Kat Zhang - Co ze mnie zostało


Autor: Kat Zhang
Tytuł: Co ze mnie zostało
Liczba stron: 392
Tłumaczenie: Gabriela Jakubowska
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Kategoria: Fantasy

Czasami mam wrażenie, że to wcale nie fantastyka. Niektórzy z nas mają w sobie "drugie ja", rozmawiają sami ze sobą, czują jakby oprócz nich, ktoś jeszcze zamieszkiwał ich ciało, jednak to nadal jedna i ta sama osoba. Nie tak jak w książce gdzie dwie dusze zamieszkują jedno ciało i na przemian je kontrolują. Taka jest właśnie Addie i Eva. Dziewczyny, które od urodzenia są razem. Wiedzą o sobie dosłownie wszystko, znają się na wylot. Problem jest jednak taki, że  osoby takie jak one - hybrydy - rząd chce wytępić. Chce wykorzenić jedną z dusz, by pozostała jedna. Każde dziecko przechodzi szereg badań i terapii by się "ustalić". Zarówno Addie jak i Eva nie mają zamiaru tego zrobić, dlatego jedna z nich postanawia, że będzie jedynie myślami. Zaprzestanie kontroli nad ciałem, tak by każdy myślał, że została jedna dusza. To Addie jest tą kontrolującą, do czasu kiedy na ich drodze pojawia się Hally.
Okazuje się, że na świecie nie tylko Addie i Eva postanowiły ukryć swoje prawdziwe oblicze. Takich osób jest o wiele więcej. Jednak by się z nimi skontaktować, dziewczyny muszą wydostać się z kliniki Nornand do której zostały sprowadzone w celu przeprowadzenia kilku badań. Ich pobyt miał się ograniczyć do dwóch dni jednak ten nieco się przedłużył. Wraz z Hally i jej bratem Devonem starają się wydostać z miejsca, gdzie czeka ich operacja mająca na celu wytępienie ich drugiej duszy. Mają swoich sprzymierzeńców po za murami kliniki i w miarę możliwości się z nimi kontaktują, ale muszą uważać, by nie zostać nakrytym.
"Co ze mnie zostało" to cudowna historia o poznawaniu samego siebie, pokonywaniu własnych słabości, o walce o życie i przeciwnościach losu. Z odrobiną miłości, którą ciężko jest okazać, kiedy nasze ciało zamieszkuje jeszcze inna dusza, która ma odmienne zdanie na różne tematy. 
Obawiałam się właśnie tych sytuacji... rozmyślałam co się stanie kiedy jedna z dusz będzie chciała kogoś poślubić, mieć dzieci. Jak, mając do dyspozycji tylko jedno ciało można to wszystko pogodzić, tak by ta druga osoba nie była pokrzywdzona. 
Autorka aluzyjnie daje nam odpowiedź, że jest pewien sposób, ale o nim prawdopodobnie dowiemy się dopiero w kolejnej części, którą ogromnie mocno chciałabym przeczytać.
To nieszablonowa opowieść i nie spotkałam się z podobną do niej, co sprawiło, że bardzo zaciekawiła mnie koncepcja tej pozycji. Autorka zdecydowanie ma patent na całą historię, która mnie osobiście wciągnęła i chciałabym przeczytać kontynuację tej historii. 
Serdecznie zachęcam Was do zapoznania się z tą pozycją. Budująca napięcie, miejscami dynamiczna, wzruszająca opowieść, która spodobała mi się na tyle, by wciągnąć ją nosem. Po jej przeczytaniu najdzie Was chwila namysłu, czy żyjecie w zgodzie z własnym ja i czy mimo presji ze strony społeczeństwa nadal jesteście sobą, czy może jednak zaczęliście udawać kogoś innego, kim nie jesteście i nigdy nie będziecie.
"Co ze mnie zostało" jest nietuzinkową opowieścią, z którą powinniście się zaznajomić. Ma ona w sobie coś takiego, że przyciąga i chce się poznać jej zakończenie. Ja zdecydowanie będę wyczekiwać kolejnej części i mam nadzieję, że oczaruje mnie jeszcze bardziej niż ta.

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Nicky Pellegrino - Weneckie lato


Autor: Nicky Pellegrino
Tytuł: Weneckie lato
Liczba stron: 422
Tłumaczenie: Magda Witkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Kategoria: Lit. współczesna

Czy zdarzyło się Wam kiedyś zamarzyć o innym życiu? Być w skórze obcej osoby, żyć jej życiem, wyjechać i zostawić wszystko za sobą, by zacząć wszystko od nowa z nową, czystą kartką?
Czy może Wasze życie jest na tyle dobre, by nie mieć potrzeby zmiany go na lepsze, bardziej dogodne? Możecie poszczycić się tym, że macie wymarzoną pracę, kochającą rodzinę, dach nad głową?
Nasza główna bohaterka  Addolorata Martinelli, w skrócie po prostu Dolly, należy do tych drugich, którym według mnie nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne, ale czy aby na pewno?
Zapewne większość z Was wie, że aby żyć na własny rachunek trzeba mieć dobrą pracę, ta zaś pochłania większą część naszej egzystencji. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że żyjemy po to by pracować i pracujemy po to by żyć. 
Troszkę podobnie jest w życiu Dolly, która większą część czasu spędza we własnej restauracji, aniżeli z rodziną. Jest tak zaangażowana w to co robi, że kiedy na łamach gazety pojawia się opinia na temat jej restauracji, wydana przez sławnego krytyka i nie należy ona do opinii pozytywnych, kobieta załamuje się. Zaczynają pojawiać się kłótnie w domu - o ile w ogóle Dolly ma tam czas zajrzeć, ponadto jej mąż ma problemy z plecami, więc zarówno on jak i ona chodzą podrażnieni i wypływa z ich ust na tyle dużo jadu, by postanowili od siebie odpocząć.
W tym momencie do akcji wkracza siostra Dolly, która kupiła podwójny bilet do Wenecji. Dla siostry i jej córki Katii. Oczywiście bohaterowie muszą mieć włożone kija w dupę, bo zarówno córka jak i jej ojciec zaczynają strzelać większe fochy niż kobieta podczas okresu. Katia nie chce wyjechać na dwa tygodnie do Wenecji, twierdząc, że ma wycieczkę klasową, a to jakieś przedstawienie, a to urodziny koleżanki... i że nie może żadnego z tych wydarzeń opuścić. Zatem kobieta jedzie sama.
Większa cześć książki opowiada właśnie o tym, co na miejscu czekało Dolly. Co robiła, gdzie się zatrzymała,a przede wszystkim... co jadła.
Ja wszystko rozumiem... szefowa kuchni, obsesja na punkcie swojej restauracji, ale żeby non stop pieprzyć o tym co się miało na talerzu, jakie ma się pomysły na nowe dania czy jakie produkty spożywcze mijało się podczas zwiedzania Wenecji? No bez jaj!
Cała akcja kręciła się wokół tego, co było na talerzu. Każda strona poświęcona było napełnianiu brzucha i dromaderowaniu po Weneckich uliczkach, włączając w to ich nazwy i opisy. To tak, jakbym ktoś napisał taką książkę, a punktem wycieczki miałaby być Warszawa. No to jazda! W restauracji, na ulicy takiej i śmakiej jadło się to, tamto i sramto. Na tamtej ulicy był hotel, a kilka uliczek dalej, które nazywały się tak i owak, było to i tamto. Ja pier*** chciałoby się napisać. Kogo na Boga obchodzi tyle, według mnie, bezsensownych informacji?
Fabuła nie była zła. Miała w sobie coś z obyczaju, spokoju i odreagowania. Były ciekawe wątki, ale jak zbliżała się pora obiadowa to mnie szlag jasny trafiał. Ponadto niesamowicie działał mi na nerwy mąż Dolly. Czego kobieta nie powiedziała to było źle. Wieczny, nieustający foch, zaś jej córka jakaś rozkapryszona. Ja rozumiem... nastolatka... ale taką to bym zamordowała. Jednym słowem kij w dupie osadzony bardzo głęboko.
Myślałam oczywiście, że już nic więcej mnie wkurzyć nie mogło, ale główna bohaterka musiała dorzucić do pieca. Zrobiła coś z czym ja osobiście nie mogłabym żyć. Sumiennie by mnie zabiło, no ale cóż...
Ta cała podróż do Wenecji miała na celu odbudowanie relacji małżeńskich, w zasadzie mogę się tu pokusić o stwierdzenie, że miała na celu uratowanie małżeństwa, które i tak utrzymywało się PRAWIE jedynie z papierku.
Czy Wenecja pomogła odnaleźć Dolly to, czego szukała? Musielibyście przeczytać sami.
Być może gdybym przeczytała tę książkę jeszcze raz, to znalazłabym w niej więcej ciekawych rzeczy, które umknęły mi przy pierwszym spotkaniu. Za bardzo byłam skupiona na tym jedzeniu i weneckich uliczkach, by doszukiwać się innych rzeczy, ale jestem przekonana, że one się tam kryją. Lista rzeczy dających szczęście, prosty przepis na życie... po prostu. Jest w "Weneckim lecie" pewna kobieta, która swoją obecnością ubarwia całą fabułę. Ma swoje za uszami, ale kto nie ma?
Co zatem skusiło mnie by kupić książkę, którą oceniam na dopa? (taki z plusem, ale jednak).
Okładka. Jestem po prostu nią oczarowana. Wgapiałam się w nią jeszcze zanim w ogóle pomyślałam o kupnie książki i jest ona tak cudowna, a ja chyba jestem jakimś zbieraczem okładek, że ciężko będzie mi się z nią rozstać i nie wiem czy to kiedykolwiek uczynię. Ona jest po prostu tak bajeczna, tak bardzo mi się podoba, że z uwagi na samą okładkę, książkę sobie zatrzymam, nawet jeśli jest ledwo mierna.
Jeśli ktoś z Was czytał tę książkę i ma odmienne zdanie od mojego to z chęcią przeczytam Wasze recenzje. Może dzięki Wam zmienię zdanie na temat tej książki? Zagłębię się w nią ponownie i postaram się odkryć jej drugie dno, którego tym razem nie dostrzegłam.

Moja ocena: Dopuszczający
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Przeczytam tyle ile mam wzrostu 2,6 cm

Marcus Sedgwick - Niezauważalna


Autor: Marcus Sedgwick
Tytuł: Niezauważalna
Liczba stron: 252
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo: YA!
Kategoria: Lit. piękna

Kiedy kupuje się książki nie wiedząc za bardzo jaka jest ich treść możemy natrafić na trzy typy.
Pierwszy z nich to istna klapa, totalny shit, coś co trzeba jak najszybciej komuś opchać, spalić w piecu... cokolwiek!
Drugi typ to taki gdzie czytasz książkę, historia Cię interesuje, ale nie sikasz z wrażenia, ani nie masz względem tej książki myśli terrorystycznych. Po prostu przeczytałeś, było fajnie, ale jednorazowo. Taka nasza Szwajcaria.
Trzecim typem książek są te, które wychwalałbyś do upadłego. Wznosił pomniki na cześć autora i bohaterów, których wykreował. Perła nad perłami, istne dzieło sztuki.
Jak było w moim przypadku przy spotkaniu z "Niezauważalną"? Średnio, względnie... Jak Szwajcaria.
Naszą główną bohaterką jest Laureth. Dziewczyna, której imię ojciec, pisarz, znalazł w... składzie chemicznym szamponu do włosów. Od taki bujający w obłokach tatulek.
Właśnie to on będzie wiązał całą akcję. Jako pisarz, szukający inspiracji, często jest po za domem, zaś jego korespondencją mailową zajmuje się córka. Wszystko odbywa się bez większego zamieszania, do czasu kiedy dziewczyna odczytuje wiadomość o odnalezionym notesie ojca, którego znalazca znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Co dziwne, pisarz zapewnił całą rodzinę, że przebywa w Szwajcarii, co zaniepokoiło Laureth. Jak notes, którego pan Peak pilnuje jak oka w głowie znalazł się w USA, kiedy on sam był na całkiem innym kontynencie?
Swoimi wątpliwościami podzieliła się z mamą, jednak ta zdawała się być obojętna, na domysły córki i kazała jej przestać panikować.
Jak można się domyśleć, nasza główna bohaterka uparcie przystawała przy swoim dlatego kiedy nadarzyła się okazja, postanowiła na własną rękę odszukać tatę.
Zadanie to nie należało do najprostszych ponieważ dziewczyna była niewidoma, a za jej przewodnika po Stanach służył siedmioletni brat Benjamin, który no można rzec, nie należał do takich... normalnych dzieci.
"Niezauważalna" to historia o poszukiwaniu, pokonywaniu własnych słabości. Po części jest to też historia osoby niewidomej, jej spojrzenie na świat i to jak musi się przystosować do świata osób, które widzą wszystko. 
Dużą rolę w opowiadaniu pełnią też zbiegi okoliczności, ale jakie i o czym one są będziecie musieli dowiedzieć się sami. Tak standardowo już. Ja Wam nic nie zdradzę, nawet jeśli książkę przeczytałam i już nigdy do niej nie wrócę, bo na to niestety się zapowiada. 
To była przyjemna lektura na raz. Piękna i na swój sposób przyciągająca, ale nie aż tak by do niej wracać po kilka razy. Jeśli chcecie się odprężyć i nie przeszkadzają Wam bohaterzy nieco postrzeleni, jak ma to miejsca w "Niezauważalnej" to proszę bardzo. Przeczytajcie. Byłam zainteresowana jak zakończy się cała ta historia, gdzie zaprowadzi rodzeństwo i czy po powrocie do domu mama ich nie zabije, za dokonanie tak ryzykownej podróży. Odpowiedzi na te pytania otrzymałam i to mi wystarczy. A Wam? 

Moja ocena: Dostateczny
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Suzanne Collins - Igrzyska śmierci. Kosogłos

Autor: Suzanne Collins
Tytuł: Igrzyska śmierci. Kosogłos
Liczba stron: 371
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: Fantastyka 

"Kosogłos" jest ostatnią części serii "Igrzyska śmierci" i ciężko rozstać się z bohaterami, których na prawdę się polubiło. Z jednej strony ciekawość zżerała jak ta cała farsa się zakończy, z drugiej jednaj strony trochę żal, że nic więcej już nie będzie.
Dystrykt dwunasty został zrównany z ziemią. Tym, którym udało się uciec i których uratował Gale, trafili do dystryktu trzynastego, który od lat prosperował pod ziemią. Katniss po ostatnich wydarzeniach z poprzedniej części, również tam się znajduje, tak samo jak jej matka z siostrą oraz Haymitch. Niestety wśród nich nie ma Peety, który znajduje się w Kapitolu pod czujnym okiem Snowa. 
Rebelianci z trzynastki przygotowują się do obalenia władzy w Kapitolu, wpierw jednak muszą mieć po swojej stronie wszystkie dystrykty. Aby tak się stało, potrzebny jest Kosogłos, a na to miejsce nadaję się tylko i wyłącznie Katniss. Niestety dziewczyna po ostatnich wydarzeniach nie jest za bardzo chętna na pozostanie twarzą rebelii, jednak po rozmowie z siostrą, dochodzi do wniosku, że dzięki temu może ugrać coś dla siebie. Zgadza się na zostanie Kosogłosem, ale stawia warunki, których prezydent trzynastego dystryktu musi dotrzymać
Przed dziewczyną trudne chwile. Będzie musiała wielokrotnie stawać przed kamerą i uświadamiać zwykłych ludzi, kto jest prawdziwym zagrożeniem. Z jej głowy nie będzie chciał wyjść Peeta. Póki chłopak znajduje się w Kapitolu, dziewczyna nie potrafi skupić się na powierzonych jej zadaniach. Gale kiedy tylko może i kiedy Katniss mu na to pozwoli jest przy niej, jednak to nie wystarcza. By Kosogłos mógł zaśpiewać, jej towarzysz z areny musi zostać odbity z rąk Snowa.
Niestety nawet wtedy przed dziewczyną stoi wiele wyzwań, z którymi w taki czy inny sposób będzie musiała sobie poradzić.
Zarówno ta część jak jej poprzedniczki, wciągnęłam nosem w na prawdę krótkim czasie. Fabuła nieziemsko mnie zaciekawiła i nie potrafiłam oderwać się od lektury, nawet gdyby miało to oznaczać zarwanie nocki.
Były chwile wzruszenia, kiedy to autorka powoli i z premedytacją oraz pełną świadomością swojego czynu wbijała mi nóż w serce i wyciskała łzy z oczu. Były momenty kiedy chciałam nawrzeszczeć na Katniss, Gala, Peetę... kiedy miałam ochotę powiedzieć Haymitchowi, że nie ma drugiego takiego jak on i z chęcią postawiłabym mu flaszkę. Bywały też momenty, że chciałabym podziękować za wszystko autorce, by za chwilę przekląć ją i wysłać do wszystkich diabłów. 
Zakończenie mi się nie spodobało z wielu powodów, o których nie będę tu pisać, by nie spoilerować. Jedyne co mogę napisać to fakt, że Collins mogła nieco jaśniej nakreślić dalsze losy poszczególnych bohaterów, a nie tylko wspomnieć, że żyją i gdzie obecnie mieszkają. Według mnie to za mało, biorąc pod uwagę fakt, że z innymi postaciami wybiegła daleko do przodu (tak jak pisałam we wcześniejszej recenzji "W pierścieniu ognia", czasem mam wrażenie, że czytam drugiego Pottera, a raczej coś co wyszło spod pióra Rowling)
Pomimo tego, że "Kosogłos" to ostatnia część przygód Katniss, żegnam się z nią w dosyć smutny sposób. Prawdziwe perełki przychodzą niespodziewanie... nagle... tak jak "Igrzyska śmierci" wychwalane lata temu, a które ja przeczytałam dopiero teraz. To jak pożegnanie z przyjacielem, którego mamy świadomość, już nie zobaczymy, ale możemy wrócić do wspomnień i tego co było.
Z całego serca będę polecać każdemu, by zapoznał się z tą trylogią. Nie zważajcie na lekko zaniżoną u mnie ocenę.  Pomyślałam, że muszę - tym razem - uargumentować Wam dlaczego nie ma celującego, a jest bardzo dobry. Otóż, gdybym ja była autorką Igrzysk, zakończenie trylogii nieco by się różniło od tego, które znamy. Jest to dla mnie taki dobitny minusik, że po prostu musiałam w zgodzie ze swoim sumieniem zaniżyć ocenę. Po za tym nie mam historii nic do zarzucenia. Wzruszająca, piękna i dająca troszkę do myślenia opowieść o tym, jak w obliczu śmierci zachowuje się człowiek i do czego jest zdolny, a przede wszystkim jak dużo jest w stanie osiągnąć kiedy nie walczy w pojedynkę.

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Kiera Cass - Jedyna


Autor: Kiera Cass
Tytuł: Jedyna
Liczba stron: 329
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczorowska
Wydawnictwo: Jaguar
Kategoria: Lit. młodzieżowa

Pozostały tylko cztery dziewczyny, które zawalczą o serce Maxona i tylko jedna z nich zostanie jego żoną oraz księżniczką. America ciągle jednak ma rozdarte serce pomiędzy dawną miłością do Aspena, a tym co zaczyna kwitnąć między nią a księciem. Nie chce zranić uczuć zarówno jednego jak i drugiego, co tylko utrudnia sprawę, zwłaszcza księciu, który ewidentnie oczekuje od niej jasnej i klarownej odpowiedzi czy dziewczyna go kocha. Oprócz tego nieprzychylnym okiem spogląda na nią potencjalny, przyszły ojciec - król, zaś włoskie królestwo nie potrafi wyobrazić sobie na miejscu księżniczki kogoś innego niż Ami. W "Jedynej" mamy możliwość zagłębienia się w dwa osobne obozy - południowców oraz rebeliantów z północy. Bardziej poznajemy obie frakcje, które mają swoje powody, by przeciwstawiać się panującej władzy. 
Ta część była o tyle ciekawa, bo działo się  w niej wiele ciekawych wątków. Relacje między pozostałymi uczestniczkami, ich zażyłości, wątek z rebeliantami, króciutki epizod w domu Ami... to wszystko łączyło jedno - zbliżający się wynik eliminacji i rozstrzygnięcie kogo wybierze Maxon. 
Nie wiem, czemu, ale czasem miałam wrażenie, że czytam Igrzyska Śmierci. Klasy społeczne, panujący w nich głód im klasa dalej wysunięta od "jedynki", ta rywalizacja by wygrać... wiele razy łapałam się na tym, że widzę bardzo dużo podobieństw między tymi obiema pozycjami. Na szczęście bardziej przykrych podobieństw nie zauważyłam. Bynajmniej uczestniczki nie miały w planie pozabijać się nawzajem.
Jak zwykle książkę czytało się bardzo przyjemnie i szybko. Nawet nie zauważyłam kiedy dobiegłam do końca historii i pora było się z nią pożegnać. 
Wiele książek, które ostatnio czytam nie zadowalają mnie pod względem zakończenia. Mam wrażenie, że autorzy pomijają wiele ważnych aspektów, lub zapominają, że było coś takiego jak rozwinięcie i do niego raczej powinni się odnieść przy kończeniu książki. W "Jedynej" odniosłam wrażenie, że historia jest kończona naprędce, byleby jak najszybciej mieć ją za sobą. Była jedna wielka akcja, która wręcz krzyczała i domagała się wyjaśnienia, jakiegoś rozwinięcia, a dostałam kilka prostych zdań i koniec. Ale czemu? Dlaczego tak a nie inaczej? Bo tak - odpowiedziała autorka. Zakończenie jak dla mnie bardzo skrócone i napisane na odwal, chociaż autorka miałaby ręce pełne roboty przy wyjaśnianiu poszczególnych sytuacji. No cóż... takie moje zdanie, co nie oznacza, że książka jest zła. Jest dobra. Napisałabym  nawet, że bardzo dobra porównując z "Elitą". Na ocenę celującą już się niestety nie załapała.
Ponownie urzekła mnie okładka. O ile w "Elicie" jakoś do mnie nie przemawiała, tak tutaj ponownie mogłabym się na nią wpatrywać godzinami, a co zabawne przecież zmieniła się tylko sukienka i jej kolor, ponieważ modelka jest ta sama. Śmiem twierdzić, że nawet tło nie zostało zmienione, bo tutaj też można zauważyć odbicie lustrzane dziewczyny.
Bardzo przyjemna, odprężająca lektura na leniwe popołudnie.  Jeśli jesteście po pierwszej i drugiej części przygód Ami, to "Jedyna" nie powinna zawieźć Waszych oczekiwań, aczkolwiek któż to może wiedzieć. Ze swojej strony zachęcam Was do przeczytania i poznania zakończenia tej opowieści, zwłaszcza, że jedna z postaci, którą chciałam własnoręcznie udusić stała się jedną z najbardziej lubianych przeze mnie postaci. Jaka? Może sami się domyślicie po przeczytaniu.

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Paul Hoffman - Lewa ręka Boga


Autor: Paul Hoffman
Tytuł: Lewa ręka Boga
Liczba stron: 448
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Wydawnictwo: Albatros
Kategoria: Fantasy

Niektóre z książek jakie znajdują się na moich półkach to te, sprawdzone, przeczytane i takie, które z jakichś powodów zapamiętałam. Tak było z "Lewą ręką Boga", kiedy to wypożyczyłam ją z biblioteki i wciągnęłam nosem. Od tej chwili minęło... sporo lat, ale w końcu dorobiłam się własnego egzemplarza tej pozycji i ponownie zagłębiłam w świat Thomasa Cale'a. 
Naszego głównego bohatera poznajemy w Sanktuarium. Miejscu gdzie żyją sami chłopcy, a ich wychowawcy - odkupiciele, szkolą ich na ludzi, którzy po wyjściu za mury tego... klasztoru? będą mieli do spełnienia tylko i wyłącznie jedną misję - walczyć aż do śmierci o "Jedyną Słuszną Wiarę".
Wszystkie, błahe nawet, rzeczy według odkupicieli prowadzą do grzechu. Grzechem jest radość, jest śmiech, jest dobre jedzenie i posiadanie przyjaciół. Chłopcy nie mają prawa utrzymywać bliższych kontaktów z innymi. Każdy dla każdego ma być kimś obcym. Do jedzenia dostają papkę, modlą się wiele godzin, by później ćwiczyć. W chwili kiedy chłopcy robią pompki, Thomas musi stawać na rękach. Każde nieposłuszeństwo, czy wybicie się ponad innych grozi karą. Jeśli nie za brak subordynacji to za grzech pychy. 
W książce mamy przedstawione jak rygorystyczne warunki panują w Sanktuarium i jak traktowani są akolici -  bo tak nazywani są chłopcy, których odkupiciele przywożą na teren budynku. Nie są to sielankowe opisy, gdzie  rzeka jest mlekiem i miodem płynąca. Jak dla mnie to odzwierciedlenie piekła na ziemi, które człowiek potrafi zgotować drugiemu człowiekowi.
Wydawać by się mogło, że Sanktuarium to miejsce, z którego nie ma ucieczki, jednak Thomas Cale jest żywym dowodem na to, że to nie prawda.
Cała jego przygoda zaczyna się totalnie przypadkiem kiedy to trafia do pomieszczenia gdzie jeden z odkupicieli brutalnie traktuje jedną z kobiet. Widok ten tak bardzo wzburzył młodego akolitę, że nie zastanawiając się co robi, zabił odkupiciela, tym samym skazując się na pewną śmierć. Sanktuarium to miejsce gdzie nie jest bezpieczny i czym prędzej musi z niego uciec. Wraz z uratowaną kobietą i dwoma innymi akolitami opuszczają teren odkupicieli, w którym spędzili większość swojego życia i udają się do Memphis.
"Lewa ręka Boga" to historia chłopców, którym udało się uwolnić i którzy próbują przeżyć po za murami Sanktuarium, mając za sobą pogoń złożoną z najlepszych tropicieli. Poznają całkiem inny świat od tego, do którego byli przyzwyczajeni. Ciężko im odejść od starych nawyków jednak z biegiem czasu przystosowują się do otoczenia.
Książkę czyta się bardzo szybko. Przyciąga swoim klimatem i mocnymi opisami traktowania akolitów.  Podczas ucieczki chłopców, a raczej chłopaków, no bo w końcu mają około czternastu, piętnastu lat, trzyma w napięciu, ponieważ wielokrotnie nadarza się okazja, by pochwycić uciekinierów i porządnie ich ukarać. Mamy możliwość ujrzenia życia po za murami Sanktuarium. Praw jakimi rządzi się ten nieznany Thomasowi świat.
Zdecydowanie sięgnęłam po tę książkę z uwagi na towarzyszącą mi niepewność. Cały czas miałam obawy, że Thomas i jego kompani zostaną schwytani przez odkupicieli i oczami wyobraźni widziałam już ich karę za ucieczkę. Na każdej stronie czekałam tylko, aż powinie im się noga i trafią do Sanktuarium, gdzie czekać na nich będzie sroga nauczka.
Sama postać Cale'a została ciekawie wykreowana. Chłopak niezwyciężony, inteligentny, nie mający za wiele pojęcia o świecie i życiu po za murami Sanktuarium, nie wyprany ze wszystkich ludzkich odruchów miłosierdzia, co niejednokrotnie zaobserwowałam podczas czytania tej książki, ale również nie zaliczający się do osób potulnych jak baranek.
Z zainteresowaniem śledziłam jego losy i sięgnę po kolejne tomy, które na mnie czekają. Was natomiast zachęcam do lektury. Jest to nietypowa opowieść, mająca na siebie pomysł, która już od pierwszych stron mnie zaciekawiła.
Jedyne na co mogłabym ponarzekać to zakończenie, które według mnie spłycili. Cały fabularny wątek jakby przestał mieć znaczenie w obliczu zakończenia...
Po za tym, postacie takie jak IdrysPukke czy Riba, albo dwójka pozostałych akolitów - Mętny Henri i Kleist zostały ciekawie wykreowane, każda z tych osób ma swoją historię do opowiedzenia i każda wnosi coś do książki. Potrafią być irytujący, zabawni oraz intrygujący, a o to chyba chodzi, żeby bohaterowie wnosili pewne emocje do historii.
Nie jest to typowe fantasy, w zasadzie nie odnalazłam tam chyba nic fantastycznego, ale tak jest oznaczona książka zatem nie mi się spierać.
Jeszcze raz serdecznie zachęcam Was do przeczytania tej pozycji i mam nadzieję, że tak samo jak ja nie będziecie się przy niej nudzić.

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Czytam fantastykę
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (2,7 cm)

Ilona Andrews - Magia zabija


Autor: Ilona Andrews
Tytuł: Magia zabija
Liczba stron: 425
Tłumaczenie: Marek Najter
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Kategoria: Fantasy


A dla bardziej opornych przygotowałam filmik na You Tube gdzie serdecznie Was zapraszam :)
"Magia zabija" to piąta część przygód Kate Daniels. Przeleżała na mojej półce rok, ale wydaje mi się, że dobrze zrobiłam, gdyż nie ma więcej przetłumaczonych części, a najbliższa ma się pojawić w bliskiej przyszłości. Podsumowując - skróciłam sobie czas oczekiwania na kolejną bombę autorstwa państwa Andrews.
Na samo rozwinięcie akcji nie trzeba długo czekać. Przeczytamy zaledwie kilka stron, a nasza główna bohaterka już wpadnie w wir walki i tajemniczych zniknięć, które w najbliższym czasie będą spędzać jej sen z powiek. 
Tym razem sytuacja wydaje się być na prawdę poważana. Kate dręczy wiele pytań, na które zacznie szukać odpowiedzi, a czas będzie przeciekać jej między palcami. To on odegra główną rolę w fabule, gdyż w określonym czasie dziewczyna będzie musiała rozbroić urządzenie, które jest w stanie wybić wszystkie magiczne istoty zamieszkujące Atlantę. Aby tego dokonać będzie jednak musiała dowiedzieć się gdzie został przetrzymany wynalazca owego urządzenia, a to nie lada wyzwanie. Czekają ją pakty z wiedźmami, potyczki z wołchwami i zdrajcy własnej krwi, którzy nabawią naszą bohaterkę niemałego stresu.
Poszukiwania wynalazcy i rozbrojenie urządzenia sprawią, że przez pewien moment wszystkie nacje od wampirów, wiedźmy, po zmiennokształtnych będą walczyć ramię w ramię ze wspólnym wrogiem, a Kate odegra jedną z głównych ról. Oczywiście nie umniejszając tutaj godności Naszej Sierściastości, który robi wszystko by jego ukochana Daniels była bezpieczna.
Oprócz tego mamy też wątki poboczne jak na przykład nasza kochana Julie. Mam również wrażenie, że cała saga o Kate Daniels straciłaby na swojej wartości bez Saimana.  Ten typ jest jak chodząca Wikipedia i wujek Google w jednym, aczkolwiek jego informacje są bardzo kosztowne. Tym razem wystarczyło mu zapewnienie, że Curran nie zrobi z niego papki, a w miarę swoich możliwości odpowie na wszystkie pytania jakie zada mu Kate i na jakie będzie w stanie odpowiedzieć. Saiman to jak punkt zwrotny w całej fabule. Jego informacje powodują, że historia nabiera tempa, a wszystkie niewiadome zaczynają składać się w jedną całość. On i Kate stworzyliby duet idealny jeśli chodzi o rozwiązywanie zagadek. Jego sieć informacyjna i jej inteligencja do kojarzenia faktów sprawiłyby, że sprawy toczone latami, mogłyby doczekać się rozwiązania w mgnieniu oka.
Autorzy pozwalają nam odkryć nowe otoczenia i nowe postaci, które z pewnością pojawią się w kolejnych częściach, bynajmniej tak uważam.
Niestety tak jak w poprzednich tomach i tutaj nie zabrakło ofiar śmiertelnych, a krew może nie wylewała się z kart powieści jak z poprzedniczek, jednakże całość utrzymuje poziom. Historia nie jest naciągana i wymuszona. Czyta się bardzo przyjemnie, coraz bardziej wgłębiając się w życie bohaterów, ich perypetie, a język jakim posługują się autorzy jest jak zwykle z odrobiną humoru, ciętych dialogów i przyjemnych smaczków, które tylko  zachęcają do dalszej lektury.
Szczególną uwagę chciałabym zwrócić na okładkę, która wręcz mnie urzekła. Wyraziste, ciepłe kolory i dwie główne postacie. Niezniszczalny duet, eksperci od ciętego języka i sponsorzy dobrego humoru. Okładka odbiega od tych, które widać w pozostałych częściach, jednak jeśli w takim stylu ma utrzymać się saga już do końca to nie mam nic przeciwko. W środku wydawnictwo również nie szczędziło smaczków. Każdy rozdział ma oprawę graficzną w postaci rozmytych świateł - tych podobnych na okładce, a z przodu jak i z tyłu mamy na całej karcie zdjęcie Kate. Do dziś lubię sobie po prostu popatrzeć na okładkę.
Zakończenie jak zwykle powoduje, że czytelnik chce przeczytać więcej. Tym razem otrzymujemy króciutki list od najbardziej zaufanej osoby Rolanda i już nie mogę się doczekać jak to wszystko się zakończy!
Książkę polecam każdemu miłośnikowi fantasy, aczkolwiek proponowałabym zaznajomić się z poprzednimi tomami, których recenzje możecie znaleźć u mnie na blogu.  Co prawda fabuła nie jest jakoś związana z poprzednimi częściami, jednak napływ bohaterów i informacje skąd się pojawili w książce, na pewno znajdziecie w pierwszych tomach. 
Jak zwykle ubawiłam się czytając kolejne perypetie Kate Daniels i mając możliwość poznać tę dziewczynę jeszcze bardziej. Nie żałuję ani sekundy spędzonej przy tej książce i równie mocno zachęcać Was będę do zaznajomienia się z tą sagą, kto jeszcze tego nie zrobił.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1.Czytam fantastykę
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (2,7 cm)

Podsumowanie - styczeń 2017


Pierwszy miesiąc już za nami, ba jesteśmy prawie że na półmetku lutego, a ja postanowiłam, że będę prowadzić podsumowania. Nie będę wyznaczać sobie konkretnej daty publikacji, ale chciałabym je po prostu robić. Tak dla zachowania reguły :)

1. Liczba przeczytanych książek: 5
2. Liczba przeczytanych stron: 1 919
3. Liczba postów: 8
4. Liczba obserwatorów (blogspot): 113
5. Liczba obserwatorów (Google+): 164
6. Liczba subskrybentów You Tube: 34
7. Liczba polubień na Facebooku Literackiej: 95
8. Post z największą liczbą wyświetleń: Podsumowanie roku 2016
9. Post z najmniejszą liczbą wyświetleń: Jojo Moyes - Kiedy odszedłeś

No i to tyle jeśli chodzi o styczeń. Jestem bardzo zadowolona z wyniku, zwłaszcza z przeczytanych książek, gdzie praktycznie żadna nie okazała się zła  Dziwi mnie za to cisza panująca na blogu. Tłumaczę to sobie Waszymi feriami, brakiem czasu, szkołą i wszystkim, co sprawia, że kiedy ja Was zasypuję postami, Wy siedzicie cicho, a kiedy nie mam nic do powiedzenia, to w poście niemalże na stworzonym na siłę, nagle się odzywacie hurtowo :D 
Jestem strasznie ciekawa, czy w lutym uda mi się pobić rekord ze stycznia pod względem czytania :) bardzo bym chciała no ale czas pokaże. Mogę jedynie napisać, że jestem w trakcie czytania trzeciej książki i łączna liczba stron przeczytanych do tego momentu przekroczyła już 1000. Ponadto mamy dopiero jedenasty dzień lutego, a u mnie tyle się działo :D Kto obserwuje mnie na instagramie, na pewno już wie o co chodzi :) Tymczasem ja się z Wami żegnam, życzę słonecznej soboty i mam nadzieję do zobaczenia już wkrótce z recenzją książki, która na 100% będzie moją książką 2017 roku :)

Poradź sobie z książką TAG

Do zabawy zaprosiłam się sama, jednakże TAG znalazłam u Dominiki. Wydaje mi się być na tyle ciekawy, że postanowiłam wziąć w nim udział i może nim zakończyć tę Waszą ciszę na moim blogu :) )trzy najnowsze recenzje stoją i czekają, aż ktoś coś napisze :) TAG jest wymyślony przez  Limonettę i chwała jej za taki pomysł :) nie przeciągając, zabierzmy się do TAGU :) Polega on na wybraniu 8 dowolnych książek, otworzeniu ich na dowolnej stronie i odpowiedzenie na pytania, biorąc pod uwagę pierwszy z brzegu czasownik. Mam nadzieję, że z tego mojego tłumaczenia nie wyszło masło maślane. Let's do this!
Książki wybrane przeze mnie: 

1. Jak wymienić żarówkę? 
Licia Troisi - Wojny świata wynurzonego. Dwie wojowniczki ( strona 173)

Cały kunszt wymieniania żarówki polega na tym, aby nie zacząć od dupy strony. Wpierw dobrze jest wyłączyć światło. Po pierwsze żarówka jeśli przepaliła się niedawno to będzie gorąca i można zrobić sobie kuku. Po drugie... dmuchać na zimne... Lepiej żeby prąd nas nie kopnął Kiedy ten, według mnie podstawowy element mamy już za sobą, możemy zacząć wymieniać żaróweczkę. No a jak ktoś się boi, niech zawoła kogoś do pomocy.

2. Jak upiec ciasto?

Przede wszystkim musimy skombinować przepis. No chyba, że ktoś jest taki "intelidżynt" i ma przepis w głowie. Resztę można powierzyć łudowi szczęścia lub własnym zdolnościom kulinarnym. Ewentualnie skombinować jakiegoś królika doświadczalnego w postaci młodszej siostry lub brata. Jeśli w przeciągu 24h po zjedzeniu ciasta nic się im nie stało, to WIEDZ! że jest dobrze. No gorzej jak zauważysz jakieś skutki uboczne. W razie co, lepiej mieć telefon z numerem 999 przy sobie :P

3. Jak napompować koło w rowerze?
Paul Hoffman - Lewa ręka Boga (strona 108)

Po zaaplikowaniu powietrza w kole, trzeba koniecznie i bezzwłocznie zatkać otwór, którym owe powietrze tam się dostało. W przeciwnym razie nigdy nie napompujemy koła. 

4. Jak dostać piątkę z testu?

Wchodzi się do sali, w której pisze się test, siada w ławce i się pisze. Wchodząc na salę można zabrać ze sobą  plecak i przybory. Dodatkowo można zaopatrzyć się w  mózg lub dla, bardziej topornych, w ściągę. Jeśli się uczyłeś powinieneś dostać piątkę. Jak dobrze spożytkowałeś swoją ściągę, piątka też jest możliwa. Pamiętaj jednak! Kiedy opuszczasz salę i wchodzisz na korytarz... lepiej miej ze sobą ściągę. Nie zostawiaj jej na ławce do wglądu nauczycielowi. 

5. Jak szybko posprzątać pokój?

Decydujesz się posprzątać pokój? Nic prostszego! Miska z wodą oraz ścierka i jechana z koksem! Kurze to już przeszłość! No chyba, że zdecydowałeś się jeszcze na umycie podłogi, poukładanie ciuchów w szafie, książek na regale i ogólnie masz w planie zorganizować rebelię w swoim pokoju. Odpal film. Sprzątanie przy filmie jest zawsze przyjemniejsze. 

6. Jak schudnąć?

To proces długotrwały, jednak z czasem przynoszący fenomenalne efekty! Trzeba zacząć ćwiczyć i zdrowo się odżywiać. W zasadzie to wypadałoby zacząć swoje życie od nowa. Od czystej kartki i prowadzić swój tryb życia zdrowo i w ruchu. "Twoje ciało może więcej niż podpowiada Ci Twój umysł". Tak by Chodakowska powiedziała. Nie zawsze była fit babką, jednak zaczęła robić to i owo i sami zobaczcie jak wygląda teraz. 

7.  Jak naprawić zepsutą pralkę?

Jeśli pralka jest zepsuta to nie działa. To chyba oczywiste. I nie każda naprawa sprawi, że nasz automacik wróci do życia. Wersja naprawy pralki dla biednych - kopnij ją kilka razy, zagroź jej odcięciem od wody i prądu, a może zacznie działać. Wersja dla bogatych - kup nową. Po diabła się męczyć?

8. Jak mieć więcej czasu na czytanie?
Ilona Andrews - Magia zabija (strona 210)

Przede wszystkim musimy mieć książki. Warunek bezwzględny! Musimy ograniczyć granie w gry (ja na przykład), przeglądanie bezsensownie fb i innych stron żrących nasz czas. Musimy też chcieć mieć więcej tego czasu! :D  No ale że móc to chcieć, a chcieć to móc, więc dla chcącego nic trudnego. 

Nikogo nie nominuję. Standardowo. Jeśli jednak macie ochotę przyłączyć się do zabawy to serdecznie zapraszam :)

Suzanne Collins - Igrzyska śmierci. W pierścieniu ognia

 Autor: Suzanne Collins
Tytuł: Igrzyska śmierci. W pierścieniu ognia
Liczba stron: 359
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: Fantasy

Minęły prawie dwa lata, kiedy przeczytałam pierwszą część "Igrzysk", a na mojej półce pojawiało się coraz to więcej książek do przeczytania. Druga część trafiła na mój regał dzięki uprzejmości Darii, która razem ze mną brała udział w wymiance książkowej organizowanej przez Dominikę i została wytypowana jako moja para wymiankowa. Los chciał (chwała Bogu), że totalnie przez przypadek zamiast pierwszej części - którą miała w planie mi sprezentować, otrzymałam część drugą. Czemu chwała Bogu? A no bo pierwszą część już posiadałam. 
Przejdźmy jednak do samej lektury.
Doskonale pamiętałam, że pierwsza część przygód Katniss pochłonęła mnie doszczętnie i nie mogłam się doczekać kiedy sięgnę po kolejny tom. Ta chwila nadeszła - co prawa po bardzo długiej przerwie, ale jednak - i "W pierścieniu ognia" tak samo jak poprzedniczka wywarły na mnie ogromne wrażenie.
Zarówno Katniss jak i Peeta są zwycięzcami ostatnich Głodowych Igrzysk. Wrócili do dwunastego dystryktu, gdzie zamieszkali w Wiosce Zwycięzców, a przed nimi tournee, na którym muszą pokazać ludziom z innych dystryktów jak bardzo są w sobie zakochani i szczęśliwi. Historia zakochanych w sobie zawodników igrzysk zakończyła się dobrze. Nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby nasza główna bohaterka nie kręciła nosem i gdyby nie została zastraszona przez samego prezydenta Snowa, który nakreślił dziewczynie nieco sytuację panującą w kraju od czasu, gdy na Igrzyskach wyciągnęła trujące jagody. 
Widać, że władca nie chciałby aby w Panem wybuchło powstanie, jednak nijak potrafi zapanować nad Katniss, która nawet nieświadomie jest w stanie obudzić w poddanych chęć do walki. Bunty w dystryktach i próby wyzwolenia się spod władzy Kapitolu doprowadzają do tego, że za wszelką cenę trzeba poskromić Katniss. Jak?
Zbliża się Ćwierćwiecze Poskromienia i pora wytypować kolejnych trubutów, którzy zmierzą się na arenie. Zasady nieco się zmieniają i tym razem zamiast nowych twarzy, w Głodowych Igrzyskach mają wziąć udział... zwycięzcy z poprzednich edycji. Wiadomo co to oznacza dla Katniss - jedynej żyjącej trybutki, która zwyciężyła w Igrzyskach. Po raz kolejny stanie na arenie, zmuszona do zabicia pozostałych ludzi, by wygrać. Co z tego wyjdzie? Na pewno, coś co powinno zapaść Wam głęboko w pamięci.
"W pierścieniu ognia" pojawią się nowe postaci. Nie będzie wiadomo komu ufać, a kogo trzymać na dystans. Na szczęście Katniss i Peeta mają u swojego boku Haymitcha, którego na prawdę polubiłam. Pomimo swojego pijackiego trybu życia, intuicyjnie wie co może czekać jego podopiecznych i niejednokrotnie swoimi poradami daje do myślenia naszym bohaterom.
Autorka również w tej części nie jest oszczędna w rozlew krwi, intrygi, pakty i spiski. Wszystko to osnute miłością dwóch facetów do Katniss, jej przemyśleniami na temat własnej rodziny i jej bliskich, opryskliwych aczkolwiek trafiających w sedno docinek Haymitcha czy wzruszających pożegnań, za które w tej części najchętniej udusiłabym autorkę. Mam wrażenie jakbym czytała kolejną część Pottera, gdzie mam możliwość kogoś poznać, polubić, wręcz pokochać, a ona bezdusznie odbiera mi tę postać już na zawsze pozostawiając jedynie wspomnienia.
Fabuła bywa przewidywalna, były momenty kiedy domyślałam się jak wątek dobiegnie końca, ale zakończenie i tak mnie zaskoczyło. Autorka doskonale wiedziała w jakim momencie zakończyć drugą część, by czytelnik chciał więcej. "W pierścieniu ognia" wręcz wciągnęłam nosem i mogłabym to zrobić jeszcze raz, nawet gdyby moje serce ponownie musiało pęknąć ze smutku.
Z całego serca polecam Wam tę część, jak i pierwszą oraz ostatnią, która na pewno jest równie dobra. Bez cienia wątpliwości uznaję tę trylogię za swoją perełkę, która będzie dumnie się prezentować na moim regale. Mam nadzieję, że lektura - jeśli ktoś jest przed - przypadnie Wam tak samo do gustu jak mi i nie będziecie żałować ani sekundy spędzonej na czytaniu "Igrzysk".

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Obserwatorzy

Obserwatorzy google