Wiera Szkolnikowa - Namiestniczka. Księga 1

by - niedziela, grudnia 04, 2016



Tytuł: Namiestniczka. Księga 1
Autor: Wiera Szkolnikowa
Liczba stron: 824
Przekład: Rafał Dębski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Kategoria: Fantasy

„Namiestniczka” to dosyć obszerna pozycja i mogłoby się wydawać, że na ośmiuset stronach można wykreować naprawdę dobry świat, a tu proszę… to dopiero pierwsza księga z trzech, które też nie należą do chudzinek.

Nie ukrywam, że książki, w których występuje wielu głównych bohaterów, niejednokrotnie sprawiają mi pewną trudność. Często gubię się kto kim jest, do czego zmierza i jaka jest jego rola w całokształcie powieści. Tym razem oprócz tego, doszła jeszcze zawiłość językowa niczym u Tolkiena. Nie ma tutaj Zosi czy Asi, a wymyślne imiona, które nader często mieszałam, co nie ułatwiało mi zrozumienia lektury. 

„Namiestniczka” jest to książka w zasadzie o wszystkim. Znajdziemy tutaj miłość, intrygę, wojny, trudne wybory czy politykę. To historia o Imperium Anryjskim, którym włada namiestniczka właśnie. To kobieta związana z królem Eilanem, który według legendy zamienił się w posąg, aby pewnego dnia znowu powrócić. Fabuła toczy się w momencie, kiedy władzę obejmuje Enrissa. Nie ma jej czego zarzucić. To kobieta silna, odważna, stanowcza i wie do czego dąży.
Wydaje mi się, że cała fabuła książki ma na celu jedno – zdobycie tajemniczej księgi, która ma sprowadzić na świat zagładę. Enrissa koniecznie chce być w posiadaniu tego woluminu, jednak nie jest to takie łatwe. Wpierw trzeba księgę odnaleźć, sprawdzić gdzie była, kto ją czytał… tutaj na pomoc namiestnicze przychodzi jej osobisty sekretarz, który co nie co namiesza w jej życiu. Po szczegółowym śledztwie sekretarza, Enrissa zarządzi przeszukanie każdej biblioteki u wszystkich władców królestw należących pod władzą namiestniczki. Będzie to strzał w dziesiątkę, jednak odzyskanie księgi wcale nie będzie takie proste – nawet jeśli władczyni wyda nakaz zabrania woluminu, zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał to utrudnić. 

Los każdego bohatera jest w pewien sposób powiązany. Jedni darzą się sympatią, inni nieufnością, jeszcze inni najchętniej by się pozabijali. 

Czy Enrissa wejdzie w posiadanie księgi? Jakimi przepowiedniami uraczy nas jeszcze autorka? By poznać odpowiedź na te pytania, musicie sami sięgnąć po „Namiestniczkę”.
Według mnie książka jest za gruba. Bez problemu najważniejsze aspekty fabuły dałoby się zmieścić w 400, góra 500 stronach, a nie rozpisywać się na 800. Przez to powieść w głównej mierze straciła w moich oczach, gdyż niemiłosiernie się dłużyła, a gdy sobie uświadomiłam, że to dopiero pierwszy tom, to przeszły mnie dreszcze na myśl, co jeszcze autorka wymyśliła, że nie starczyło na to miejsca w tej części. 

Oczywiście musiałam polecieć na okładkę, a że książka była z gatunku fantasy, to tylko podsyciło moją ciekawość. Co prawda nie skreślam tej pozycji. Jest względną lekturą, którą można się zainteresować, jednakowoż szału nie ma, dupy nie urywa. Minie sporo czasu (i stron) zanim wczuje się w świat wykreowany przez autorkę i pewnie gdyby nie ta plątanina i połamane imiona, czytałoby mi się „Namiestniczkę” o wiele przyjemniej. Jestem ciekawa dalszych losów Enrissy, która niejednokrotnie wkładała palec w mrowisko. Ciekawa jestem również losów innych bohaterów, zwłaszcza tych z rodziny Aellinów, nad którymi ciąży specyficzna przepowiednia? Klątwa? Jak zwał tak zwał, jednak od kilku pokoleń zawsze rodzą się tam bliźnięta. Z chęcią sięgnę po kolejne części „Namiestniczki” i podzielę się z Wami swoją opinią na ich temat, tymczasem sami zdecydujcie, czy chcecie wejść w świat wykreowany przez Wiere Szkolnikową czy jednak ominąć szerokim łukiem.

Moja ocena: Dostateczny 

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
1. Czytam fantastykę 
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (5 cm)
3. Czytam opasłe tomiska

Zobacz także:

6 komentarze

  1. Oj, wymyślne imiona - rozumiem ten ból ;D Ciekawe jak spodobają ci się pozostałe części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę gdzieś dorwać drugą część, ponieważ mam trzecią :D

      Usuń
  2. Jakoś nie za bardzo kusi mnie ta seria, ostatnio jakoś częściej sięgam po innego typu powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sięgam na chybił trafił ze swojej półki. Chciałabym mieć chociaż 3/4 przeczytane, a tu ciągle ilość książek rośnie :D

      Usuń
    2. Znam ten ból, mam około 100 książek plus 200-300 wersji elektronicznej.... a czasu coraz mniej.

      Ostatnio zabrałem się za Malazańską księgę poległych Stevena Eriksona.
      Jest ciężka, duża i zawiła, a przeskoki pomiędzy miejscami i bohaterami tak różnymi od siebie są ciężkie i bolesne :D
      Pierwsze dwa tomy czytałem po dwa razy, a teraz jestem w połowie trzeciej.
      Mam nadzieje że do końca roku przeczytam wszystkie tomy ze zrozumieniem, bo to fantastyka z duża ilością intryg i niejedno znacznych zdarzeń. :)

      Usuń
    3. Najgorsze co czytałam z wielowątkowością to "Fionavarski Gobelin". Musze popracować nad menu w blogu i wtedy będzie wszystko podane na talerzu. To najgorsza książka ever jaką czytałam. Tam się dopiero dzieje :D

      Usuń

Jest mi niezmiernie miło, że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!