Michał Pawlik - Endorfinowy granat

by - sobota, kwietnia 14, 2018



Autor: Michał Pawlik
Tytuł: Endorfinowy granat 
Liczba stron: 325 
Kategoria: Reportaż, podróże, filozofia 

Dla zainteresowanych przygotowałam również film :) zapraszam :) 


To była dla mnie ogromna odskocznia, od tego co czytam. Ba! Nawet kryminały są mi bliższe niż książka tego gatunku, no i właśnie pierwsze pytanie: Jakiego gatunku jest ta pozycja? Czy to reportaż? Książka podróżnicza? A może filozoficzna? Myślę, że wszystkiego po trochu, stąd takie… urozmaicenie. 

Michał Pawlik zabiera nas w podróż w głąb Azji, ale i nie tylko. To prawdziwa wyprawa w głąb samego siebie, poznawanie i odkrywanie swojego „ja” na nowo. 

Autor, jak wielu z nas, był pracownikiem korporacji. Jego życie składało się z pracy, jedzenia, spania i kilku małych przyjemności po za tym, do czego był przymuszony. W końcu postanowił to zmienić. Dość miał rutyny i tego poczucia bycia szczęśliwym, gdy tak naprawdę ciągle czegoś mu brakowało. 

Tak zaczęła się jego podróż do Azji, którą relacjonuje nam na kartach książki ”Endorfinowy granat”. Razem z Michałem przemierzamy betonową dżunglę jaką jest Bangkok, zwiedzamy Birmę, rowerem wyruszamy do Wietnamu, gdzie zawsze znajdzie się jakiś pretekst, by wyciągnąć od nas kilka groszy… 

Przemierzamy Filipiny, zahaczamy o Malezję… słowem mamy dzięki autorowi kawałek południowo-wschodniej Azji do zwiedzenia. 

Niech jednak Was to nie zwiedzie! Nie będzie tutaj nudnej treści nafaszerowanej historyczną wiedzą, masą ważnych dat i miejsc, które koniecznie trzeba zwiedzić kiedy będziemy mieli zamiar wyruszyć w tamte tereny. Niejednokrotnie autor będzie opisywać miejsca, do których normalnie przewodnicy nie zabierają turystów. Będziemy świadkami kupna roweru, do którego nie pasował żaden bagażnik. Trafimy na oszustów w taksówkach, będziemy brać udział w święceniach na mnicha, czy po prostu dane nam będzie pozachwycać się pięknymi widokami zwłaszcza, że książka jest zaopatrzona w masę zdjęć wykonanych przez Michała, dzięki którym chociaż wizualnie będziemy mogli zaznajomić się z tym, co działo się podczas podróży. 

Oprócz samej relacji z wyprawy do Azji, tej w której mamy tylko opis miejsc i sytuacji, będą jeszcze dialogi, co wprowadzi do książki akcent zwykłych pozycji jakie na co dzień czytamy. Ponadto (tak, to jeszcze nie koniec tego, co można znaleźć w „Endorfinowym granacie”) będzie tutaj masa przemyśleń autora. Na każdym etapie jego podróży znajduje się kilka, moim zdaniem, cennych uwag, jego słowa nakłaniają do refleksji, zadumy nad własnym życiem i kierunkiem jaki obiera każdy z nas. Wydaje mi się, że właśnie te wtrącenia są najcenniejsze w książce. Dzięki nim nie tylko można bardziej poznać autora, ale i zastanowić się nad samym sobą. Czy praca jaką wykonujemy nas uszczęśliwia? Co sprawia, że nie podejmujemy się pewnych wyzwań? Czym jest dla nas świat? Czego oczekujemy od życia? 

Miałam sporo momentów podczas czytania, że sama chciałam sobie odpowiedzieć na te pytania i niejednokrotnie myślałam – kurde, facet ma rację… że też ja wcześniej na to nie wpadłam! 

Jedną z takich chwil był tekst o energii i czasie jako walucie świata, którą bezmyślnie tracimy na pierdoły i źle wykorzystana, nie zwraca się w postaci konkretnego efektu. W książce jest wiele takich przemyśleń oraz rad na przykład jak medytować, po za tym książka została napisana bardzo przystępnym językiem. Czyta się ją z przyjemnością, a sama treść niesamowicie ciekawi. W dialogach nie ma cenzury słowa przez co nie odnosi się wrażenia, że pozycja ta jak i autor są wymuskani i perfekcyjni na potrzeby marketingu. W końcu kto w dzisiejszych czasach nie klnie, prawda? 

Nie ukrywam, że Azja nie należy do moich ulubionych kontynentów. Kojarzy mi się głównie z Rosją, a to już samo w sobie mnie odrzuca. Nie dostrzegam tam niczego egzotycznego, ani barwnego. Bliżej mi tu do stali, kurzu i piachu. Zapomniałam całkiem, że Azja to właśnie nie tylko to ogromne państwo, ale również kraje nadmorskie, wielobarwne i jeszcze nie do końca zbadane przez ludzi, co jest chyba największym atutem. Brak większej ingerencji człowieka w naturę sprawia, że miejsca, które zwiedził Michał Pawlik i opisał je w książce są czymś niezwykłym, nowym, odświeżającym i tak intrygującym, że samemu chciałoby się spakować najpotrzebniejsze rzeczy w plecak i ruszyć w podróż do Azji. 

Absolutnie nie mam do czego się przyczepić. Wydanie książki jest dopracowane, kartki nie mają prawa się rozlecieć, gdyż są szyte, a nie klejone. W „Endorfinowym granacie” jest multum zdjęć, dzięki którym jeszcze bardziej można zaangażować się w treść jaką się czyta, prosty język, estetycznie wyeksponowane cytaty, myśli oraz rozdziały, to wszystko sprawia, że czerpie się przyjemność z czytania książki. 

Naprawdę jedyną niedogodnością jaka może Wam doskwierać to… ciężar książki, z uwagi na strukturę kartek. Osobiście mi to nie przeszkadzało i zawsze można uznać, że wiedza musi swoje ważyć, a czytając tę książkę z pewnością wyniesiecie jakieś mądrości. 

Szczerze polecam każdemu zapoznać się z tą pozycją niezależnie od gatunku w jakim ktoś się kręci. To dobrze napisana książka z przesłaniem, którą czyta się w mgnieniu oka i z ogromnym zainteresowaniem. Jeśli Michał napisze jeszcze jakąś książkę (nie pogniewam się za wyprawę do Stanów Zjednoczonych i ogólnie Ameryki Północnej) to z ogromną przyjemnością chciałabym się z nią zapoznać i ponownie móc – siedząc w swoim pokoju na krześle – przenieść się do niezbadanych zakątków świata, towarzysząc autorowi w jego wyprawach. 


Za możliwość podróżowania z autorem po Azji serdecznie dziękuję Agencji Projekt PR 



Moja ocena: Koniecznie musicie przeczytać!
Książka bierze udział w wyzwaniu:

1. Przeczytam tyle ile mam wzrostu: (2,2 cm)

Zobacz także:

2 komentarze

Jest mi niezmiernie miło, że poświęciłeś swój czas i przeczytałeś mój wpis. Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każdą radę i krytykę. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zawitasz czytelniku!