Podsumowanie grudzień 2015 oraz rok 2015

by - piątek, stycznia 01, 2016

Czas by podsumować grudzień jak i w ogóle cały rok. Będzie to dla mnie na pewno ciekawym doświadczeniem, a i może Was w pewnym stopniu zaciekawi. 
Jak wiecie (lub też nie) na przełomie sierpnia mocno opuściłam się w czytaniu książek, recenzowaniu ich, ale nie tylko. W łeb poszedł mój kalendarz, który od sierpnia świeci pustkami, dlatego będę musiała posiłkować się swoją pamięcią. Aby nie przedłużać, zaczynajmy! Życzę miłej lektury, bo zapewne znowu się rozpiszę :)

Na rok 2015 miałam 11 postanowień. Nie były one wysokich lotów, ale chciałam je zrealizować. Czy mi się to udało? Jak widzicie z moich bazgrołów nie koniecznie, ale prawie w każdym coś tam ruszyło. Tym ważnym czymś o czym Wam pisałam, ale nie chciałam zdradzać było zapisanie się na prawko. Dziesięć miesięcy minęło, aż w końcu się odważyłam i ruszyłam dupsko. Obecnie jestem na poziomie zapisu na teoretyczny egzamin. Jutro dzwonię do swojego instruktora, żeby umawiał mnie na jakąś sobotę lub niedzielę. Jak widzicie, kalendarzu na rok 2016 nie robiłam. Nie robiłam go dlatego, bo... sam się zrobił :D na pomysł ten wpadłam dosłownie 3 dni przed końcem roku i wiązał się on z... kupnem drukarki. Od 30 grudnia 2015 jestem szczęśliwą posiadaczką urządzenia wielofunkcyjnego :) a to wszystko przez to, że sobie wymyśliłam iż mój kalendarz na rok 2016 będzie foto-kalendarzem :) Teraz świeci pustkami, ale chciałabym, żeby wyglądał kolorowo, estetycznie, aby było w nim mnóstwo zdjęć (przynajmniej jedno na dzień). Muszę dokupić sobie różne pierdółka ponieważ na razie posiłkuję się jedynie kolorowymi długopisami, które są na wykończeniu no i moją nówka fungiel drukarką. Chciałabym, żeby mój foto-kalendarz chociaż w małym stopniu przypominał to, co widziałam w nieśmiertelnych googielach. 
Źródło [klik]
Mój angielski również poszedł w łeb, ale dzięki pewnemu jegomościowi [klik] mam nadzieję, że ruszę chociaż troszkę z językiem. W końcu jakoś będę musiała się dogadać z Shinodą (zobaczycie jeszcze, że z nim zamienię kilka zdań, choćby mnie za terrorystkę mieli wziąć :D)

Ćwiczyłam jedynie pierwsze dwa miesiące, potem ćwiczenia poszły w zapomnienie. Tym razem mam mini motywację. (Od marca 2015 do grudnia 2015 przytyłam 10 kg...)

Kolejne postanowienie - 25 książek w ciągu roku uważam za w pełni zaliczone! Przeczytałam 30 książek, czyli 5 więcej niż zakładałam. (w grudniu 3 )

Moje zdrowe jedzenie gdzieś się zagubiło w styczniu i nie odnalazło do końca roku. Sami rozumiecie... te cheapsy, cola...  agrrr trzeba z tym skończyć, ale to takie dobreeee.

Część z Was wie, że panicznie boję się dentysty. Dlatego by sobie urozmaicić rok 2015 postanowiłam, że będę go odwiedzać i naprawiać to co trzeba. Poprzestałam z chwilą, gdy pierwszy dzień w pracy był tego samego dnia co wizyta u dentysty. Odmówiłam ją i ponownie, ze strachu kolejny raz się nie zapisałam... 

Mój sweter jest na poziomie około 15 cm i nie chce się ruszyć dalej. Mam nadzieję, że kiedyś skończę go dziergać, albo rozpruję i zamieni się w coś innego :D 

Muszę przyznać bez bicia, że liczenie stron w wordzie, które napisałam ni wychodziło mi specjalnie. Zatrzymałam się na tym, że na 100% napisałam 23 strony, czyli połowę tego co zamierzałam. Wiem, że mam też 19 stron nabazgrane i raczej nie są wliczone w to postanowienie... niestety nie będę brała liczb z kosmosu dlatego pozostańmy przy tych 23 stronach :)

Pracować zaczęłam w marcu, na czas obecny znów jestem bez pracy. Jak widzicie raz z górki raz pod górkę :)

No i moja udręka 2015 roku :D Nie! Nie założyłam jeszcze kanału na YT. Nawet gdybym chciała to nie da rady, bo mój szanowny Sony Vegas nie chce się zainstalować bez posiadania małej pierdółki, która nie chce się zainstalować... no chyba, że prosto z mojej cyfrówki wrzucałabym zdjęcia na kanał, ale to by było takie na odpier...

Tak wyglądały moje postanowienia na rok 2015. W tym roku jest ich 9 i zobaczymy czy uda mi się z nich wybrnąć :) trzymajcie kciuki. 

Co mogłabym jeszcze napisać. Rok 2015 pomimo moich obaw, był można powiedzieć  rokiem przełomowym. Pracowałam, poszłam na prawko, kupiłam sobie drukarkę, w zamówieniu mam regał, ponieważ książki na moim obecnym regale już się nie mieszczą. W sierpniu kupiłam sobie komputer, pokochałam Wiedźmina, ryczałam zarówno kiedy kończyłam w niego grać jak i gdy do końca dobiegła gra Life is Strange, wylałam tony łez na bajce Mały książę, cały rok pisałam listy, niecne plany zostały zrealizowane nie jeden raz, stworzyłam własne wyzwanie, którego wyniki postaram napisać się jutro, oraz ujawnić co będzie nagrodą. Stosunki pomiędzy niektórymi ludźmi bardzo się poprawiły, starałam się cieszyć każdą chwilą, każdą tęczą, deszczem, potokiem ptaków, który widziałam za oknem.


Korzystając ze śniegu ulepiłam bałwana.

Miałam okazję ponownie spotkać się z Magdą Kordel, pokazać jej swoje bazgroły i dać wszystkie książki jej autorstwa do podpisania. Ba! kopnął mnie nawet zaszczyt, że była przez kilka chwil koło mojego domu :D Poznałam jej córkę - przez fb ale też się liczy. Madzia została moją drugą mamą, a Zuza siostrą :D

Zostałam szczęśliwą właścicielką ombre w kolorze niebieskim, wzięłam udział w kolejnej odsłonie akcji organizowanej przez Magdę Kordel "Kto napisze ze mną książkę" czekam na nową odsłonę i paczkę z tomikiem ostatnim bo jeszcze nie przyszła :) Po raz pierwszy wzięłam też udział w wymiance książkowej organizowanej przez Dominikę i szczękę zbierałam z podłogi, jak zobaczyłam co do mnie przyszło. Dzięki temu doświadczeniu mogłam również być jedną z osób, która składała pośrednie życzenia Justynie z okazji ślubu. To było bardzo ciekawe doświadczenie i chciałabym jeszcze kiedyś wziąć w podobnym udział! 

Całkowicie zrezygnowałam z odwiedzania biblioteki na rzecz przeczytania książek, które mam w domu. Z marnym skutkiem, gdyż czym bliżej byłam końca tym więcej książek kupowałam. Ta lista wiecznie się wydłużała! Dowiedziałam się również o ciekawych premierach na rok 2016, które w szczególności mnie interesują, przeprowadziłam ciekawe rozmowy z hakerem Emilem, Karolina zmotywowała mnie do ruszenia dupska pod względem listowym, dzięki Madzi wiem, że umiem pisać nie tylko o fantastyce, zaczęłam odbierać telefony z nieznanym numerem (kiedyś tego nie robiłam), byłam świadkiem spadających gwiazd w sierpniu oraz obserwatorem zaćmienia słońca w pracy. Po raz pierwszy poszłam na jarmark lawendowy organizowany w moim mieście, znalazłam lek przeciwbólowy po którym nie dostaję alergii i zostałam posiadaczką szybszego Internetu.

Tak dużo się działo w roku 2015, że aż ciężko mi w to uwierzyć. Mogłabym tu dodać jeszcze kilka rzeczy, ale na tym poprzestanę. 

Na dzień dzisiejszy cieszę się ogromnie, że osób, których zaufało mi jest aż 104! Serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że w tym roku również Was nie zawiodę :) Chciałabym na czasie przebudować stronę. Na laptopie miałam wszystko w kupie, a teraz z nowym monitorem wszystko się tak rozciągnęło, że aż się przestraszyłam, że moje wpisy są takie krótkie. Po za tym znudziła mi się ta szata graficzna i trzeba ją z deka odświeżyć, co Wy na to? 

Podsumowanie mojego autorskiego wyzwania będzie już jutro i jutro podam wyniki oraz skontaktuję się z osobą, która wygrała. Może nie jest to wyzwanie wysokich lotów tak jak i nagrody, ale mam nadzieję, że chociaż troszkę  było dobre :)

Z mojej strony to wszystko. Dziękuję tym co dotrwali do końca tego postu i mam nadzieję, że tego nie żałują. Pozdrawiam serdecznie - Literka :) 

Zobacz także:

11 komentarze

  1. Ja nie robię postanowień, więc nie czuje rozczarowania, gdy ich nie spełnię. Ciekawe podsumowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja robię je bardziej ze względu na to by się ruszyć, zacząć działać, ponieważ wiem, że niektóre rzeczy przychodzą mi bardzo ciężko, ale da się je zrobić małymi kroczkami :)

      Usuń
  2. Moje postanowienie noworoczne - brak postanowień. Po doświadczeniach z ostatnich 2-3 lat wiem, jak bardzo los może zniweczyć plany na życie, jak je bardzo pozmieniać i skomplikować.
    Ano fajny pomysł z fotokalendarzem. I powodzenia z prawkiem życze ;) Ja przytyłam ponad 10 kg w ciągu pół roku, ale to w sumie było odzyskiwanie tych straconych kg przez chorobę.
    Szczęśliwego Nowego i dobrego roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja życzę przede wszystkim zdrowia! Ono najważniejsze, a reszta sama przyjdzie! i nie dziękuję, żeby nie zapeszyć :)

      Usuń
  3. A skąd Ty śnieg na bałwana wzięłaś?

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie śnieg się nie sprawował i wogóle jakoś tak smutne były te święta, a przynajmniej w województwie łódzkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to miałam wigilię klasową i jasełka - to jest coś ;P

      Usuń
    2. W jasełkach zwykle grałam aniołka. Śpiewającego :D Moje święta też były bez śniegu. Ten z bałwanem utrzymał się dwa dni... na trzeci dzień z bałwana został szalik, miska, marchewka i kilka węgielków :D

      Usuń
  5. Nie było śniegu... tzn. padał 2-3 razy i topniał... a Ty ulepiłaś bałwana... szok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale u mnie śnieg był. Napadało i się topiło dwa dni :D

      Usuń

Jest mi niezmiernie miło, że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!