Henry H. Neff - Gobelin. Pies z Rowan

Tytuł: Gobelin. Pies z Rowan
Autor: Henry H. Neff
Liczba stron: 381
Wydawnictwo: Świat Książki
Kategoria: Fantastyka

Nie mogłam się doczekać, aż napiszę Wam o tej książce. Jestem nią absolutnie oczarowana,a to za sprawą (jak mniemam) wielu powiązań z Potterem. Żeby nie przedłużać (bo ten wpis i tak będzie zaliczał się pewnie do jednych z większych) to zacznę :)
Opis z tyłu książki to jedno z tych, co już na samym początku skusiło mnie do sięgnięcia po tą pozycję:

Imię dziecka, które otrzyma tego dnia do ręki broń, będzie znane w całej Irlandii, ale żywot jego będzie krótki...


Max McDaniels prowadzi spokojne życie na przedmieściach Chicago. Wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia natrafia na tajemniczy celtycki gobelin. Odkrycie to prowadzi chłopca do Akademii Rowan, tajnej szkoły, gdzie czekają go niezwykłe przygody, fantastyczne stworzenia i intensywne szkolenie tylko dla wybrańców.

Ale wszystko ma również mroczną stronę.

Kiedy Max dowiaduje się, że na całym świecie znikają bezcenne dzieła sztuki i wyjątkowo uzdolnione dzieci, trafia w samo serce odwiecznej walki dobra ze złem. Żeby przetrwać będzie potrzebował wsparcia tajemnej siatki agentów i mistyków, genialnego kolegi z akademii i budzącej się w nim samym niepokojącej mocy.



Książka zaczyna się niewinnie. Max wraz ze swoim ojcem idą na wystawę sztuki. Kiedy mężczyzna zajęty jest rozmową z przyjacielem z pracy, chłopiec przechodzi do sali, w której nie ma nic prócz tytułowego gobelinu i od tej chwili wiadomo już, że książka jest z gatunku fantastyki. Gobelin na oczach Maxa emanuje złocistą poświatą przedstawiając pewną scenę, której nie zauważa nikt prócz chłopca. Dopiero po przybyciu ojca, gobelin na powrót staje się brzydki i nieruchomy. Myślę, że to jest właśnie ten tytułowy gobelin; taki wstęp do całej historii, która będzie miała miejsce w tej jak i w kolejnych częściach przygód Maxa.


W książce tej znalazłam bardzo wiele podobieństw do Harrego Pottera. Mogłabym je wymieniać niemalże w każdym rozdziale, jednak pozwoliłam sobie zaznaczyć w książce jedynie te, które na prawdę rzuciły mi się w oczy. Już na samym początku widać jedno z nich a mianowicie list. List w którym Max dowiaduje się o szkole (magicznej szkole) do której zostaje przyjęty. Zarówno ta informacja jak sam list jest czymś co kojarzy mi się z Potterem. 
Ojciec Maxa strasznie przypomina mi pana Weasleya ze swoją wysublimowaną dziwacznością. Pan Weasley uwielbiał wszystko co wyszło spod rąk "mugola", zaś ojciec Maxa niejednokrotnie okazywał, że darzy szczerym podziwem przedmioty, które produkuje się w jego firmie:
" - Według mojego taty, te wafle ocalą cywilizację..."
Na tej samej stronie, można wychwycić kolejny "duplikat". Pierwszy czar jaki ujrzał chłopiec to ogień w kominku. Harry również na początku spotkania z Hagridem zobaczył jak olbrzym rozpala ogień.
Nie mogłam również zapomnieć o seplenieniu Ron'a podczas jedzenia. W książce zdarzyło się to jeden jedyny raz, ale i tak rzuciło mi się w oczy! 
" - Mo mamabme myfne! - powiedział w końcu.
Nigel spojrzał na niego znad gazety.
- Słucham?
- Są na prawdę pyszne!..."
Kolejnym podobieństwem (będzie ich jeszcze trochę, jak Was zanudzam to przejdźcie niżej) :D jest fakt kamuflażu szkoły.
" To Stara Magia, moje dzieci, kryje to miejsce i sprawia, że jest takie dziwne..."
Nie tylko wydarzenia ale również niektóre postaci kojarzą mi się z książki Harrego Pottera. Doskonałym tego przykładem będzie tutaj Alex Munoz, który od samego początku nie darzy Maxa sympatią. Za każdym razem kiedy chłopcy się spotykają dochodzi do niemiłych sprzeczek i docinek między sobą. Chyba nie muszę mówić kogo odpowiednikiem jest w Potterze? :) Nawet dyscyplina sportowa jest w Gobelinie czymś równie ważnym jak w HP, mimo, że nikt tu nie lata na miotłach, a goni za piłką, to jednak zasady panujące na boisku są tak wyimaginowane, że od razu polubiłam tą grę. Nie ma ona jakiejś wymyślnej nazwy jest to po prostu piłka nożna z dodatkami ^^ Powracając do bohaterów, trzeba zwrócić również uwagę na Davida, który w pewien sposób jest bardziej tajemniczym bohaterem niż wszyscy razem wzięci. To taka męska odmiana Hermiony. Mądry i pilny uczeń jednak nie zgłasza się na lekcjach, za to wszystko wie.
Ostatnie podobieństwo i raczej najważniejsze to sam proces wskrzeszania Astarotha czyli jakby brata Voldemorta. On również by ożyć potrzebuje krwi chłopca, o którym mówiła przepowiednia.

Można by rzec, że te podobieństwa mogą trochę odrzucać. Po co w końcu czytać coś co już zostało wymyślone przez kogoś innego?  Z drugiej jednak strony w tych rzekomych podobieństwach można doszukać się czegoś nowego. Żaden z bohaterów nie ma tak samo na imię, gra jest całkiem inna chociaż pełniąca to samo zadanie w szkole Rowan jak i w Hogwarcie, zaś ojciec Maxa zachwyca się innymi rzeczami aniżeli pan Weasley.

Zaczynając od początku. W książce napotykamy osoby, o których nie wiemy kompletnie nic. Jedną z takich osób jest tajemnicza pani Millen przed którą każdy przestrzega McDaniellsa jednak nie wyjaśnia dlaczego chłopak ma ją omijać szerokim łukiem. Od samego początku kłębiło się w mojej głowie pytanie " kim ona u licha jest" Dużym plusem było to, że chłopak nie dostał się do Rowan od tak, bo był sobie czarodziejem lub dokonał czegoś niezwykłego kiedy był mały. Max musiał przejść parę testów i ostatni z nich podobał mi się najbardziej. Wykazał się w nim odwagą, lojalnością, a zarazem pokazał, ze nie widzi on jedynie czubka własnego nosa, jak to czasami było w Potterze. 
Mimo że Gobelin Henrego jest bardzo podobny do Harrego Rowling, są pewne rzeczy, które zachwyciły mnie na tyle by uznać przygody Maxa za drugie pod względem ulubieńców. Jednym z tych niezwykłych wydarzeń było na przykład wybieranie pokoi. Uczniowie pierwszego roku dostawali pokoje wylosowane w jakiś magiczny sposób i każdy z nich różnił się od pozostałych. Nie wiem na jakiej zasadzie działały te pokoje, jednak każde pomieszczenie wyglądało inaczej. Jedni mieli pokój niczym statek drudzy jak dom z kartonu pod mostem inni mieli widok na gwiazdy i konstelacje (pokój Maxa właśnie) wszystko opisane zostało w sposób bajeczny; magiczny... w końcu taka właśnie jest ta książka. Drugim aspektem, który mnie oczarował był sad ze świętymi drzewami.  Każdy rocznik absolwentów miał swoje drzewo. Jeśli jakiś z uczniów umierał, jabłko robiło się złote.
"- W tym ogrodzie każdy rocznik ma swoje święte drzewo. Co roku Drzewo Absolwentów wyda jedno jabłko za każdego żyjącego ucznia. Kiedy uczeń umiera, jego jabłko zamienia się w złoto. W ten sposób czcimy ich pamięć i tych jabłek się nie dotyka."

Jimmy... ten facet rozbawił mnie do łez. Jeśli ktoś jest nim zainteresowany to odsyłam do strony 94-95... tego się opisać wręcz nie da! :D

Jestem zwolenniczką zwierząt w książkach. Zwłaszcza tych magicznych i jak na zawołanie dostaje to co chcę! W Gobelinie możemy się spotkać z podopiecznymi (magicznymi zwierzakami), które każdy z pierwszaków dostaje pod opiekę i na koniec nauki w szkole Rowan jest "rozliczany" ze swoich postępów wychowawczych zwierzęcia. Można by pomyśleć: a jeśli jakiś uczeń będzie chciał zwierzątko to samo co jego kolega? otóż nie. Ta kwestia została przez Henrego załatwiona. To zwierzęta wybierają sobie opiekuna a nie na odwrót i szczerze powiedziawszy niektórym uczniom szczerze współczułam.

W Gobelinie można też napotkać nietuzinkowych rozmiarów humor. Gęś Hanna wraz ze swoimi gąsiątkami jest jedną z wielu postaci, które potrafią wywołać uśmiech na twarzy!
"-Cudownie! Muszę sobie porządnie napuszyć piórka, a jedna z driad zaoferowała, że zrobi to za pół darmo..."
A to już moje współczucie dla jednego z uczniów, którego wybrał niezbyt uprzejmy królik:
"- Człowieku, jesteś szaleńcem czy może skończonym idiotą? Czyżbyś sugerował, że chciałem się przystawiać do niedomytej, niewykształconej flądry z jakiejś pipidówy? Że to jakieś moje skryte pragnienie?... Tweedy stanął na tylnych łapach, nastroszył się i, co mu się nie zdarzało, zaniemówił. W końcu pokicał za Nolanem..."
(Na lekcji etyki) "Właśnie poznaje pan śliczną młodą damę, a nie wstrzymuje bąka!"

Już na prawdę za chwilę kończę, bądźcie cierpliwi :D Wiem, że to nie wygląda na recenzję, ale chciałam Wam pokazać wszystko to co mnie zafascynowało w tej książce no i inaczej się chyba nie dało;/

Jak to w wielu książkach jest... najlepszy zawsze jest główny bohater. W tym przypadku nie jest inaczej jednak... prócz Maxa inni też dodają swoje trzy grosze. Największą tajemnicą jest David, który na pierwszych zajęciach emanuje nieposkromionymi pokładami magii, które nawet nauczycieli przerażają. Podoba mi się to, że Henry nie naciskał jedynie na talent McDaniellsa, a skupił się także na postaciach drugoplanowych i rozwija ich możliwości. Podarowanie bohaterowi mniej ważnemu czegoś dużego sprawia, że nie skupiamy się jedynie na jednej postaci, a mamy możliwość poznania również innych, co bardzo mi się podoba. David wyróżnia się wiedzą, Connor swoją zuchwałością, zaś Cynthia odwagą.
"- Cynthia! - wysapał Bob. - Może być w łazience albo... nie odziany!
- Cicho! - odparła Cynthia władczym tonem. - Jest chory i potrzebuje opieki. Nie drałowałam taki szmat drogi przez śnieżycę, żeby zostawić mu na ganku zamarznięty termos z zupą! Chodźcie."

By Was nie zanudzić na śmierć ostatnie kilka zdań co jeszcze mi się podobało, co zauważyłam i co myślę. W książce jest mowa o psie. W tytule książki również występuje pies... co prawda pojawia się on dopiero gdzieś pośrodku lektury jednak jestem przekonana, że o niego właśnie chodzi, jako o tego tytułowego psa... z resztą kto ciekawy to polecam i zachęcam do przeczytania :) Ciekawą postacią jest również Mamuśka - wiedźma, która zawsze na rozpoczęcie roku szkolnego musi wyniuchać każdego z uczniów, by go przez przypadek nie zjeść. Jakie konsekwencje są niewyniuchania, można przeczytać :) uśmiałam się :D
Interesującym doświadczeniem są też tzw Trasy! Strasznie mi tego brakowało na przykład w Harrym Potterze. Jest to taki trening w innym wymiarze, gdzie uczniowie zmagają się z różnymi trudnościami, jakie mogą napotkać w życiu codziennym. Takie trochę przygotowanie do życia po za szkołą w wypadkach zagrażających życiu.

Ostatnia rzecz jaką sobie zanotowałam to jeden z cytatów który mi się spodobał i chciałabym Wam go przedstawić:
"Życie jest zbyt cenne, żeby marnować je, wykonując rozkazy wydawane poprzez absurdalny łańcuch dowodzenia"
I tego właśnie życzę każdemu z Was! Nie dajcie się zwariować i manipulować! To Wasze życie i robicie z nim co chcecie a nie to co ktoś Wam nakazuje. Życie jest jedno i nikt za Was żyć nie będzie! :) może dlatego ten cytat mi się spodobał, że jest odrobinkę buntowniczy? Niemniej jednak!
Kto dotrwał do końca ten jest hardcorem! Na prawdę bardzo bardzo BARDZOOOO się cieszę, że dotrwałeś razem ze mną do końca. Myślę, że jest to lektura wręcz obowiązkowa dla fanów Pottera. Mi bynajmniej przypadła do gustu i już jestem posiadaczką 2 części! :) Polecam z resztą każdemu komu fantastyka nie jest obca no i to tyle w temacie :)

Książka ta bierze udział w wyzwaniach:









1 komentarze:

  1. Gosiu! Ty wiesz co ja lubię :D Myślę, że spodobałaby mi się :D

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, za to że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!

Obserwatorzy

Obserwatorzy google