Guy Gavriel Kay - Fionavarski Gobelin


Tytuł: Fionavarski Gobelin
Autor: Guy Gavriel Kay
Liczba stron: 1 306
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Kategoria: fantasy

Jakże długo męczyłam się z tą książką! Niemniej jednak jestem zadowolona, że ją przeczytałam. Pewnie zapytacie czemu i już śpieszę do Was z wyjaśnieniami. Znajdując to opasłe tomiszcze w bibliotece przeczytałam mini streszczenie, które znajduje się niemal w każdej książce. Jako zwolenniczka fantastyki, zaciekawiło mnie od razu!:

"Wszystko zaczęło się od wykładu, na którym piątka uniwersyteckich studentów poznaje doktora Lorena Marcusa vel Lorena Srebrny Płaszcz, czarodzieja, człowieka, który nieodwracalnie zmieni bieg ich życia i przeniesie ich z Ziemi, jaką znają, do serca najstarszego ze wszystkich światów - Fionavaru.
W tej niezwykłej magicznej krainie, zamieszkanej przez ludzi, krasnoludy, przedziwne mitologiczne stworzenia, czarodziejów i bogów, Kimberly, Dave, Jennifer, Kevin i Paul będą musieli zmierzyć się z uosobieniem zła w postaci Rakotha Maugrima Spruwacza..."

Ciekawie brzmi? A jakżeby inaczej! Oprócz tego tylna okładka książki zapewnia nas takowymi słowami:

"Jedna z najlepszych powieści fantasy jakie ukazały się od czasów Tolkiena!"

Pozostaje nic innego jak zabijać się o tą książkę w bibliotekach, targach i księgarniach byle tylko ją mieć. Pewnie nie wiecie co to ma wspólnego z tym, że strasznie długo ją męczyłam i cieszę się, że w końcu ją przeczytałam, ale również natknęłam się na nią. Otóż... ta książka uświadomiła mnie, że nie powinniśmy wierzyć we wszystko co napisane jest właśnie w tych mini streszczeniach na tyłach okładek!

Owszem streszczenie jak najbardziej trafne. Grupka znajomych zostaje przeniesiona przez Lorena do innego świata; świata o nazwie Fionavar i tam przeżywa niezapomniane przygody, z czego większa część przeplata się z cierpieniem i bólem straty. Przez cały ten czas, gdy czytałam tą książkę nasuwało mi się jedno pytanie: co ta książka prócz krasnoludów ma wspólnego z Tolkienem?! Odpowiedzi na to pytanie nie znam do dziś.
Wypożyczyłam tą książkę z biblioteki w granicach listopada-grudnia i skończyłam ją dopiero teraz...

Nie mogłam się odnaleźć w fabule książki, która nie była jednostajna. Mając piątkę głównych bohaterów, którzy otoczeni się dziesięcioma innymi bohaterami pobocznymi ma się wrażenie przepełnienia; przeludnienia i bywały momenty, że nie wiedziałam kto jest kim. Wymieniona w streszczeniu Jennifer i Kimberly zawsze mi się myliły... nigdy nie mogłam rozróżnić, która z dziewczyn jest którą. Tak samo było Z Dave'm i Paulem. Ich wątki przeplatały się ze sobą niejednokrotnie i zawsze gdy myślałam, że już wiem o co chodzi, do akcji wkraczał dynamiczny wątek, który ponownie wytrącał mnie z równowagi. Niektóre kwestie były moim zdaniem zbyt szczegółowo opisane przez co książka wydłużyła się aż do tysiąca trzystu stron, co raczej nie było koniecznością, a bardziej zbyt skrupulatnym przemyślanym dziełem autora Fionavarskiego Gobelinu.

Początek książki owszem zapowiadał się dosyć ciekawie. Spędzenie kilku tygodni w innym świecie, gdzie na Ziemi mijało zaledwie parę minut wydawał się być ciekawym pomysłem, jednak im dalej w powieść tym gorzej. Główni bohaterowie nagle stali się ważnymi członkami nowego świata, ciągnięci swoim instynktem i przeczuciem zdawali się pozjadać wszystkie rozumy świata i robić to co ich przeczucie im podpowiadało. Wszelakiego rodzaju przepowiednie, wróżby jak i "nieznane im moce" pojawiały się niemal na każdej stronie, zaś wybory jakich dokonywali goście z Ziemi były w większej mierze jedynie ich przeczuciami - które jak można się domyślić zawsze były dobre.

Często bywa, że książka którą czytamy i dobiega końca ma zakończenie tak krótkie, że czasem żałuje się, że autor nie dopisał kilku stronic więcej, by wyjaśnić jeszcze bardziej całość fabuły. W Fionavarskim Gobelinie koniec powieści był zapisany na pięćdziesięciu stronach! Zdaję sobie sprawę, że w porównaniu z całością książki jest to zaledwie  jej 1/26 cześć, jednakże uważam, że nie było potrzebne rozdrabnianie się na opisywanie kwiatów znajdujących się w ogrodach czy opis Drzewa Letniego, do którego Paul powrócił na końcu powieści tak jak przybył do niego zaraz na wstępie. Zakończenie strasznie mi się dłużyło. Brak większych dialogów powodował, że czułam się przytłoczona opisami przyrody i uczuć głównych bohaterów na tyle, że coraz bardziej chciałam zakończyć już lekturę tej książki.

Polecić ją mogę osobą, które są wytrwałe, cierpliwe i lubią takie zagmatwane powieści. Zagmatwane ponieważ był to dla mnie istny kogiel mogiel wymieszany tak dokładnie, że nie można było odróżnić jednego wątku od drugiego. Imiona bohaterów zamieszkujących Fionavar również nie ułatwiały całości zrozumienia mi książki i zadaję sobie pytanie - czy jestem aż tak głupia, żeby zrozumieć tą powieść czy może na prawdę jest ona tak źle napisana, że po prostu nie da się jej ogarnąć umysłem... 

Jeśli ktokolwiek miał styczność z tą książką i uważa, że jest ona na miarę dzieł Tolkiena to z miłą chęcią zapoznam się z jego zdaniem. Ja tej książce mówię zdecydowanie NIE i mam nadzieję, że to była ostatnia tak zła powieść jaka wpadła w moje ręce...

Moja ocena: Niedostateczny

Książka bierze udział w wyzwaniach:


11 komentarze:

  1. Jestem pod wrażaniem, że dotrwałaś do końca książki. Jak pisałam pod wcześniejszym postem, ja dawno bym się już poddała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zniechęciłam się do czytania kiedy byłam już poza połową dlatego postanowiłam ją dokończyć... 600 stron to jednak dużo :)
      Sama jestem pod wrażeniem swojego uporu :)

      Usuń
  2. Gratuluję wytrwałości.Ja dawno rzuciłabym ją w kąt.
    Życzę ci odtąd samych dobrych wrażeń literackich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam nadzieję, że już nie trafię na tak toporniczą książkę :)

      Usuń
  3. Gratulacje przebrnięcia :D ale opis faktycznie zachęcający, aż się wyobraża różne magiczne przygody :) ostatnio często spotykam się z takimi napisami na książkach: "dla wielbicieli Zmierzchu", "coś dla fanów HP" i co? i przeważnie guzik ma to wszystko wspólnego z tymi opisami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wiele razy spotykam się z takimi haczykami i na prawdę rzadko kiedy te haczyki okazują się być podstawne...

      Usuń
  4. Witaj! ;>
    Nominowałam Cię właśnie do Liebster Blog Award
    http://recenzjeami.blogspot.com/2014/02/liebster-blog-award_25.html
    Będzie mi bardzo miło jeśli weźmiesz udział w zabawie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja męczyłam "Piękne istoty" przez dwa tygodnie, ale w porównaniu z Tobą to pikuś :)
    Już od razu wiem, że nie zabiorę się za tę książkę. Zresztą na Twoim blogu, po raz pierwszy spotkałam się z tym tytułem :))
    Okładka jak dla mnie piękna nie jest, ale treść kusi. Tylko że nie czytałam jeszcze książki, która ma ponad 1000 stron, więc nawet jakbym ją zobaczyła w bibliotece, to pewnie bym ją zostawiła tam gdzie jest :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj nie spotkałam się z nią, ale widzę, że zbyt dużo nie straciłam i ile stron, tyle czasu, którego można by przeznaczyć na inne książki :D

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, za to że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!

Obserwatorzy

Obserwatorzy google