J.K. Rowling - Baśnie Barda Beedle'a


Autor: J.K. Rowling
Tytuł: Baśnie Barda Beedle'a
Liczba stron: 135
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: Fantasy

Z wielką przyjemnością zapraszam Was również na filmik tejże książki!!!

Autorka znanego prawie każdemu Harrego Pottera jeszcze nie napisała czegoś co by mi się nie podobało. Wypowiadam się tu oczywiście o książkach, które przeczytałam, bo są też takie po które nie sięgnęłam. Nie będzie to zatem żadnym zaskoczeniem jeśli napiszę, że "Baśnie Barda Beedle'a należą do tychże perełek na mojej półce, do których z przyjemnością będę wracać.
Na tym mogłabym zasadniczo już skończyć ten post, ale pokuszę się o głębsze wdrożenie się w temat, tak byście wiedzieli czy warto zaopatrzyć się w taki cudowny egzemplarz (warto).
W tym jakże pięknie wydanym egzemplarzu mamy przyjemność przeczytać pięć baśni, z czego jedną zna każdy kto obejrzał lub przeczytał ostatnią część Harrego Pottera, a mowa tu o "Opowieści o trzech braciach". Każda z nich okraszona jest pięknymi rysunkami, które tylko upiększają tę książeczkę.
Jak na baśnie przystało, język jakim posługuje się autorka jest bardzo przystępny i przyjemny dla oka. Zdecydowanie można by było czytać te opowiastki własnym dzieciom. Jak dla mnie w żadnym razie nie odstają jakościowo od tych, które my sami znamy. Małe zastrzeżenia miałabym jedynie do "Włochatego serca czarodzieja", którego zakończenie jest dosyć... creepy. Jeśli ja robiłam szerokie oczy i rozdziawiałam buzię, to nie chcę sobie nawet wyobrażać jak zareagowałoby dziecko w wieku czterech, pięciu lat.
Zdecydowanie moją ulubioną baśnią jest "Fontanna Szczęśliwego Losu". Nieco przewidywalna, ale ukazująca też wiele dobrych cech charakteru, które każdy powinien pielęgnować, jakby chęć dzielenia się szczęściem z kimś innym i coś co czasem bywa dla niektórych trudne, a mianowicie nie zagarnianie dla siebie wszystkich dóbr jeśli sami mamy ich pod dostatkiem.
Każda baśń jest w pewien sposób inna. Są takie ze szczęśliwym zakończeniem, jak i dość nieprzyjemnym, ale też takie niosące głębszą naukę i te zwyczajne iście "mugolskie"
Co najważniejsze chyba, zakupując tę książkę wspieramy fundację Lumos, która walczy o to by do roku 2050 udało się zlikwidować placówki opiekuńcze i umożliwić przyszłym pokoleniom dorastanie w kochających rodzinach.
Szczególną uwagę chciałabym również zwrócić na okładkę. Jest jedną z piękniejszych jakie goszczę na swoich półkach. Oprawiona w twardą okładkę i uwydatniony pień drzewa, którego korzenie oplatają tytuł książki, daje nieziemski efekt.  Minimalizm, który w tym przypadku jest na prawdę piękny. "Baśnie Barda Beedle'a" wydane w 2017 to  jedno z tych wydań, obok których nie można przejść obojętnie.
Oprócz pięciu baśni, mamy również przy każdej opowiastce notatkę napisaną przez Albusa Dumbledore'a, który również zagłębia się w historię i przybliża nam jej powstanie, różne wydania oraz  ciekawe informacje, których nie znajdziemy nigdzie indziej.
Jeśli nadal nie jesteś posiadaczem tej książeczki, to czas najwyższy to zmienić. Bardzo przyjemna w czytaniu jak i pod względem treści, ale również jako pozycja do przeczytania dzieciom.
Z całego serca chciałabym Wam ją polecić i zachęcić do kupna, póki jeszcze jest możliwość i egzemplarze te nie stoją po 100 złotych na allegro.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Tanie księgarnie internetowe! Gdzie najlepiej kupować książki?


Buszowanie po księgarniach internetowych jest dla blogerów książkowych niczym chleb powszedni. Ja sama często z nich korzystam, a jeśli jest sposobność by kupić książki po obniżonej cenie to tym bardziej warto czasem przeszukać kilka księgarni na raz.
Przez ostatnie dwa dni na podstawie swojej listy "100 książek, które chciałabym przeczytać' [KLIK DO FILMIKU]  sporządziłam w Excelu "małe" obliczenia. Wybrałam księgarnie, z których sama najczęściej korzystam i dołożyłam do nich te, które osoby będące na grupie "KulturaniK42" wymieniali najczęściej. W ten sposób powstała mi lista ośmiu księgarni i na ich podstawie obliczyłam to co zaraz ujrzycie. 
W każdej z nich sprawdziłam cenę książki, (98 książek, ponieważ dwie nieopatrznie zdublowałam) wypisałam ją i oznaczałam od najtańszej ceny do najdroższej.
Czas zatem na wyniki.

Lista księgarni biorących udział w moich obliczeniach:
1. Matras
2. Aros
4. Dadada
5. Znak
7. Empik

Lista książek, ich ceny i porównanie cen:
(mam nadzieję, że po kliknięciu na zdjęcie będzie widać to mrowie)





Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych z Was może to być jeden wielki bełkot, dlatego spieszę z wyjaśnianiem.  Na zielono zaznaczyłam ceny książek, gdzie można je nabyć najtaniej, zaś ciemnym fioletem najdrożej. Najwięcej książek, które możemy znaleźć po niższej cenie znajduje się w Nieprzeczytane.pl (aż 55 pozycji z 98!) Najdrożej zaś wypadł Matras oraz Empik (po 17 książek)
Na drugim miejscu znajduje się, zaproponowana przez innych, księgarnia Czytam.pl, z której nigdy nie korzystałam, ale chyba czas to zmienić. Aż 26 pozycji z listy  miało drugą co do kolejności najmniejszą cenę za książkę.
Nie ukrywam, że zaskoczeniem był dla mnie Znak. Uplasował się na trzecim miejscu  i w życiu nie powiedziałabym, że lepiej wypadnie w rankingu niż Aros, z którego często, gęsto zamawiałam książki. Tak samo zdziwiłam się odnośnie Matrasa, który był dla mnie głównym dostawcą zamawianych przeze mnie książek. A tu proszę. Na równi z Empikiem, którego ceny czasem na prawdę mnie przerażają.
Zdarzało się również, że książek nie znajdowałam w danej księgarni, wtedy mają one białe tło i cenę 0. 
Są to oczywiście ceny bez żadnych kodów promocyjnych, w razie jakby ktoś z Was chciał powiedzieć - ej, nie narzekaj na Empik, czasem mają fajne promocje! (wiem, że mają, ponieważ kupiłam całą serię Wiedźmina w promocji 3 książki w cenie 2 oszczędzając jakieś...60 złotych! )

Podsumowując, wychodzi na to, że Nieprzeczytane.pl ma najtaniej, ponadto książki trafiają do klienta dobrze zabezpieczone (przy zamówieniu 8 książek, karton miałam wielki jak na wyprowadzkę, a zanim dokopałam się do książek, które przykryte były pod grubą warstwą wszelakiej folii bąbelkowej i woreczków to trochę minęło.) Będę musiała zrobić kiedyś zamówienie na Czytam.pl, zaś jeśli o Znak chodzi, to ostatnio jak zamawiałam książki, były w cudnym kartonie, który do dziś (2 kartony) stoi na moim regale. Nie wiem, czy jeszcze w takowych wysyłają, ale wysyłali :P 

Mam nadzieję, że moja praca nie poszła na marne i komuś tym postem pomagam oraz, że podobały się Wam moje bądź co bądź dwudniowe wysiłki :). Napiszcie gdzie Wy najczęściej kupujecie książki i czy sobie chwalicie księgarnie, stan przesyłek, cen itd.  Być może są jeszcze tańsze odpowiedniki, o których nie mam zielonego pojęcia. Piszcie śmiało!!!

Podsumowanie - kwiecień 2017


Kwiecień za nami i czas przywitać najpiękniejszy miesiąc roku jakim jest maj. Zanim jednak ruszymy z majem (o ile ruszymy, bo coś ostatnio kiepsko u mnie z czytaniem) to sprawdźmy jak minął mi kwiecień!

1. Liczba przeczytanych książek: 2 (-3)
2. Liczba przeczytanych stron: 1 127 (- 805)
3. Liczba postów: 3 (-5)
4. Liczba obserwatorów (blogspot): 114 (+1)
5. Liczba obserwatorów (Google+): 163 (-1)
6. Liczba subskrybentów You Tube: 64 (+23)
7. Liczba polubień na Facebooku Literackiej: 102 (+7)
8. Post z największą liczbą wyświetleń: Adam Magdoń - Rzeczpost-Apokaliptyczna Polska
9. Post z najmniejszą liczbą wyświetleń: Podsumowanie - luty, marzec 2017

O tyle, o ile wiedziałam, że z czytaniem ostatnio u mnie krucho to takiej frekwencji na You Tubie się nie spodziewałam. W głównej mierze to zasługa  grupy na Facebooku o zacnej nazwie "KulturalniK42" założonej przez 3 booktuberów właśnie :) Padł post mówiący - podawać swoje konta, no to podałam i KABOOM TSSS. Oprócz tego trochę się pospamiło u szanownego pana Kyceusza i tam też kilka osób się zainteresowało, więc WOW WOW WOOOOOW! :) Jestem szalenie zadowolona :) czego nie mogę powiedzieć o czytaniu... Przeczytałam tylko dwie książki z czego jedną miałam możliwość przeczytania dzięki wydawnictwu AlterNatywne za co serdecznie jeszcze raz dziękuję.
Jak to będzie z tym moim majem to nie wiem. Na prawdę zielonego pojęcia nie mam. Tak zielonego jak trawa w moim ogródku :(  Jest dużo planów, pomysłów, jakieś wyjazdowe terminy i to one mi psują wszystko, bo się na nich skupiam przez co stopuję na blogu.  Mam nadzieję, że będę potrafiła to wszystko ze sobą jakoś ładnie połączyć.
Dużą ilość czasu spędzam na strumykach, zwłaszcza u Kyca i tak sobie oglądam i oglądam i cały dzień poszeeeeeedł (no dobra... pół nocy) mam pewien pomysł a filmik, ale muszę go dobrze rozegrać i ustalić sobie kilka ważnych o ile nie najważniejszych detali :) byłabym bardzo bardzo ale to BAAAAAAAAARDZO zadowolona, gdyby ten mój filmik wszedł w życie, ale niestety w większej mierze nie zależy to ode mnie. No zobaczymy. 
Jeśli pomijając bloga, YT, Fb i wszystko inne, to do mojej chomiczej rodzinki dołączył chomikeł, którego jeszcze nie ochrzciłam xD MAŁO TEGO! Franklin okazał się FranklinKĄ!  bo ten nowy chomikeł chciał go stukać xD no ale bez szczegółów xD zatem muszę ochrzcić oba xD ubolewam jedynie, że nowy chomik jest już duzi i w dalszym ciągu się do mnie nie przyzwyczaił, boi się i w ogóle dupnie. Ale trudno :(
oto on. 
No to chyba wszystko. Jeśli macie jakieś pytania czy coś to piszcie śmiało. Ja mam nadzieję, że jeszcze napiszę coś w tym miesiącu w maju, w zasadzie to jestem do tego zobowiązana, także do zobaczyska :)

Maria Dahvana Headley - Magonia


Autor: Maria Dahvana Headley
Tytuł: Magonia
Liczba stron: 288
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Kategoria: Fantasy

Dla osób chcących sobie pooglądać i posłuchać, zapraszam na swój kanał, gdzie można znaleźć filmik z "Magonią" :) 



„Magonia” to książka, którą dostałam pod choinkę. Czytałam powierzchownie opinie innych czytelników na jej temat i w większości były to pozytywne recenzje. Nie chciałam podchodzić do tej książki zbyt optymistycznie, by się nie rozczarować. Sięgnęłam po nią z neutralnymi odczuciami, gdzieś podświadomie pragnąć, by historia mi się podobała. Jak było? 
Przede wszystkim muszę zwrócić uwagę na fakt, że „Magonia” wycisnęła ze mnie łzy, co bardzo wysoce sobie cenię. (Nie łzy, ale emocje jakie dana historia, może wydobyć z człowieka). Jeśli jakaś książka, gra, czy film sprawia, że czuję się poruszona, rozbawiona do granic możliwości czy czuję autentyczny lęk, to znaczy, że pozycja dana ma potencjał, jest dobra i zasługuje na najwyższe noty.
W tym miejscu mogłabym zakończyć swoją bazgraninę. Wiecie, że „Magonia” jest dobra i ja oceniam ją najwyższą notą jaką sobie ustaliłam, ale chciałabym Wam przybliżyć nieco z czym to się je.
Nasza główna bohaterka Aza cierpi na tajemniczą chorobę płuc. Nikt do końca nie wie, co to za choroba, zaś dziewczyna więcej czasu spędza w murach szpitala niż we własnym domu. Lekarze nie widzą przed nią świetlanej przyszłości, a i bliscy są psychicznie przygotowani na najgorsze, chociaż nikt głośno tego nie mówi.
Cała sytuacja diametralnie się pogarsza kiedy dziewczyna zauważa statek na niebie, z którego ktoś ją nawołuje, a rodzina zwala winę na brane przez nią leki, które według nich wywołują halucynacje. Jedynie jej przyjaciel Jason wydaje się wierzyć Azie . Mało tego przekazuje jej tajemniczą karteczkę, na której zapisał pewną wiadomość. Wiadomość, na którą dziewczyna nie jest w stanie odpowiedzieć, bo… umiera. 
W tym momencie cała akcja przenosi się do tytułowej Magonii, w której pojawia się Aza. Dziewczyna nie za bardzo wie, jak się tam znalazła, do tego wszyscy wmawiają jej, że należy do tego świata kiedy ona sama uparcie twierdzi, że jej miejsce jest na ziemi. 
Jej całe dotychczasowe życie wywraca się do góry nogami. Z dnia na dzień musi stać się całkiem inną osobą i nie jest pewna czy to jej odpowiada oraz czy plany pewnej pani kapitan jej się podobają.
„Magonia” to wzruszająca historia o szukaniu samego siebie, słuchaniu głosu serca, ale również rozumu. To opowieść o zerwanych więzach rodzinnych, przyjaźni do przysłowiowej grobowej deski, a nawet i dłużej i wyborach między tym co dobre, a tym co konieczne. 
Książka ta wiele razu mnie wzruszyła. Główna bohaterka emanowała ciepłem i empatią oraz odwagą jakiej niejeden mógłby jej pozazdrościć. Na szczególne uznanie zasługuje również przyjaciel Azy – Jason, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych i takich, których nie znalazłby w Internecie. Prawdziwy haker z krwi i kości, którego w Strefie 51 powinni się obawiać.
Autorka stworzyła cudowny świat, a w zasadzie światy, między którymi potrafiła płynnie się przenosić. Nie ma tutaj niczego za dużo, ani niczego za mało. Historia jest ciekawa, porywająca i intrygująca. Aż się prosi by po nią sięgnąć.
Okładka również ma w sobie to coś, co przykuwa wzrok i chce się na nią spoglądać przez dłuższą chwilę. Po przeczytaniu całej lektury i spojrzeniu na okładkę, czuję, że mogłabym ją zinterpretować jako „wolność”, „początek czegoś nowego”. To pióro, z którego „wylatują” ptaki jest jak żywe ciało, jak podstawa życia tych latających stworzeń, które każde jest oryginalne, ma potencjał i chce żyć pełną piersią.
Osobiście bardzo polecam „Magonię” , zwłaszcza że doczeka się ona swojej kontynuacji, gdzie perypetie Azy z pierwszej części na pewno będą wyjaśnione. Sama już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po drugi tom tej intrygującej opowieści i Wam również polecam zaznajomienie się z nią czym prędzej jeśli ktoś tego nie zrobił.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Adam Magdoń - Rzeczpost-Apokaliptyczna Polska


Autor: Adam Magdoń
Tytuł: Rzeczpost-Apokaliptyczna Polska
Liczba stron: 839
Wydawnictwo: AlterNatywne
Kategoria: Sci-fi

Polski autor opisujący wydarzenia mające miejsce w Polsce, polityczne intrygi, wojny, bitwy, dużo krwi... Ta książka gatunkowo i tematycznie trochę mi nie odpowiadała, ale postanowiłam dać jej szansę, chociażby tylko dlatego, że byłam ciekawa jak ja to zniosę, a mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Czy tym razem trafiłam do piekła? Zdecydowanie tak! Piekła, którego mam nadzieję, nigdy nie dożyję, a jeśli już to poproszę o tę trzecią opcję (której brak).
Cała historia dzieje się po trzeciej wojnie światowej, kiedy świat zostaje zniszczony przez bombę atomową. Ludzie zaczynają chorować, w państwach narosła bieda i nędza, a ci wyżsi szczeblem mają to w czterech literach.
Autor skupił się  na sytuacji w Polsce, która dostała troszkę mniej po tyłku i tutaj umieszczona jest cała akcja, a dokładnie w moim ukochanym Krakowie, które zmieniło nazwę (jak większość większych miast) na Nowy Kraków.
Coraz bardziej rozwijająca się przestępczość spowodowała, że do życia zostali powołani Kaci. Specpolicjani, którzy bez wcześniejszego procesu mogli wykonywać wyroki śmierci za większe przestępstwa, do których zaliczała się na przykład działalność narkotykowa. To własnie ona będzie takim głównym tematem w całej książce, a przynajmniej spoiwem łączącym najważniejszy wątek.
W Nowym Krakowie zaczęły pojawiać się mutanty, które były efektem zażycia narkotyku o nazwie Werewolf, zaś grupa katów, a dokładnie "Zbiry Drwala" dostali polecenie, by z owymi mutantami walczyć.
Od samego początku pojawienia się na czarnym rynku Werewolfa, nadinspektor Walczak zaczyna zachowywać się co najmniej dziwnie i nie uchodzi to uwadze szefa Zbirów Drwala. Wraz ze swoimi kolegami z zespołu i dołączoną do nich Rookie, postanawiają przeprowadzić tajne śledztwo i dowiedzieć się co knuje Walczak. Ciekawi ich dlaczego napaści zmutowanych ludzi, można by rzecz, zadowalają go, chociaż powinien być zrozpaczony tym, że setki tysięcy niewinnych ludzi traci życie.
Kto zatem stoi za rozprowadzeniem tego niebezpiecznego narkotyku? Jakie tajemnice skrywa Walczak? Kim jest Księżniczka, która została wręcz uznana jako postać legendarna i nie istniejąca? Co tak na prawdę odkryją Zbiry Drwali i jakie będą tego skutki?
Na te pytania uzyskacie odpowiedź jeśli sięgniecie po tę pozycję, a szczerze Wam ją polecam.
Autor bardzo dokładnie przedstawił nam Polskę jaka może być, ale całe szczęście nie musi tak wyglądać. Wykreował kilkanaście charakterystycznych postaci, z którymi czytelnik może się zżyć i  szczerze je polubić bądź znienawidzić. W "Rzeczpost-Apokaliptycznej Polsce" został przedstawiony brutalny, pełen nędzy i ubóstwa kraj, w którym rządzący martwili się tylko i wyłącznie o swoje szczęście, zaś większość społeczeństwa miała im służyć jako tania siła robocza, lub co gorsza darmowa!
Prawie na każdej stronie wylewają się hektolitry krwi, zaś sam szewc powstydziłby się takiego języka. Ba! Nawet rzeźnik mało kiedy tak często rzuca mięsem, jak to robił autor w książce. To nadaje pełnokrwistego klimatu fabule, gdzie niejednokrotnie ludzkie wnętrzności lądują na ziemi.
Co rzuciło mi się w oczy to wizja dwustu (tak, dobrze czytacie) piętrowych wieżowców. Samo ich wyobrażenie powodowało, że zaczynał boleć mnie kark. Nie tylko to powodowało, że różne części ciała zaczynały mnie metaforycznie boleć. Pan Adam genialnie opisał wszystkie sytuacje mające miejsce w książce. Co prawda czasem zastanawiałam się, po co tak dokładnie opisuje postaci, które za chwile przestaną mieć kompletnie znaczenie, ale poniekąd dzięki takim mało ważnym i nic nie wnoszącym do całości bohaterom, całe opowiadanie było bardziej realistyczne.
Również okładka zwróciła moją uwagę. Zawsze jeśli widnieje na niej jakaś postać to zastanawiam się czy jest to ktoś opisany w książce, czy po prostu od tak, obrazek. Doszukuję się w wyglądzie specyficznych cech, które jakoś by mnie naprowadziły i tym razem było tak samo.
Jeśli przeczytacie tę pozycję, na pewno też jedną z bohaterek dopasujecie do postaci z okładki. 
Aby nie przeciągając dłużej, jeszcze raz bardzo Wam polecam tę książkę. Pomimo swej grubości nie  nuży, cały czas trzyma w napięciu i intryguje, ja sama zaś nie pogniewałabym się, gdyby pojawiła się jakaś kontynuacja. 

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Przeczytam tyle ile mam wzrostu 5 cm

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu AlterNatywne 

Link do oficjalnej strony książki znajdziecie tutaj: [LINK]

Podsumowanie - luty, marzec 2017

Chciałam napisać podsumowanie lutego, ale jakoś nie miałam kiedy i... no nie wyjszło mnie. :P 
Za to teraz postanowiłam, że nadrobię zaległości i oprócz marca dostaniecie również dawno zapomniany luty.


1. Liczba przeczytanych książek: 5
2. Liczba przeczytanych stron: 1 932 ( +13)
3. Liczba postów: 8
4. Liczba obserwatorów (blogspot): 113
5. Liczba obserwatorów (Google+): 164
6. Liczba subskrybentów You Tube: 41 (+7)
7. Liczba polubień na Facebooku Literackiej: 95
8. Post z największą liczbą wyświetleń: Blog w pigułce
9. Post z najmniejszą liczbą wyświetleń: Podsumowanie styczeń 2017


Chyba po raz pierwszy w historii mojego bloga zdarza się, żeby podsumowanie miało najmniej wyświetleń, ale może to dobrze? bo znakiem tego recenzje mają więcej? Liczba przeczytanych książek nie zmalała ani nie wzrosła, co też jest powodem do radości bo to znaczy, że trzymam poziom.
Ogromnie się cieszę, że mój kanał na YT powolutku się rozszerza. W lutym dołączyło siedem nowych osóbek, którym z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować :) 
Nie pisałam o tym w styczniu, ale jestem prawowitą właścicielką Terrorysty, Ramba, Wariata, Oszołoma, Mr Chomikeła, Pana Franklina, którego możecie zauważyć na załączonym obrazku. Oto on :D
No i to tyle jeśli chodzi o podsumowanie lutego, które miało być już miesiąc temu, a jest na przełomie kwietnia (brawo ja). Pocieszam się jednak myślą, że są i tacy zdolni ludzie, którzy robią podsumowania z półrocznym opóźnieniem "sołłłł" nie jestem aż taka zła :P 
Przejdźmy zatem do marca, który minął kilka dni temu :)

1. Liczba przeczytanych książek: 3 (-2)
2. Liczba przeczytanych stron: 1 066 (-866)
3. Liczba postów: 3
4. Liczba obserwatorów (blogspot): 115 (+2)
5. Liczba obserwatorów (Google+): 163 (-1)
6. Liczba subskrybentów You Tube: 44 (+3)
7. Liczba polubień na Facebooku Literackiej: 100 (+5)
8. Post z największą liczbą wyświetleń: Nicky Pellegrino - Weneckie lato
9. Post z najmniejszą liczbą wyświetleń: Marcus Sedgwick - Niezauważalna

No i tak posypała się moja ciągłość w czytaniu książek, a było to spowodowane (Emil nie krzycz!) otrzymaniem w prezencie miesięcznego abonamentu do gry Final Fantasy 14. Zamiast czytać ogrywałam się jak głupia w każdej prawie wolnej minucie, by wycisnąć z tego miesiąca ile się tylko da. Ponadto miałam małe przemeblowanko, wezwanie do Urzędu Pracy (więc się człowiek nastresował) i ogólnie jakoś tak... no nie wyjszło. Jeśli książek było mniej to i strony poszły w dół, ALE!!! Witam serdecznie i ciepło dwie nowe osóbki w moich skromnych progach. Mam nadzieję, że nie uciekniecie w popłochu! :) Na kanał też przybyli nowi "wyznawcy", ale tych to akurat ja znam :P witajcie Kyceuszowi widzowie :) Równie ciepło witam pięć osób z Facebooka.
W kwietniu na pewno pojawią się przynajmniej trzy recenzje - taką mam nadzieję, ale również jestem do dwóch opinii zobowiązana "sołłłł"... wyczekujcie.
Aby nie przeciągać, w tym miejscu się z Wami pożegnam. Życzę Wam słonecznego kwietnia, dużo książek i wszystkiego co najlepsze o! (zabrzmiało trochę jak życzenia urodzinowe :P )

Kat Zhang - Co ze mnie zostało


Autor: Kat Zhang
Tytuł: Co ze mnie zostało
Liczba stron: 392
Tłumaczenie: Gabriela Jakubowska
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Kategoria: Fantasy

Czasami mam wrażenie, że to wcale nie fantastyka. Niektórzy z nas mają w sobie "drugie ja", rozmawiają sami ze sobą, czują jakby oprócz nich, ktoś jeszcze zamieszkiwał ich ciało, jednak to nadal jedna i ta sama osoba. Nie tak jak w książce gdzie dwie dusze zamieszkują jedno ciało i na przemian je kontrolują. Taka jest właśnie Addie i Eva. Dziewczyny, które od urodzenia są razem. Wiedzą o sobie dosłownie wszystko, znają się na wylot. Problem jest jednak taki, że  osoby takie jak one - hybrydy - rząd chce wytępić. Chce wykorzenić jedną z dusz, by pozostała jedna. Każde dziecko przechodzi szereg badań i terapii by się "ustalić". Zarówno Addie jak i Eva nie mają zamiaru tego zrobić, dlatego jedna z nich postanawia, że będzie jedynie myślami. Zaprzestanie kontroli nad ciałem, tak by każdy myślał, że została jedna dusza. To Addie jest tą kontrolującą, do czasu kiedy na ich drodze pojawia się Hally.
Okazuje się, że na świecie nie tylko Addie i Eva postanowiły ukryć swoje prawdziwe oblicze. Takich osób jest o wiele więcej. Jednak by się z nimi skontaktować, dziewczyny muszą wydostać się z kliniki Nornand do której zostały sprowadzone w celu przeprowadzenia kilku badań. Ich pobyt miał się ograniczyć do dwóch dni jednak ten nieco się przedłużył. Wraz z Hally i jej bratem Devonem starają się wydostać z miejsca, gdzie czeka ich operacja mająca na celu wytępienie ich drugiej duszy. Mają swoich sprzymierzeńców po za murami kliniki i w miarę możliwości się z nimi kontaktują, ale muszą uważać, by nie zostać nakrytym.
"Co ze mnie zostało" to cudowna historia o poznawaniu samego siebie, pokonywaniu własnych słabości, o walce o życie i przeciwnościach losu. Z odrobiną miłości, którą ciężko jest okazać, kiedy nasze ciało zamieszkuje jeszcze inna dusza, która ma odmienne zdanie na różne tematy. 
Obawiałam się właśnie tych sytuacji... rozmyślałam co się stanie kiedy jedna z dusz będzie chciała kogoś poślubić, mieć dzieci. Jak, mając do dyspozycji tylko jedno ciało można to wszystko pogodzić, tak by ta druga osoba nie była pokrzywdzona. 
Autorka aluzyjnie daje nam odpowiedź, że jest pewien sposób, ale o nim prawdopodobnie dowiemy się dopiero w kolejnej części, którą ogromnie mocno chciałabym przeczytać.
To nieszablonowa opowieść i nie spotkałam się z podobną do niej, co sprawiło, że bardzo zaciekawiła mnie koncepcja tej pozycji. Autorka zdecydowanie ma patent na całą historię, która mnie osobiście wciągnęła i chciałabym przeczytać kontynuację tej historii. 
Serdecznie zachęcam Was do zapoznania się z tą pozycją. Budująca napięcie, miejscami dynamiczna, wzruszająca opowieść, która spodobała mi się na tyle, by wciągnąć ją nosem. Po jej przeczytaniu najdzie Was chwila namysłu, czy żyjecie w zgodzie z własnym ja i czy mimo presji ze strony społeczeństwa nadal jesteście sobą, czy może jednak zaczęliście udawać kogoś innego, kim nie jesteście i nigdy nie będziecie.
"Co ze mnie zostało" jest nietuzinkową opowieścią, z którą powinniście się zaznajomić. Ma ona w sobie coś takiego, że przyciąga i chce się poznać jej zakończenie. Ja zdecydowanie będę wyczekiwać kolejnej części i mam nadzieję, że oczaruje mnie jeszcze bardziej niż ta.

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Nicky Pellegrino - Weneckie lato


Autor: Nicky Pellegrino
Tytuł: Weneckie lato
Liczba stron: 422
Tłumaczenie: Magda Witkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Kategoria: Lit. współczesna

Czy zdarzyło się Wam kiedyś zamarzyć o innym życiu? Być w skórze obcej osoby, żyć jej życiem, wyjechać i zostawić wszystko za sobą, by zacząć wszystko od nowa z nową, czystą kartką?
Czy może Wasze życie jest na tyle dobre, by nie mieć potrzeby zmiany go na lepsze, bardziej dogodne? Możecie poszczycić się tym, że macie wymarzoną pracę, kochającą rodzinę, dach nad głową?
Nasza główna bohaterka  Addolorata Martinelli, w skrócie po prostu Dolly, należy do tych drugich, którym według mnie nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne, ale czy aby na pewno?
Zapewne większość z Was wie, że aby żyć na własny rachunek trzeba mieć dobrą pracę, ta zaś pochłania większą część naszej egzystencji. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że żyjemy po to by pracować i pracujemy po to by żyć. 
Troszkę podobnie jest w życiu Dolly, która większą część czasu spędza we własnej restauracji, aniżeli z rodziną. Jest tak zaangażowana w to co robi, że kiedy na łamach gazety pojawia się opinia na temat jej restauracji, wydana przez sławnego krytyka i nie należy ona do opinii pozytywnych, kobieta załamuje się. Zaczynają pojawiać się kłótnie w domu - o ile w ogóle Dolly ma tam czas zajrzeć, ponadto jej mąż ma problemy z plecami, więc zarówno on jak i ona chodzą podrażnieni i wypływa z ich ust na tyle dużo jadu, by postanowili od siebie odpocząć.
W tym momencie do akcji wkracza siostra Dolly, która kupiła podwójny bilet do Wenecji. Dla siostry i jej córki Katii. Oczywiście bohaterowie muszą mieć włożone kija w dupę, bo zarówno córka jak i jej ojciec zaczynają strzelać większe fochy niż kobieta podczas okresu. Katia nie chce wyjechać na dwa tygodnie do Wenecji, twierdząc, że ma wycieczkę klasową, a to jakieś przedstawienie, a to urodziny koleżanki... i że nie może żadnego z tych wydarzeń opuścić. Zatem kobieta jedzie sama.
Większa cześć książki opowiada właśnie o tym, co na miejscu czekało Dolly. Co robiła, gdzie się zatrzymała,a przede wszystkim... co jadła.
Ja wszystko rozumiem... szefowa kuchni, obsesja na punkcie swojej restauracji, ale żeby non stop pieprzyć o tym co się miało na talerzu, jakie ma się pomysły na nowe dania czy jakie produkty spożywcze mijało się podczas zwiedzania Wenecji? No bez jaj!
Cała akcja kręciła się wokół tego, co było na talerzu. Każda strona poświęcona było napełnianiu brzucha i dromaderowaniu po Weneckich uliczkach, włączając w to ich nazwy i opisy. To tak, jakbym ktoś napisał taką książkę, a punktem wycieczki miałaby być Warszawa. No to jazda! W restauracji, na ulicy takiej i śmakiej jadło się to, tamto i sramto. Na tamtej ulicy był hotel, a kilka uliczek dalej, które nazywały się tak i owak, było to i tamto. Ja pier*** chciałoby się napisać. Kogo na Boga obchodzi tyle, według mnie, bezsensownych informacji?
Fabuła nie była zła. Miała w sobie coś z obyczaju, spokoju i odreagowania. Były ciekawe wątki, ale jak zbliżała się pora obiadowa to mnie szlag jasny trafiał. Ponadto niesamowicie działał mi na nerwy mąż Dolly. Czego kobieta nie powiedziała to było źle. Wieczny, nieustający foch, zaś jej córka jakaś rozkapryszona. Ja rozumiem... nastolatka... ale taką to bym zamordowała. Jednym słowem kij w dupie osadzony bardzo głęboko.
Myślałam oczywiście, że już nic więcej mnie wkurzyć nie mogło, ale główna bohaterka musiała dorzucić do pieca. Zrobiła coś z czym ja osobiście nie mogłabym żyć. Sumiennie by mnie zabiło, no ale cóż...
Ta cała podróż do Wenecji miała na celu odbudowanie relacji małżeńskich, w zasadzie mogę się tu pokusić o stwierdzenie, że miała na celu uratowanie małżeństwa, które i tak utrzymywało się PRAWIE jedynie z papierku.
Czy Wenecja pomogła odnaleźć Dolly to, czego szukała? Musielibyście przeczytać sami.
Być może gdybym przeczytała tę książkę jeszcze raz, to znalazłabym w niej więcej ciekawych rzeczy, które umknęły mi przy pierwszym spotkaniu. Za bardzo byłam skupiona na tym jedzeniu i weneckich uliczkach, by doszukiwać się innych rzeczy, ale jestem przekonana, że one się tam kryją. Lista rzeczy dających szczęście, prosty przepis na życie... po prostu. Jest w "Weneckim lecie" pewna kobieta, która swoją obecnością ubarwia całą fabułę. Ma swoje za uszami, ale kto nie ma?
Co zatem skusiło mnie by kupić książkę, którą oceniam na dopa? (taki z plusem, ale jednak).
Okładka. Jestem po prostu nią oczarowana. Wgapiałam się w nią jeszcze zanim w ogóle pomyślałam o kupnie książki i jest ona tak cudowna, a ja chyba jestem jakimś zbieraczem okładek, że ciężko będzie mi się z nią rozstać i nie wiem czy to kiedykolwiek uczynię. Ona jest po prostu tak bajeczna, tak bardzo mi się podoba, że z uwagi na samą okładkę, książkę sobie zatrzymam, nawet jeśli jest ledwo mierna.
Jeśli ktoś z Was czytał tę książkę i ma odmienne zdanie od mojego to z chęcią przeczytam Wasze recenzje. Może dzięki Wam zmienię zdanie na temat tej książki? Zagłębię się w nią ponownie i postaram się odkryć jej drugie dno, którego tym razem nie dostrzegłam.

Moja ocena: Dopuszczający
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Przeczytam tyle ile mam wzrostu 2,6 cm

Marcus Sedgwick - Niezauważalna


Autor: Marcus Sedgwick
Tytuł: Niezauważalna
Liczba stron: 252
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo: YA!
Kategoria: Lit. piękna

Kiedy kupuje się książki nie wiedząc za bardzo jaka jest ich treść możemy natrafić na trzy typy.
Pierwszy z nich to istna klapa, totalny shit, coś co trzeba jak najszybciej komuś opchać, spalić w piecu... cokolwiek!
Drugi typ to taki gdzie czytasz książkę, historia Cię interesuje, ale nie sikasz z wrażenia, ani nie masz względem tej książki myśli terrorystycznych. Po prostu przeczytałeś, było fajnie, ale jednorazowo. Taka nasza Szwajcaria.
Trzecim typem książek są te, które wychwalałbyś do upadłego. Wznosił pomniki na cześć autora i bohaterów, których wykreował. Perła nad perłami, istne dzieło sztuki.
Jak było w moim przypadku przy spotkaniu z "Niezauważalną"? Średnio, względnie... Jak Szwajcaria.
Naszą główną bohaterką jest Laureth. Dziewczyna, której imię ojciec, pisarz, znalazł w... składzie chemicznym szamponu do włosów. Od taki bujający w obłokach tatulek.
Właśnie to on będzie wiązał całą akcję. Jako pisarz, szukający inspiracji, często jest po za domem, zaś jego korespondencją mailową zajmuje się córka. Wszystko odbywa się bez większego zamieszania, do czasu kiedy dziewczyna odczytuje wiadomość o odnalezionym notesie ojca, którego znalazca znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Co dziwne, pisarz zapewnił całą rodzinę, że przebywa w Szwajcarii, co zaniepokoiło Laureth. Jak notes, którego pan Peak pilnuje jak oka w głowie znalazł się w USA, kiedy on sam był na całkiem innym kontynencie?
Swoimi wątpliwościami podzieliła się z mamą, jednak ta zdawała się być obojętna, na domysły córki i kazała jej przestać panikować.
Jak można się domyśleć, nasza główna bohaterka uparcie przystawała przy swoim dlatego kiedy nadarzyła się okazja, postanowiła na własną rękę odszukać tatę.
Zadanie to nie należało do najprostszych ponieważ dziewczyna była niewidoma, a za jej przewodnika po Stanach służył siedmioletni brat Benjamin, który no można rzec, nie należał do takich... normalnych dzieci.
"Niezauważalna" to historia o poszukiwaniu, pokonywaniu własnych słabości. Po części jest to też historia osoby niewidomej, jej spojrzenie na świat i to jak musi się przystosować do świata osób, które widzą wszystko. 
Dużą rolę w opowiadaniu pełnią też zbiegi okoliczności, ale jakie i o czym one są będziecie musieli dowiedzieć się sami. Tak standardowo już. Ja Wam nic nie zdradzę, nawet jeśli książkę przeczytałam i już nigdy do niej nie wrócę, bo na to niestety się zapowiada. 
To była przyjemna lektura na raz. Piękna i na swój sposób przyciągająca, ale nie aż tak by do niej wracać po kilka razy. Jeśli chcecie się odprężyć i nie przeszkadzają Wam bohaterzy nieco postrzeleni, jak ma to miejsca w "Niezauważalnej" to proszę bardzo. Przeczytajcie. Byłam zainteresowana jak zakończy się cała ta historia, gdzie zaprowadzi rodzeństwo i czy po powrocie do domu mama ich nie zabije, za dokonanie tak ryzykownej podróży. Odpowiedzi na te pytania otrzymałam i to mi wystarczy. A Wam? 

Moja ocena: Dostateczny
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Suzanne Collins - Igrzyska śmierci. Kosogłos

Autor: Suzanne Collins
Tytuł: Igrzyska śmierci. Kosogłos
Liczba stron: 371
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: Fantastyka 

"Kosogłos" jest ostatnią części serii "Igrzyska śmierci" i ciężko rozstać się z bohaterami, których na prawdę się polubiło. Z jednej strony ciekawość zżerała jak ta cała farsa się zakończy, z drugiej jednaj strony trochę żal, że nic więcej już nie będzie.
Dystrykt dwunasty został zrównany z ziemią. Tym, którym udało się uciec i których uratował Gale, trafili do dystryktu trzynastego, który od lat prosperował pod ziemią. Katniss po ostatnich wydarzeniach z poprzedniej części, również tam się znajduje, tak samo jak jej matka z siostrą oraz Haymitch. Niestety wśród nich nie ma Peety, który znajduje się w Kapitolu pod czujnym okiem Snowa. 
Rebelianci z trzynastki przygotowują się do obalenia władzy w Kapitolu, wpierw jednak muszą mieć po swojej stronie wszystkie dystrykty. Aby tak się stało, potrzebny jest Kosogłos, a na to miejsce nadaję się tylko i wyłącznie Katniss. Niestety dziewczyna po ostatnich wydarzeniach nie jest za bardzo chętna na pozostanie twarzą rebelii, jednak po rozmowie z siostrą, dochodzi do wniosku, że dzięki temu może ugrać coś dla siebie. Zgadza się na zostanie Kosogłosem, ale stawia warunki, których prezydent trzynastego dystryktu musi dotrzymać
Przed dziewczyną trudne chwile. Będzie musiała wielokrotnie stawać przed kamerą i uświadamiać zwykłych ludzi, kto jest prawdziwym zagrożeniem. Z jej głowy nie będzie chciał wyjść Peeta. Póki chłopak znajduje się w Kapitolu, dziewczyna nie potrafi skupić się na powierzonych jej zadaniach. Gale kiedy tylko może i kiedy Katniss mu na to pozwoli jest przy niej, jednak to nie wystarcza. By Kosogłos mógł zaśpiewać, jej towarzysz z areny musi zostać odbity z rąk Snowa.
Niestety nawet wtedy przed dziewczyną stoi wiele wyzwań, z którymi w taki czy inny sposób będzie musiała sobie poradzić.
Zarówno ta część jak jej poprzedniczki, wciągnęłam nosem w na prawdę krótkim czasie. Fabuła nieziemsko mnie zaciekawiła i nie potrafiłam oderwać się od lektury, nawet gdyby miało to oznaczać zarwanie nocki.
Były chwile wzruszenia, kiedy to autorka powoli i z premedytacją oraz pełną świadomością swojego czynu wbijała mi nóż w serce i wyciskała łzy z oczu. Były momenty kiedy chciałam nawrzeszczeć na Katniss, Gala, Peetę... kiedy miałam ochotę powiedzieć Haymitchowi, że nie ma drugiego takiego jak on i z chęcią postawiłabym mu flaszkę. Bywały też momenty, że chciałabym podziękować za wszystko autorce, by za chwilę przekląć ją i wysłać do wszystkich diabłów. 
Zakończenie mi się nie spodobało z wielu powodów, o których nie będę tu pisać, by nie spoilerować. Jedyne co mogę napisać to fakt, że Collins mogła nieco jaśniej nakreślić dalsze losy poszczególnych bohaterów, a nie tylko wspomnieć, że żyją i gdzie obecnie mieszkają. Według mnie to za mało, biorąc pod uwagę fakt, że z innymi postaciami wybiegła daleko do przodu (tak jak pisałam we wcześniejszej recenzji "W pierścieniu ognia", czasem mam wrażenie, że czytam drugiego Pottera, a raczej coś co wyszło spod pióra Rowling)
Pomimo tego, że "Kosogłos" to ostatnia część przygód Katniss, żegnam się z nią w dosyć smutny sposób. Prawdziwe perełki przychodzą niespodziewanie... nagle... tak jak "Igrzyska śmierci" wychwalane lata temu, a które ja przeczytałam dopiero teraz. To jak pożegnanie z przyjacielem, którego mamy świadomość, już nie zobaczymy, ale możemy wrócić do wspomnień i tego co było.
Z całego serca będę polecać każdemu, by zapoznał się z tą trylogią. Nie zważajcie na lekko zaniżoną u mnie ocenę.  Pomyślałam, że muszę - tym razem - uargumentować Wam dlaczego nie ma celującego, a jest bardzo dobry. Otóż, gdybym ja była autorką Igrzysk, zakończenie trylogii nieco by się różniło od tego, które znamy. Jest to dla mnie taki dobitny minusik, że po prostu musiałam w zgodzie ze swoim sumieniem zaniżyć ocenę. Po za tym nie mam historii nic do zarzucenia. Wzruszająca, piękna i dająca troszkę do myślenia opowieść o tym, jak w obliczu śmierci zachowuje się człowiek i do czego jest zdolny, a przede wszystkim jak dużo jest w stanie osiągnąć kiedy nie walczy w pojedynkę.

Moja ocena: Bardzo dobry
Książka bierze udział w wyzwaniach:

Obserwatorzy

Obserwatorzy google