Nina Reichter - Ostatnia Spowiedź. Tom 2


Tytuł: Ostatnia spowiedź. Tom 2
Autor: Nina Reichter
Liczba stron: 345
Wydawnictwo: Novae Res
Kategoria: Romans

Nadszedł ten czas kiedy w końcu sięgnęłam po drugi tom przygód Ally. Pierwsze spotkanie uznałam za swoje fenomenalne odkrycie, co myślę o drugim?
Historia rozpoczyna się tam, gdzie się zakończyła. Bradin zostaje postrzelony, zaś chwilę przed tym zdarzeniem, dowiaduje się, że Ally rzekomo zdradza go z własnym bratem Tomem.
Ta sprawa musi być załatwiona jednak jak uporać się z czymś jeśli osoba, której się tyczy leży nieprzytomna w szpitalu?
Oczywiście jest to tylko wstęp książki ponieważ później mamy możliwość poznania życia gwiazd zza kulis. Jesteśmy świadkami tego, jak przybierają maski, wychodząc na scenę i zdejmują je kiedy są z dala od błysków fleszy i wścibskich dziennikarzy. Jak z takim życiem radzi sobie Ally, która obserwuje tłumy piszczących fanek, próbujących być jak najbliżej Bradina? Tego musicie dowiedzieć się sami.
Druga część w moim mniemaniu jest gorsza. To co uznawałam w pierwszym tomie za atut, teraz stało się najgorszym co mogłam spotkać w książce. W "Ostatniej spowiedzi" aż wylewa się od opisów wiecznego migdalenia, przytulania, wyznawania sobie miłości, rozstań i powrotów. Mam wrażenie, że tylko na tym opiera się ta część. Nie wniosła nic szczególnego tylko wzmocniła efekt cukierkowości, który w pierwszym tomie był bardzo ładnie wpleciony w główną fabułę, której tu albo zabrakło, albo ja sama nie potrafię dostrzec. Męczyłam się za każdym razem kiedy Ally była blisko Bradina i nie robili nic prócz migdalenia się. Dopiero pod koniec autorka pozwoliła mi odetchnąć i wplotła w historię coś bardziej spokojnego, przyziemnego, jak zwyczajna, prosta rozmowa dwóch kochających się osób. Oczywiście nie mam nic przeciwko okazywaniu sobie uczuć, ale bez przesady.

Prawie każde ich spotkanie kończyło się tak samo.Jedynie miejsce się zmieniało...
Denerwujący był też fakt, że wystarczyło jedno zdanie, które druga połówka źle zinterpretowała i zaczynała się kłótnia tak wielka, że jedno odchodziło. Dopiero po kilku godzinach/dniach po przemyśleniu całej sprawy na chłodno zdawali sobie sprawę jakimi byli "idiotami" i pędzili do siebie co sił, by się pogodzić i... tak! wylądować w łóżku lub innym dogodnym miejscu gdzie można by było to zrobić. Takie własnie odniosłam wrażenie czytając drugą część "Ostatniej spowiedzi".
Żeby nie było tak źle, odnalazłam również plusy. Autorka przedstawiła nam bliżej postać Toma, rodziców jego i Bradina jak i Ally, mieliśmy okazję być świadkami niecnych knowań Violet i Corine. Pani Nina  wykreowała również ciekawy wątek odnośnie fotografii, który bardzo mi się podobał. Jako fanka Linkin Park "urosłam", gdy pod koniec książki przeczytałam "Podkład muzyczny: Fort Minor - Remember the name" Chyba tylko ja potrafię cieszyć się jak małe dziecko, widząc wzmiankę na temat swojego ulubionego zespołu - w tym przypadku rapera Mike'a Shinody ukrywającego się pod tym pseudonimem.
Mimo że całość nie wciągnęła mnie tak bardzo jak jej poprzedniczka, to książkę czytało się szybko i przyjemnie.  Ponownie zadbano o wizualną stronę, która tym razem opatrzona była w turkusowe odcienie. Okładka również przypadła mi do gustu. Jest intrygująca i dłuższy czas jej się przyglądałam, by wywnioskować czy na jej podstawie byłabym w stanie powiedzieć coś więcej o książce. Tak jak w pierwszym tomie i tutaj okładka ma specyficzny materiał.. taki matowy, lekko "futrzasty" sama nie wiem jak to określić, ale jest na prawdę przyjemny w dotyku i chciałoby się go non stop głaskać :D
Trochę żal mi Toma. Chłopak ma pecha i na prawdę przydałby się ktoś, kto poklepałby go po plecach i podtrzymał na duchu. Mam nadzieję, że w trzeciej części życie każdego z bohaterów ułoży się i wszyscy będą szczęśliwi. Przy okazji nie ukrywam, że chciałabym by autorka nie przesadzała już z tym lukrem pomiędzy głównymi bohaterami.
Całościowo, książka okazała się względna, aczkolwiek lekko naciągana. Nie działo się zbyt wiele, fabuła była...statyczna, miejscami czasem coś działo się "ponad normę" ale nic nie wywołało we mnie przyśpieszonego bicia serca czy uczucia zaskoczenia. Uważam, że całość można by było zmieścić w kilku zdaniach, a jeśli już miała z tego powstać odrębna część, to wymyśliłabym jakiś mocniejszy wątek fabularny, po którym "działo by się".
Fanom ten serii oczywiście książkę polecam. Na pewno znajdziecie w niej coś dla siebie. Osoby, które chcą odpocząć również mogą sięgnąć po tę historię. Nie skreślam tej pozycji całkowicie, jednak nie wiem czy jeszcze kiedyś do niej wrócę. Może tylko po to by odświeżyć sobie pamięć, no i kto normalny pomija jakąś część chcąc ponownie przeczytać całą serię? No ja do tych osób nie należę :)

Moja ocena: Dostateczny
Książka bierze udział w wyzwaniach:



9 komentarze:

  1. Musiałabym przeczytać tom I. Od czasu do czasu lubię przeczytać lukrowe powieści, taka moja druga natura słodko-pierdząca. Przepraszam za wyrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać. Zdarza mi się tu używać mocniejszych wyrażeń :)

      Usuń
  2. Mam ochotę ponownie powrócić do OS, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jak tym razem odbiorę tę powieść. Kilka lat temu uważałam ją za cudowną, aczkolwiek niepozbawioną wad. Jasne mnie też to denerwowało, że się rozchodzili i schodzili... jakby w życiu par nie było niczego innego... Ale ogólnie książka ma w sobie to coś, że czytelnik przeżywa każde emocje bohaterów razem z nimi! I to uważam za plus :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może kiedy ja sięgnę po książkę po pewnym czasie również spojrzę na nią nieco przychylniejszym wzrokiem :)

      Usuń
  3. Tom 1 od kilku lat leży na mojej półce - nie wiem kiedy zabiorę się za serię :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1 tom bardzo mi się podobał. Ten już nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

      Usuń
  4. Kiedyś tam, bardzo dawno chciałam przeczytać tę trylogię, ale potem z każdą przeczytaną recenzją się zniechęcałam. Piszesz o lukrze i braku zaskoczenia- mam już dość takich książek, jeśli na jakąś natrafiam to jest mi naprawdę przykro, że tyle gniotów powstaje. A lukier w romansach to ostatnio coś czego nie potrafię tolerować :D Nie wiem... może kiedyś. Ale potrzebny mi chyba będzie naprawdę mocny bodziec :D

    PS Nie wiem czy widziałaś, że wystartowałam z kolejną wymianką. Wiem, że lubisz w nich brać udział, także, jeśli masz ochotę na kolejną- zapraszam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka nie jest aż takim ostrym gniotem, ale na prawdę trochę mi przeszkadzało to wieczne, jak ja to nazywam "pitu pitu". Dzięki za info! :P idę się wpisać ^^ beze mnie ta wymianka nie ma sensu xD

      Usuń
  5. Jestem bardzo ciekawa pióra pani Niny.

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, za to że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!

Obserwatorzy

Obserwatorzy google