Kiera Cass - Syrena



Autor: Kiera Cass
Tytuł: Syrena
Liczba stron: 391
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczorowska
Wydawnictwo: Jaguar
Kategoria: Fantasy

"Weź głęboki oddech, Kahlen, i trzymaj się." To słowa, które mają kluczowe  znaczenie w fabule i to one spowodowały, że ostatnie kilkanaście stron przeczytałam podciągając nosem i wycierając smarki o rękaw. Bez kitu. Daaaawno już nie czytałam książki, która sprawiła, że płakałam. Dawno żadna opowieść nie wywołała u mnie aż takich emocji i to właśnie takie historie powinno się wychwalać pod niebiosa. To prawdziwe perełki w gąszczu shitu jakim jesteśmy mimowolnie zasypywani.
Kahlen to syrena, chociaż do tradycyjnej Arielki jeszcze jej daleko. Razem ze swoimi siostrami wabi marynarzy, zwykłych podróżników i każdego kto porusza się po wodach, swoim głosem, który odbiera ludziom umiejętność racjonalnego myślenia. Zarówno ona jak i jej siostry nie są zadowolone z tego co czynią, jednak taka była umowa. Umowa między nimi, a Matką Ocean, która ofiarowała im drugą szansę - szansę życia, w zamian za sto lat służby, polegającej na topieniu ludzi w morskich falach i bezwzględne posłuszeństwo Matce, która nałożyła na dziewczyny różne zakazy.
Całość historii mamy przedstawioną z perspektywy Kahlen. Wiemy jakie uczucia jej towarzyszą podczas dokonywania decyzji i czym się kierowała. Wiemy czego jej brakowało, a na co Matka Ocean definitywnie nie zezwalała.
Trzeba również dodać, że Kahlen tak jak jej siostry, nie były od chwili narodzin syrenami. Wszystkie stały się nimi w momencie, kiedy... zaczęły się topić. One również były ofiarami zwabionymi przez poprzednie syreny i tylko decyzja Matki Ocean spowodowała, że miały możliwość wyboru - zginąć, czy spędzić sto lat na służbie, a potem żyć z wymazanymi wspomnieniami, z czystą kartą i dożyć starości.
W życiu Kahlen pojawiło się kilka syrenich sióstr, z którymi musiała się pożegnać, ale też takie, których nie rozumiała. Jedną z nich była Aisling. Dziewczyna nie zaprzyjaźniła się z żadną ze swoich sióstr. Odwalała brudną robotę po czym odchodziła samotnie w sobie znane strony. Wszystkich trzymała na dystans i traktowała każdą z dziewczyn chłodno.
Kahlen pomimo przyjęcia "drugiego życia" od Matki Ocean, nie do końca może się pogodzić ze stratą swoich najbliższych i tym, że nie dane jej jest porozumiewanie się z innymi ludźmi. Zdaje sobie sprawę z tego, że ta bariera stworzona przez Matkę Ocean, jest tylko dla bezpieczeństwa, jednak dziewczyna odczuwa przemożną chęć kontaktu z innymi. Zwłaszcza, gdy na jej drodze staje Akinli. Chłopak, którego ujrzała na jednej z plaż i którego nie potrafi wymazać z pamięci.
Dziewczyna doznaje uczucia, którego Matka Ocean nie może zaakceptować u żadnej z syren. Zakochuje się i można uznać, że nie bez powodu mówi się, że miłość jest ślepa i głucha, a dla miłości człowiek jest w stanie wiele poświęcić. Kahlen również oślepiona miłością, nie ma zamiaru z niej zrezygnować. Jak potoczą się losy bardzo wrażliwej syreny? Czy mimo przeciwności losu uda jej się kochać zwykłego śmiertelnika i nie narazić go na niebezpieczeństwo? Co na to wszystko Matka Ocean?
Ta książka jest bardzo wzruszającą opowieścią o miłości, o dobroci, stracie, chwilach radości i odnajdywaniu samego siebie. Wielokrotnie dialogi prowadzone przez bohaterów doprowadzały do tego, że sama zamyślałam się na chwilę i odpływałam w zadumę. Kahlen dzieliła swoje uczucia razem ze mną. Obie się śmiałyśmy, obie płakałyśmy i siedziałyśmy w milczeniu, wsłuchując się w morskie fale.
To jedna z piękniejszych i delikatniejszych opowieści jakie było mi dane przeczytać. Pełna uroku, wdzięku, skromności i pięknych słów książka, oprawiona w cudowną okładkę.
Tak na prawdę nie mam jej nic do zarzucenia, a wręcz przeciwnie! "Syrena" wielokrotnie mnie zaskakiwała, sprawiała, że płakałam jak bóbr i uśmiechałam się sama do siebie. To jedna wielka huśtawka emocji, którą chcę doświadczać za każdym razem czytając każdą książkę i w końcu oto ona! Ludzie zachwycali się nad pięknością "Avy Lavender", gdzie ja z kamienną twarzą odłożyłam ją na półkę, a "Syrena" wgniotła mnie w ziemię i rozdeptała jak robaka. Emocjonalnie pokopała moje serce, potem podniosła i przeprosiła mówiąc, że "chciała mocniej."
Jeśli będziecie mieli okazję przeczytać tę książkę, to gorąco ją Wam polecam. Jeśli tak ma wyglądać rozpoczęcie nowego roku, to boję się myśleć na jakie perełki jeszcze trafię, a to dopiero początek!
Jeszcze raz mocno polecam tę pozycję i mam nadzieję, że nie pożałujecie ani sekundy spędzonej na jej lekturze tak, jak ja.

Moja ocena: Celujący
Książka bierze udział w wyzwaniach:
1. Czytam fantastykę
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (2,1 cm)


2 komentarze:

  1. Czytałam, ale jakoś bez większych aplauzów. Okej, przeczytałam, czasami nawet autorce udało mi się jakoś zaskoczyć. Ale dla mnie to takie czytadło do tramwaju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówię, że mi się poprzestawiało :D Tam gdzie większość się wzrusza, ja mam wylane, a tam gdzie ja płaczę jak bóbr inni twierdzą, że to nic takiego :) hah :D

      Usuń

Jest mi niezmiernie miło, za to że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!

Obserwatorzy

Obserwatorzy google