L.M. Montgomery - Ania z Zielonego Wzgórza

by - niedziela, czerwca 07, 2015

Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza
Autor: L.M. Montgomery
Liczba stron: 260
Przekład: Dorota Kraśniewska-Durlik
Wydawnictwo: Siedmioróg
Kategoria: Lit. dziecięca

Jako kilkunastoletnia dziewczynka miałam tendencje do opornego czytania lektur. Wszystko co w szkole określane było mianem "lektury" czytałam bardziej z przymusu niż przyjemności. W bibliotece szkolnej, pani, która tam siedziała była dyrektorką szkoły, dlatego presja wywołana przeczytaniem książki była tym większa, że wgląd do naszych kart miała ważna osobistość (na domiar tego uczyła polskiego właśnie... ). Nie pamiętam żadnej lektury zbyt dobrze. Mniej więcej wiem o co chodziło, jednak wiele wątków mi umyka. "Ania z Zielonego Wzgórza", którą widzicie na zdjęciu w moim domu była przekazywana z dziecka na dziecko i tak oto ja byłam czwartym i póki co ostatnim osobnikiem, które tę książkę dorwało i już sobie przywłaszczyło (cała ja).  Postanowiłam ją sobie odświeżyć i po raz kolejny po wielu latach (mówi się, że człowiek na starość mądrzeje) dochodzę do wniosku, że lektury wcale nie są złe. Nie zawsze muszą być nudne, wlekące się jak flaki z olejem i osławione mianem "zła wcielonego, które trzeba przeczytać". Ania z Zielonego Wzgórza, jest dowodem na to, iż lektura może być ciekawa, wciągająca, zarazem napisana prostym językiem, który w dialogach jest kwintesencją "wyniosłych" słów jak to Ania miała w zwyczaju mówić.

Ta krótka opowieść jest o perypetiach Ani Shirley - sieroty, która przez przypadek trafiła do domu Maryli i Mateusza Cuthbert'ów. Od samego początku poznajemy dziewczynkę, jako rozgadaną, wrażliwą i co najważniejsze bujającą w obłokach duszyczkę. Ania ma zostać odesłana do sierocińca, jednak sytuacja w jakiej by się znalazła gdyby Maryla nie przyjęła dziewczynki byłaby delikatnie mówiąc zła. Tak oto jedenastoletnia Ania zamieszkuje Zielone Wzgórze, ku uciesze Mateusza - małomównego brata Maryli, któremu wieczna paplanina młodej Shirley absolutnie nie przeszkadza, a wręcz jest na rękę.

"(...)Ale czy ja nie mówię za dużo? Wszyscy twierdzą, że tak. Czy wolałby pan, żebym się nie odzywała? Proszę tylko powiedzieć, a zamilknę. Umiem milczeć, jeśli bardzo się postaram, ale to takie trudne. (...)
- Możesz mówić, ile tylko zechcesz. Mnie to nie przeszkadza."

Dziewczyna podczas swojego pobytu na Zielonym Wzgórzu miewa zabawne perypetie, które nie zawsze kończą się dobrze. Ania wiecznie wpada w kłopoty. Kiedy z jednych udaje jej się wyswobodzić, od razu wchodzi w drugie jeszcze gorsze. Pomalowanie włosów zieloną farbą, mysz w sosie, czy upadek z dachu to tylko nieliczne wpadki młodej dziewczyny.

Autorka wiele razy zaskakiwała mnie słowami, które po dłuższym przemyśleniu na prawdę mają sens. Nadała głównej bohaterce cechy, które świadczyły nie tylko o jej skłonności do gadulstwa i szeroko pojmowanej wyobraźni, ale też pokazywały iż dziewczynka jest ciekawa świata i chce go poznawać. Zastanawia się nad wieloma rzeczami, które faktycznie gdzieś mają swoje głębsze znaczenie i czytając je odkładałam na moment książkę, by pomyśleć - kurcze... faktycznie.

"Ale przecież, Marylu, nie można wciąż się smucić, kiedy świat dookoła jest taki interesujący, prawda?"

I pomyśleć ile razy ja byłam smutna z byle błahostki, kiedy tak na prawdę mogło się wydarzyć o wiele więcej miłych rzeczy... a ja myślałam o tej przykrej i smutnej...

Trochę drażniło mnie, że z byle powodu Ania zaczynała płakać. Nie wiadomo jak śmieszna byłaby jej wpadka, ona i tak z płaczem uciekała do swojego pokoju. Zaczynało mnie to irytować. Jej zmiany humoru przyprawiały mnie o zawrót głowy. Będąc w "odchłani rozpaczy" nagle była w euforii, a to wszystko za pomocą swojej wyobraźni, która niejednokrotnie trzeba przyznać była jej lekarstwem na całe zło świata.

Czytając Anię z Zielonego Wzgórza, czułam się jakbym mieszkała na totalnym odludziu (zapełnionym ludźmi, taki paradoks :P ), opisy przyrody autorki były takie namacalne, że niemal czułam zapach tych wszystkich polnych ziół i kwiatów, które otaczały główną bohaterkę. Widziałam oczami wyobraźni całą okolicę, która wręcz tonęła w zieleni i feerii barw wszystkiego co rosło dookoła. Klimat panujący na Wyspie Księcia Edwarda niczym się nie zmienił od tego panującego na wsi dotychczas. Nikt mi nie powie, że na wsi, w której żyje nie ma chociażby jednej osoby, która wszystko wie i wszystko widzi. W Ani z Zielonego Wzgórza taką osobą jest zdecydowanie Małgorzata, chociaż muszę przyznać, że lubiłam tę kobietę. Mimo iż wszelkie wiadomości z okolicy przychodziły do niej lotem błyskawicy, a ona sama była dosyć surową i poważną osobą, lubiłam ją za jej mądrość i doświadczenie. Bardzo mnie zadziwiło kiedy pomogła Mateuszowi przy kupnie sukienki dla Ani... nie przypominałam sobie, żeby Małgorzata niosła komukolwiek chęć niesienia pomocy, a to świadczy o tym, że chociaż była nieco wścibska i czasem chciało się nią potrząsnąć to zawsze służyła pomocną dłonią.

Ania z Zielonego Wzgórza to przyjemna lektura, w której z miłą chęcią się zagłębiłam. Przypomniała mi trochę moje dzieciństwo, kiedy nie liczyło się, który lvl wybił Twój kolega mieszkający blok dalej, a kto zbuduje najlepszy domek gdzieś w rowie porośniętym pokrzywami i dziadami. Technologia jeszcze nie była tak bardzo rozwinięta, a ludzie spotykali się ze sobą na świeżym powietrzu, a nie poprzek szklany ekran monitora. Tego najbardziej będzie mi chyba brakować - tej naturalności, radzenia sobie bez elektryki i umiejętności korzystania z wyobraźni, którą teraz nie oszukujmy się - zastępuje nam obraz wyświetlany w komputerze, telefonie, tablecie etc.

Polecam Anię z Zielonego Wzgórza, każdemu kto chce odpocząć od przytłaczających nowych powieści zawalający rynek czytelniczy, chce wrócić do lat dzieciństwa, kiedy to siedział w ławce szkolnej w upalny czerwcowy dzień przy otwartym oknie i wyczekiwał dzwonku na przerwę, by poleżeć na trawie. Może i ta opowieść nie jest górnych lotów, jednak warto czasem sięgnąć po starszą pozycję i trochę się "odmóżdżyć" i odprężyć. Ja skorzystałam z tej oferty i wcale tego nie żałuję.

Moja ocena: Dobry
Książka bierze udział w wyzwaniu:

Zobacz także:

21 komentarze

  1. Ja pokochałam ,,Anię..." dzięki swojej babci. Zawsze fascynowała mnie przyroda kanadyjska, nie ukrywam wcale, że chciałabym tam się kiedyś znaleźć. Tyle pięknych widoków... lasy liściaste (klony i brzózki rządzą ;P), rzeczki, góry... Najpiękniejszymi widokami są te odzwierciedlające dziką przyrodę i zgodę z naturą. Jak słusznie zauważyłam kiedyś, każdy kraj jest jak gdyby podzielony na dwie części - pierwsza część ukazuje jego ,,miejski charakter" - zabudowania, autostrady, i wszystko, co jest związane z życiem miejskim. Druga część zaś ukazuje tą ,,dziką naturę kraju" - dziką przyrodę głównie. Zawsze byłam zwolenniczką przyrody i natury, toteż ,,Ania..." zawsze była bardzo bliską mi osóbką, gdyż też w dzieciństwie miałam tak bujną wyobraźnię jak ona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te opisy były na prawdę piękne, a osoby, które za dzieciaka biegały po polach, dolinach mogą prawie namacalnie poczuć ten zapach... tego nie da się zakorkować w butelce, to trzeba poczuć samemu :)

      Usuń
  2. Książka dzieciństwa! Najlepiej zapamiętałam moment z włosami i 'sokiem' :D Widocznie bardzo mnie rozbawiły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaś jak wspomniałam, wszystkie lektury pamiętam jak za mgłą... co teraz uznaję za swoją głupotę i zbyt dużą ufność w stereotypy. Na szczęście teraz mogę ponownie wrócić do lektur szkolnych jakich tylko chce i poznać ja na nowo :)

      Usuń
  3. Jak ja dawno czytałam tę książkę :) Choć lubię Anie powrotu do lektury nie planuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wielu przypadkach mam tak samo :) lubię pewne książki, ale nie mam potrzeby wracania do nich w najbliższym czasie :)

      Usuń
  4. Ła, żeś dosadziła klasykiem z dzieciństwa! :D Nie jestem może wielkim fanem, ale w sumie spokojnie mogę też ją ocenić na dobry. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah :D nie przewiduję "Dzieci z Bulerbyn" :D To chyba ostatnia w moim dobytku taka lektura. Potem zostały mi "gorsze" - Pan Wołodyjowski i Potop :D

      Usuń
  5. Uwielbiam dzięki mamuni <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dzięki sobie samej! O dziwo :D

      Usuń
  6. Nigdy nie lubiłam Ani tomu pierwszego. Zawsze czytam od drugiego całą serię :) takie zboczenie ^^ AzW przeczytałam może raz, czy dwa, a resztę? Ekhm.. kto by zliczył. Raz na jakiś czas lubię się przenieść w tamten świat, chociaż moją naj L.M.M jest, była i będzie Emilka ze Srebrnego Nowiu. Książka, która zawsze musi być blisko mnie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znów zachce mi się ją przeczytać :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się szczerze, że ja ani razu nie przeczytałam kolejnych części... a wydaje mi się, że byłaby to bardzo interesująca podróż :) Na pewno jak jakąś przeczytam to pokaże się tutaj o tym moja opinia na jej temat :)

      Usuń
  7. Ukochana seria mojego dzieciństwa! Będę musiała odświeżyć ją sobie jak najprędzej, bo nie ukrywam, że narobiłaś mi na nią apetytu. :)
    Pozdrawiam,
    Kalorka czyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że taki pozytywny wpływ wywarłam na Tobie poprzez swoją opinię. W ogóle w szoku jestem, że w takim tempie tyle osób skomentowało tę recenzję. Chyba powiedzenie "stare, ale jare" nabiera teraz nowego znaczenia :)

      Usuń
  8. To była jedna z moich szkolnych lektur w podstawówce! Miło ją wspominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne była jedną z przyjemniejszych. Zdecydowanie nie mogłabym tego powiedzieć o lekturach typu "Krzyżacy" :D

      Usuń
  9. Ania jest cudowna, po prostu uwielbiam ją:) Za każdym razem bardzo przeżywam jej perypetie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej przeżywałam moment śmierci Mateusza... nie mam pojęcia jak widziałam literki przez zalane łzami oczy :D

      Usuń
  10. Mam do tej książki niemały sentyment i uwielbiam do niej co jakiś czas wracać. To chyba była najlepsza lektura jaką miałam kiedykolwiek w szkole :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś czuję, że nie jesteś pod tym względem jedyna :)

      Usuń
  11. Fajna recenzja i ciekawe spostrzeżenia. Ja też jestem fanką L.M. Montgomery. :) Wspomniałam o tym poście w moim: http://monikaszostek.blogspot.co.uk/2016/04/spis-szkolnych-lektur-czyli-jak.html, zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło, że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!