadnie w rankingu niż Aros, z którego często, gęsto zamawiałam książki. Tak samo zdziwiłam się odnośnie Matrasa, który był dla mnie głównym dostawcą zamawianych przeze mnie książek. A tu proszę. Na równi z Empikiem, którego ceny czasem na prawdę mnie przerażają.
Zdarzało się również, że książek nie znajdowałam w danej księgarni, wtedy mają one białe tło i cenę 0. 
Są to oczywiście ceny bez żadnych kodów promocyjnych, w razie jakby ktoś z Was chciał powiedzieć - ej, nie narzekaj na Empik, czasem mają fajne promocje! (wiem, że mają, ponieważ kupiłam całą serię Wiedźmina w promocji 3 książki w cenie 2 oszczędzając jakieś...60 złotych! )

Podsumowując, wychodzi na to, że Nieprzeczytane.pl ma najtaniej, ponadto książki trafiają do klienta dobrze zabezpieczone (przy zamówieniu 8 książek, karton miałam wielki jak na wyprowadzkę, a zanim dokopałam się do książek, które przykryte były pod grubą warstwą wszelakiej folii bąbelkowej i woreczków to trochę minęło.) Będę musiała zrobić kiedyś zamówienie na Czytam.pl, zaś jeśli o Znak chodzi, to ostatnio jak zamawiałam książki, były w cudnym kartonie, który do dziś (2 kartony) stoi na moim regale. Nie wiem, czy jeszcze w takowych wysyłają, ale wysyłali :P 

Mam nadzieję, że moja praca nie poszła na marne i komuś tym postem pomagam oraz, że podobały się Wam moje bądź co bądź dwudniowe wysiłki :). Napiszcie gdzie Wy najczęściej kupujecie książki i czy sobie chwalicie księgarnie, stan przesyłek, cen itd.  Być może są jeszcze tańsze odpowiedniki, o których nie mam zielonego pojęcia. Piszcie śmiało!!!

Podsumowanie - kwiecień 2017


Kwiecień za nami i czas przywitać najpiękniejszy miesiąc roku jakim jest maj. Zanim jednak ruszymy z majem (o ile ruszymy, bo coś ostatnio kiepsko u mnie z czytaniem) to sprawdźmy jak minął mi kwiecień!

1. Liczba przeczytanych książek: 2 (-3)
2. Liczba przeczytanych stron: 1 127 (- 805)
3. Liczba postów: 3 (-5)
4. Liczba obserwatorów (blogspot): 114 (+1)
5. Liczba obserwatorów (Google+): 163 (-1)
6. Liczba subskrybentów You Tube: 64 (+23)
7. Liczba polubień na Facebooku Literackiej: 102 (+7)
8. Post z największą liczbą wyświetleń: Adam Magdoń - Rzeczpost-Apokaliptyczna Polska
9. Post z najmniejszą liczbą wyświetleń: Podsumowanie - luty, marzec 2017

O tyle, o ile wiedziałam, że z czytaniem ostatnio u mnie krucho to takiej frekwencji na You Tubie się nie spodziewałam. W głównej mierze to zasługa  grupy na Facebooku o zacnej nazwie "KulturalniK42" założonej przez 3 booktuberów właśnie :) Padł post mówiący - podawać swoje konta, no to podałam i KABOOM TSSS. Oprócz tego trochę się pospamiło u szanownego pana Kyceusza i tam też kilka osób się zainteresowało, więc WOW WOW WOOOOOW! :) Jestem szalenie zadowolona :) czego nie mogę powiedzieć o czytaniu... Przeczytałam tylko dwie książki z czego jedną miałam możliwość przeczytania dzięki wydawnictwu AlterNatywne za co serdecznie jeszcze raz dziękuję.
Jak to będzie z tym moim majem to nie wiem. Na prawdę zielonego pojęcia nie mam. Tak zielonego jak trawa w moim ogródku :(  Jest dużo planów, pomysłów, jakieś wyjazdowe terminy i to one mi psują wszystko, bo się na nich skupiam przez co stopuję na blogu.  Mam nadzieję, że będę potrafiła to wszystko ze sobą jakoś ładnie połączyć.
Dużą ilość czasu spędzam na strumykach, zwłaszcza u Kyca i tak sobie oglądam i oglądam i cały dzień poszeeeeeedł (no dobra... pół nocy) mam pewien pomysł a filmik, ale muszę go dobrze rozegrać i ustalić sobie kilka ważnych o ile nie najważniejszych detali :) byłabym bardzo bardzo ale to BAAAAAAAAARDZO zadowolona, gdyby ten mój filmik wszedł w życie, ale niestety w większej mierze nie zależy to ode mnie. No zobaczymy. 
Jeśli pomijając bloga, YT, Fb i wszystko inne, to do mojej chomiczej rodzinki dołączył chomikeł, którego jeszcze nie ochrzciłam xD MAŁO TEGO! Franklin okazał się FranklinKĄ!  bo ten nowy chomikeł chciał go stukać xD no ale bez szczegółów xD zatem muszę ochrzcić oba xD ubolewam jedynie, że nowy chomik jest już duzi i w dalszym ciągu się do mnie nie przyzwyczaił, boi się i w ogóle dupnie. Ale trudno :(
oto on. 
No to chyba wszystko. Jeśli macie jakieś pytania czy coś to piszcie śmiało. Ja mam nadzieję, że jeszcze napiszę coś w tym miesiącu w maju, w zasadzie to jestem do tego zobowiązana, także do zobaczyska :)

Maria Dahvana Headley - Magonia


Autor: Maria Dahvana Headley
Tytuł: Magonia
Liczba stron: 288
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Kategoria: Fantasy

Dla osób chcących sobie pooglądać i posłuchać, zapraszam na swój kanał, gdzie można znaleźć filmik z "Magonią" :) 



„Magonia” to książka, którą dostałam pod choinkę. Czytałam powierzchownie opinie innych czytelników na jej temat i w większości były to pozytywne recenzje. Nie chciałam podchodzić do tej książki zbyt optymistycznie, by się nie rozczarować. Sięgnęłam po nią z neutralnymi odczuciami, gdzieś podświadomie pragnąć, by historia mi się podobała. Jak było? 
Przede wszystkim muszę zwrócić uwagę na fakt, że „Magonia” wycisnęła ze mnie łzy, co bardzo wysoce sobie cenię. (Nie łzy, ale emocje jakie dana historia, może wydobyć z człowieka). Jeśli jakaś książka, gra, czy film sprawia, że czuję się poruszona, rozbawiona do granic możliwości czy czuję autentyczny lęk, to znaczy, że pozycja dana ma potencjał, jest dobra i zasługuje na najwyższe noty.
W tym miejscu mogłabym zakończyć swoją bazgraninę. Wiecie, że „Magonia” jest dobra i ja oceniam ją najwyższą notą jaką sobie ustaliłam, ale chciałabym Wam przybliżyć nieco z czym to się je.
Nasza główna bohaterka Aza cierpi na tajemniczą chorobę płuc. Nikt do końca nie wie, co to za choroba, zaś dziewczyna więcej czasu spędza w murach szpitala niż we własnym domu. Lekarze nie widzą przed nią świetlanej przyszłości, a i bliscy są psychicznie przygotowani na najgorsze, chociaż nikt głośno tego nie mówi.
Cała sytuacja diametralnie się pogarsza kiedy dziewczyna zauważa statek na niebie, z którego ktoś ją nawołuje, a rodzina zwala winę na brane przez nią leki, które według nich wywołują halucynacje. Jedynie jej przyjaciel Jason wydaje się wierzyć Azie . Mało tego przekazuje jej tajemniczą karteczkę, na której zapisał pewną wiadomość. Wiadomość, na którą dziewczyna nie jest w stanie odpowiedzieć, bo… umiera. 
W tym momencie cała akcja przenosi się do tytułowej Magonii, w której pojawia się Aza. Dziewczyna nie za bardzo wie, jak się tam znalazła, do tego wszyscy wmawiają jej, że należy do tego świata kiedy ona sama uparcie twierdzi, że jej miejsce jest na ziemi. 
Jej całe dotychczasowe życie wywraca się do góry nogami. Z dnia na dzień musi stać się całkiem inną osobą i nie jest pewna czy to jej odpowiada oraz czy plany pewnej pani kapitan jej się podobają.
„Magonia” to wzruszająca historia o szukaniu samego siebie, słuchaniu głosu serca, ale również rozumu. To opowieść o zerwanych więzach rodzinnych, przyjaźni do przysłowiowej grobowej deski, a nawet i dłużej i wyborach między tym co dobre, a tym co konieczne. 
Książka ta wiele razu mnie wzruszyła. Główna bohaterka emanowała ciepłem i empatią oraz odwagą jakiej niejeden mógłby jej pozazdrościć. Na szczególne uznanie zasługuje również przyjaciel Azy – Jason, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych i takich, których nie znalazłby w Internecie. Prawdziwy haker z krwi i kości, którego w Strefie 51 powinni się obawiać.
Autorka stworzyła cudowny świat, a w zasadzie światy, między którymi potrafiła płynnie się przenosić. Nie ma tutaj niczego za dużo, ani niczego za mało. Historia jest ciekawa, porywająca i intrygująca. Aż się prosi by po nią sięgnąć.
Okładka również ma w sobie to coś, co przykuwa wzrok i chce się na nią spoglądać przez dłuższą chwilę. Po przeczytaniu całej lektury i spojrzeniu na okładkę, czuję, że mogłabym ją zinterpretować jako „wolność”, „początek czegoś nowego”. To pióro, z którego „wylatują” ptaki jest jak żywe ciało, jak podstawa życia tych latających stworzeń, które każde jest oryginalne, ma potencjał i chce żyć pełną piersią.
Osobiście bardzo polecam „Magonię” , zwłaszcza że doczeka się ona swojej kontynuacji, gdzie perypetie Azy z pierwszej części na pewno będą wyjaśnione. Sama już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po drugi tom tej intrygującej opowieści i Wam również polecam zaznajomienie się z nią czym prędzej jeśli ktoś tego nie zrobił.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Adam Magdoń - Rzeczpost-Apokaliptyczna Polska


Autor: Adam Magdoń
Tytuł: Rzeczpost-Apokaliptyczna Polska
Liczba stron: 839
Wydawnictwo: AlterNatywne
Kategoria: Sci-fi

Polski autor opisujący wydarzenia mające miejsce w Polsce, polityczne intrygi, wojny, bitwy, dużo krwi... Ta książka gatunkowo i tematycznie trochę mi nie odpowiadała, ale postanowiłam dać jej szansę, chociażby tylko dlatego, że byłam ciekawa jak ja to zniosę, a mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Czy tym razem trafiłam do piekła? Zdecydowanie tak! Piekła, którego mam nadzieję, nigdy nie dożyję, a jeśli już to poproszę o tę trzecią opcję (której brak).
Cała historia dzieje się po trzeciej wojnie światowej, kiedy świat zostaje zniszczony przez bombę atomową. Ludzie zaczynają chorować, w państwach narosła bieda i nędza, a ci wyżsi szczeblem mają to w czterech literach.
Autor skupił się  na sytuacji w Polsce, która dostała troszkę mniej po tyłku i tutaj umieszczona jest cała akcja, a dokładnie w moim ukochanym Krakowie, które zmieniło nazwę (jak większość większych miast) na Nowy Kraków.
Coraz bardziej rozwijająca się przestępczość spowodowała, że do życia zostali powołani Kaci. Specpolicjani, którzy bez wcześniejszego procesu mogli wykonywać wyroki śmierci za większe przestępstwa, do których zaliczała się na przykład działalność narkotykowa. To własnie ona będzie takim głównym tematem w całej książce, a przynajmniej spoiwem łączącym najważniejszy wątek.
W Nowym Krakowie zaczęły pojawiać się mutanty, które były efektem zażycia narkotyku o nazwie Werewolf, zaś grupa katów, a dokładnie "Zbiry Drwala" dostali polecenie, by z owymi mutantami walczyć.
Od samego początku pojawienia się na czarnym rynku Werewolfa, nadinspektor Walczak zaczyna zachowywać się co najmniej dziwnie i nie uchodzi to uwadze szefa Zbirów Drwala. Wraz ze swoimi kolegami z zespołu i dołączoną do nich Rookie, postanawiają przeprowadzić tajne śledztwo i dowiedzieć się co knuje Walczak. Ciekawi ich dlaczego napaści zmutowanych ludzi, można by rzecz, zadowalają go, chociaż powinien być zrozpaczony tym, że setki tysięcy niewinnych ludzi traci życie.
Kto zatem stoi za rozprowadzeniem tego niebezpiecznego narkotyku? Jakie tajemnice skrywa Walczak? Kim jest Księżniczka, która została wręcz uznana jako postać legendarna i nie istniejąca? Co tak na prawdę odkryją Zbiry Drwali i jakie będą tego skutki?
Na te pytania uzyskacie odpowiedź jeśli sięgniecie po tę pozycję, a szczerze Wam ją polecam.
Autor bardzo dokładnie przedstawił nam Polskę jaka może być, ale całe szczęście nie musi tak wyglądać. Wykreował kilkanaście charakterystycznych postaci, z którymi czytelnik może się zżyć i  szczerze je polubić bądź znienawidzić. W "Rzeczpost-Apokaliptycznej Polsce" został przedstawiony brutalny, pełen nędzy i ubóstwa kraj, w którym rządzący martwili się tylko i wyłącznie o swoje szczęście, zaś większość społeczeństwa miała im służyć jako tania siła robocza, lub co gorsza darmowa!
Prawie na każdej stronie wylewają się hektolitry krwi, zaś sam szewc powstydziłby się takiego języka. Ba! Nawet rzeźnik mało kiedy tak często rzuca mięsem, jak to robił autor w książce. To nadaje pełnokrwistego klimatu fabule, gdzie niejednokrotnie ludzkie wnętrzności lądują na ziemi.
Co rzuciło mi się w oczy to wizja dwustu (tak, dobrze czytacie) piętrowych wieżowców. Samo ich wyobrażenie powodowało, że zaczynał boleć mnie kark. Nie tylko to powodowało, że różne części ciała zaczynały mnie metaforycznie boleć. Pan Adam genialnie opisał wszystkie sytuacje mające miejsce w książce. Co prawda czasem zastanawiałam się, po co tak dokładnie opisuje postaci, które za chwile przestaną mieć kompletnie znaczenie, ale poniekąd dzięki takim mało ważnym i nic nie wnoszącym do całości bohaterom, całe opowiadanie było bardziej realistyczne.
Również okładka zwróciła moją uwagę. Zawsze jeśli widnieje na niej jakaś postać to zastanawiam się czy jest to ktoś opisany w książce, czy po prostu od tak, obrazek. Doszukuję się w wyglądzie specyficznych cech, które jakoś by mnie naprowadziły i tym razem było tak samo.
Jeśli przeczytacie tę pozycję, na pewno też jedną z bohaterek dopasujecie do postaci z okładki. 
Aby nie przeciągając dłużej, jeszcze raz bardzo Wam polecam tę książkę. Pomimo swej grubości nie  nuży, cały czas trzyma w napięciu i intryguje, ja sama zaś nie pogniewałabym się, gdyby pojawiła się jakaś kontynuacja. 

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Przeczytam tyle ile mam wzrostu 5 cm

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu AlterNatywne 

Link do oficjalnej strony książki znajdziecie tutaj: [LINK]

Obserwatorzy

Obserwatorzy google